Dziś, nazywane „Godzillą”, ma szansę stać się najpotężniejszą anomalią w historii. Dokładając do tego wojnę w Iranie, która wywindowała ceny ropy i nawozów, oraz zasobożerny wyścig AI, rodzi się pytanie: czy czeka nas ekstremalny skok cen żywności?
Rolnicy na całym świecie już odczuwają potężną presję kosztów, a El Niño dodatkowo dusi logistykę, m.in. przez suszę ograniczającą przepustowość Kanału Panamskiego. Co podrożeje najbardziej? Choć media ostrzegają przed deficytem pszenicy i kakao, pierwsze uderzenie przyjął kluczowy dla Peru rynek mączki rybnej. Zmiany wkrótce uderzą też w nasze portfele. Słabe monsuny w Indiach szkodzą uprawom ryżu, pszenicy i trzciny cukrowej. Susze w Azji zagrażają podaży oleju palmowego, a upały niszczą plony kawy i kakao. W skrajnym scenariuszu ceny narażonych upraw mogą skoczyć od 50 do 100 proc. Goldman Sachs szacuje, że globalne ceny surowców żywnościowych wzrosną o ponad 15 proc. w związku z El Niño. Skoro żywność odpowiada za ok. 25 proc. koszyka inflacyjnego w Polsce, może nas wkrótce czekać bardzo niemiła niespodzianka.
Czy jednak ten pogodowy Armagedon to medialna przesada? Częściowo tak. Choć zjawisko mocno zachwieje rolnictwem, w strefie euro szacowany z tego tytułu wzrost cen żywności ma wynieść zaledwie 1,3 proc. Co więcej, rynki reagują z opóźnieniem, gdyż pełne konsekwencje obecnych zawirowań odczujemy dopiero w drugiej połowie 2028 r. Zamiast natychmiastowej apokalipsy, czeka nas po prostu uporczywa inflacja, która dodatkowo podbijana jest obecnie przez globalne zjawiska geopolityczne.