Przeszedłeś z Beta ETF do szwedzkiej firmy Virtune. Co cię przekonało?
Widzę tu podobną sytuację jak kilka lat temu z ETF-ami. Kiedy zaczynaliśmy je popularyzować w Polsce, mało kto wiedział, czym są. Dziś ETF-y przebiły się do świadomości inwestorów. W Virtune znów mam do czynienia z nową, przyszłościową klasą aktywów. Nazewnictwo – ETP, ETN, ETC – może komplikować odbiór, ale najważniejsze jest zrozumienie produktu i jego ekspozycji. W przypadku produktów Virtune mamy ETN oparte głównie na kryptoaktywach. Zamiast kupować kryptowalutę bezpośrednio na giełdzie krypto, można zrobić to przez rachunek maklerski. Produkt kupuje aktywo i przechowuje je za inwestora, ograniczając ryzyko związane z samodzielnym przechowywaniem czy problemami platform kryptowalutowych. Dochodzi prostsze rozliczenie podatkowe oraz możliwość korzystania z IKE i IKZE, a w przyszłości także z OKI.
Ale nie można nimi handlować 24 godziny na dobę, a jedynie w czasie sesji giełdowej.
Moim zdaniem przeceniamy ten argument. Około 85 proc. inwestorów kryptowalutowych to inwestorzy pasywni, którzy nie handlują co chwilę. Krypto nie jest więc rynkiem wyłącznie dla krótkoterminowych traderów. Nie jest to oczywiście konstrukacja tak prosta jak kupno akcji znanej spółki, ale też nie jest to „rocket science”. Trzeba poświęcić chwilę na edukację. Są produkty oparte na bitcoinie i ethereum, rozwiązania wykorzystujące staking, czyli dające dodatkowe korzyści z posiadania danego kryptoaktywa, a także produkty indeksowe, np. Coinbase 50, czy koszyki dziesięciu kryptoaktywów po 10 proc. z rebalancingiem. Wachlarz możliwości jest więc szeroki.
W Polsce kryptowaluty budzą jednak bardzo dużo emocji: jedni je kochają, inni wręcz przeciwnie.
I dlatego kluczowa jest edukacja. Compliance jednego z banków nie chciał nawet rozmawiać o szkoleniu dotyczącym krypto, wskazując na ryzyko emitenta i zmienność. Tymczasem takie ryzyko mamy w wielu klasach aktywów, a na WIG20 znajdziemy spółki, których zmienność okresowo była wyższa niż bitcoina. Co ciekawe, ten sam bank korzystał z rozwiązań opartych na blockchainie ethereum. Gdy to wyszło w rozmowie, pojawiła się gotowość do edukacji. Chodzi o znormalizowanie krypto. W Polsce często albo się je kocha, albo nienawidzi, a to po prostu kolejna klasa aktywów.
Rynek krypto jest już zbyt duży, by go ignorować?
Zdecydowanie. Obroty sięgają dziesiątek miliardów dolarów. Bitcoin dojrzał, a inwestorzy zagraniczni nie zastanawiają się już, czy krypto w ogóle istnieje, tylko szukają sposobów uzyskania ekspozycji przez produkty giełdowe. Możemy dyskutować o cyklach, wpływie ETF-ów czy o tym, czy czteroletni schemat nadal działa, ale tego rynku nie da się już pominąć. Dobrze, że takie rozwiązania pojawiają się także na GPW.
Czy opór w Polsce nie wynika również z podejścia instytucji i regulacji? Co zmieni MiCA jeśli w końcu pojawi się w Polsce?
To część problemu. Brakuje oswojenia tematu po stronie banków, doradców i części instytucji. Tymczasem produkty giełdowe są regulowane i dostępne także na innych rynkach europejskich. Potrzeba wiedzy, by doradca potrafił rozmawiać o bitcoinie tak naturalnie jak o obligacjach, indeksach czy akcjach. MiCA nie powinna nam pokrzyżować planów. Globalnie proporcje między inwestowaniem bezpośrednio na giełdach krypto a przez produkty giełdowe są już zbliżone do pół na pół. Polski rynek dopiero będzie się rozwijał, a regulacje mogą go uporządkować.
Jakie wy macie plany produktowe?
W czwartek na GPW zadebiutował chainlink. Chcielibyśmy też jeszcze we wrześniu wprowadzić hyperliquid – projekt związany z giełdą kryptowalut i innych instrumentów. Później chcemy mocniej skupić się na edukacji i pokazywaniu różnic między projektami. Oczywiście kiedy mówimy o rynku kryptowalut na pierwszy plan wysuwa się bitcoin czy też ethereum. Wspomniany chainlink to blockchain dostarczający dane z zewnątrz do innych blockchainów. Rynek krypto to nie tylko dwie największe waluty – tak jak GPW to nie tylko Orlen, KGHM czy dwa największe banki. Możliwości są naprawdę dużo większe.
Na razie obroty na waszych produktach nie są imponujące. Nie boisz się, że rynek ich nie przyjmie?
Pamiętam początki ETF-ów w Polsce. Wtedy też nie było szału, a aktywa były wielokrotnie mniejsze niż dziś. Udało się dzięki konsekwentnej edukacji i wyjaśnianiu, jak instrument działa. Tutaj chcę zrobić to samo. Liczę też, że kryptoaktywa przyciągną na GPW młodszych inwestorów, którzy dziś korzystają głównie z giełd kryptowalutowych. Chcemy im pokazać regulowany rynek, rachunek maklerski, IKE, IKZE i prostsze rozliczenie. Przydałoby się tu wsparcie domów maklerskich, giełdy i instytucji regulacyjnych.
Problemy jednej z giełd krypto w Polsce mogą jednak zbudować dodatkowy mur.
Albo mur, albo trampolinę do rozmowy. Wolę tę drugą możliwość. Problemy platformy nie oznaczają, że zawinił bitcoin czy inne kryptoaktywa. W takich sytuacjach zawodzi człowiek albo model działania firmy. To argument, by pokazywać alternatywę w postaci regulowanego produktu notowanego na giełdzie, dostępnego także w Skandynawii czy Niemczech.
Przy ETF-ach przekaz był prosty: łatwy i tani produkt dla szerokiej grupy inwestorów. Jaki będzie przekaz przy ETN na krypto?
W dużej mierze to samo, choć tu trzeba więcej czasu na zrozumienie aktywa bazowego. Ale przy ETF-ach też uczyliśmy się, czym różni się WIG20 od mWIG40 czy sWIG80, jak działa rebalancing i dywersyfikacja. Mam nadzieję, że aktywa cyfrowe z czasem znajdą miejsce w portfelach Polaków jako dodatek.
Jak duży?
To zależy od apetytu na ryzyko. Dla ostrożniejszego inwestora mówiłbym o poziomie do 5 proc., dla osoby akceptującej większe wahania – około 10 proc. Chodzi o to, żeby krypto mogło poprawić wynik portfela, ale ewentualne spadki nie zdominowały całości. Przy portfelach długoterminowych może to być ciekawy element dywersyfikacji. Trzeba jednak zrozumieć, co właściwie kupujemy.
Gdzie na skali ryzyka umieściłbyś kryptoaktywa?
Formalnie są klasyfikowane bardzo wysoko i trzeba to jasno powiedzieć. Umieściłbym je w pobliżu kontraktów CFD czy terminowych, choć wiele zależy od konkretnego aktywa i sposobu inwestowania. Z drugiej strony część osób z rynku uważa, że bitcoin czy największe kryptowaluty mogą kiedyś pełnić rolę bezpiecznej przystani. Sam jestem ostrożny z określeniem „cyfrowe złoto”, ale takiej tezy nie da się całkowicie zignorować. To aktywa handlowane globalnie.
Jaki cel stawiasz sobie w nowej roli?
Przede wszystkim edukację. Efekt będzie mierzalny także napływami i obrotami, ale najpierw inwestor musi rozumieć, co kupuje i dlaczego. Podobnie było z ETF-ami. Dziś patrzę na krypto jak na kolejną klasę aktywów, która może być częścią przyszłości rynku, jeśli jest dobrze opakowana, dostępna i zrozumiała. Jeżeli za edukacją pójdą wolumeny, będzie to oznaczało, że robota została dobrze wykonana.