Globalne rynki finansowe znajdują się obecnie w dość ciekawym okresie, gdzie uwidacznia się balans pomiędzy wciąż żywym optymizmem napędzanym rewolucją sztucznej inteligencji a twardą rzeczywistością rygorystycznej polityki monetarnej. Głównym katalizatorem ostatnich przetasowań stało się sympozjum w Jackson Hole, gdzie Kevin Warsh nie pozostawił inwestorom najmniejszych złudzeń. Kategoryczna deklaracja o absolutnym priorytecie, jakim pozostaje sprowadzenie inflacji do dwuprocentowego celu, błyskawicznie schłodziła nastroje. Jastrzębie stanowisko amerykańskiej Rezerwy Federalnej natychmiast przełożyło się na wyceny na rynku długu. Zjawisko gwałtownej przeceny obligacji skarbowych i idącego w parze skoku rentowności rozlało się na cały świat, będąc również niezwykle mocno odczuwalnym na krajowym podwórku (choć ten proces już trwał znacznie wcześniej). Drożejący pieniądz i rosnące koszty kapitału stanowią w bieżącej sytuacji największe makroekonomiczne obciążenie dla inwestorów.

Restrykcyjna retoryka uderzyła przede wszystkim w aktywa niedochodowe, czego doskonałym przykładem jest dynamiczna przecena złota. Analiza wykresu kruszcu precyzyjnie obrazuje skalę rynkowego zwrotu. Punkt kulminacyjny ostatnich wzrostów wypadł dokładnie w rejonie niezwykle silnego oporu Fibonacciego: 4682–4690 pkt, wytyczonego na bazie dwóch kluczowych zniesień wewnętrznych: 50,0 proc. oraz 78,6 proc. Odbicie od opisywanej bariery zainicjowało gwałtowną falę spadkową, jednak obóz byków nie złożył jeszcze broni. Obecnie na wykresie wyraźnie respektowane jest strategiczne wsparcie: 4293–4306 pkt. Utrzymanie klastra stanowi ważny cel dla kupujących, dający realną szansę na wykreowanie kolejnego impulsu. Natomiast dopuszczenie do trwałego przełamania analizowanego węzła w znaczący sposób pogorszyłoby średnioterminowy wizerunek techniczny złota, otwierając podaży drogę do znacznie głębszej korekty.

Mimo potężnych zawirowań na rynku długu i surowców, na światowych parkietach akcyjnych wciąż dominuje hossa. Niezastąpionym motorem napędowym pozostaje niesłabnący boom w sektorze sztucznej inteligencji, skutecznie amortyzujący makroekonomiczne wstrząsy. Niemniej w ujęciu krótkoterminowym kapitał zmuszony jest do nawigowania w warunkach męczącego marazmu. Czołowe amerykańskie indeksy, takie jak S&P 500 oraz NASDAQ, ugrzęzły w klasycznym układzie bocznym, trawiąc sprzeczne sygnały płynące z otoczenia. Analogiczna faza wyczekiwania i naprzemienności ruchów cenowych determinuje również obraz techniczny warszawskiej giełdy. Indeks WIG20 od dłuższego czasu porusza się w relatywnie wąskim korytarzu cenowym. W przypadku krajowego rynku akcji z wysoce niepokojącym sygnałem technicznym mielibyśmy do czynienia w momencie przełamania skutecznie respektowanego w tej chwili wsparcia Fibo: 3945–3953 pkt.

Ostateczne kierunki wybicia z opisywanych konsolidacji zależeć będą od najbliższych odczytów z amerykańskiej gospodarki. W pierwszej kolejności uwaga inwestorów naturalnie kieruje się na piątkowy raport z rynku pracy. Warto przypomnieć, że lipcowe statystyki przyniosły negatywne zaskoczenie – w sektorze pozarolniczym ubyło 23 tysiące etatów, co błyskawicznie ożywiło giełdowe widmo recesji. Obecne konsensusy zakładają powrót do stabilności i wygenerowanie w sierpniu 55 tysięcy nowych miejsc pracy. Błędem byłoby jednak sprowadzanie rynkowych perspektyw wyłącznie do kwestii zatrudnienia. W kontekście ponownej intensyfikacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, równie ważna, o ile nie ważniejsza z punktu widzenia Fedu, okaże się publikacja sierpniowej inflacji CPI w USA. Kontynuacja geopolitycznych zawirowań, i co się z tym wiąże, zakłócenia dostaw ropy mogą szybko przełożyć się na powrót presji cenowej. Być może dopiero połączony obraz rynku pracy oraz dynamiki cen okaże się tym upragnionym impulsem, który pozwoli wyrwać globalne indeksy z technicznego letargu.