Z tego artykułu dowiesz się:
- Co stoi za skokowym wzrostem wynagrodzeń, który zaskoczył ekonomistów.
- Dlaczego mimo rekordowych danych, presja płacowa w firmach jest najniższa od pięciu lat.
- Z jakich powodów od trzech lat systematycznie maleje zatrudnienie w przedsiębiorstwach.
- Jak najnowsze dane z rynku pracy wpłyną na decyzje o stopach procentowych we wrześniu.
Wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 6,8 proc. rok do roku to wynik sporo wyższy od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (6,3 proc.). Ba, tylko trzy spośród niemal dwudziestu ośrodków analitycznych spodziewały się takiego lub lekko lepszego odczytu. Odczyt jest dużo wyższy niż w czerwcu (5,8 proc. r/r) i w ogóle najwyższy od grudnia 2025 r.
Czytaj więcej
Rząd planuje wprowadzenie od 2027 r. trzeciej stawki PIT na poziomie 24 proc. W skali roku da to podatnikom do 3,6 tys. zł oszczędności. Większość...
Pierwsze wnioski czy przypuszczenia analityków są takie, że lipcowy odczyt został silniej od oczekiwań podbity przez czynniki jednorazowe. „Niespodzianka to efekt kumulacji kilku czynników: premii w górnictwie, energetyce, leśnictwie oraz niskiej bazy z ubiegłego roku” – oceniają ekonomiści banku Pekao dodając, momentum płac mocno wzrosło, ale tylko chwilowo. Podobnego zdania są analitycy ING Banku Śląskiego, według których presja płacowa pozostaje niska i nie generuje istotnych ryzyk inflacyjnych. Niemniej wydaje się, że zaskakująco wysoki odczyt przeciętnego wynagrodzenia w lipcu przekreśla jakiekolwiek szanse na obniżkę stóp procentowych podczas posiedzenia RPP 8-9 września.
W zestawieniu z lipcową inflacją (3 proc. r/r) czwartkowy odczyt GUS oznacza, że w ujęciu realnym przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło o około 3,7 proc. r/r. To z kolei najwyższy wynik od lutego br.
W ujęciu nominalnym, przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu dokładnie 9509,02 zł i było o ponad 603 zł wyższe niż przed rokiem.
Ograniczenia statystyk średniej płacy
Należy przy tym przypomnieć, że średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw to wskaźnik wyłącznie z firm zatrudniających 10 osób i więcej, i dotyczy pracowników etatowych. Dane mocno różnią się w zależności od branży, regionu czy konkretnego stanowiska. Z danych za lipiec wynika, że liderem pod względem zarobków jest sektor „informacja i komunikacja” ze średnią na poziomie około 15,3 tys. zł brutto. Na drugim biegunie znajdują się zakwaterowanie i gastronomia oraz „pozostała działalność usługowa”, gdzie średnie zarobki wynoszą około 7 tys. zł brutto. Warto też pamiętać o szerszym kontekście z GUS: około dwie trzecie zatrudnionych zarabia mniej niż oficjalna średnia krajowa. Prawdziwy obraz pokazuje mediana płac, czyli kwota, która dzieli pracowników na pół – jest ona o około 20 proc. niższa od średniej.
W ostatnich latach hamowaniu rocznego tempa wzrostu płac w firmach sprzyjały coraz mniejsze skale podwyżek płacy minimalnej (w 2026 r. tylko o 3 proc., najmniej od dwóch dekad) oraz generalnie (choć tu wiele zależy od branży) mniejszy popyt na pracowników. To oznacza cięższą drogę do zmiany pracy na lepiej płatną oraz trudniejsze negocjacje ws. podwyżki u dotychczasowego pracodawcy. Z danych Grant Thornton wynika wprawdzie, że sytuacja się stabilizuje – w lipcu na największych portalach opublikowano o 2 proc. więcej ogłoszeń o pracę niż przed rokiem, niemniej wzrosty wciąż są bardzo umiarkowane, a przez ostatnie cztery lata roczna dynamika ogłoszeń była przeważnie na minusie.
Czytaj więcej
Inflacja bazowa w lipcu wyniosła 3,1 proc. r/r – podał w piątek Narodowy Bank Polski (NBP). Choć wyżej była ostatnio dziesięć miesięcy temu, wciąż...
Malejąca presja na podwyżki
Z lipcowego raportu „Szybki Monitoring NBP” wynika, że nasilenie presji płacowej zgłasza tylko 9,4 proc. firm, najmniej od ponad pięciu lat. Również najniższy od pół dekady jest odsetek przedsiębiorstw, które w ogóle obserwują presję płacową. Ten udział nadal jest wysoki – 60,2 proc. – co koreluje z deklaracjami, że koszty pracy pozostają ważną barierą dla biznesu. Jednak z drugiej strony: ten czynnik sukcesywnie traci jednak na znaczeniu.
Z sierpniowego „Miesięcznego Indeksu Koniunktury” Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że pracownicy nie powinni szykować się na nagły wysyp podwyżek. Aż 92 proc. firm zamierza zamrozić płace na obecnym poziomie. Wzrost wynagrodzeń w najbliższych trzech miesiącach zapowiada zaledwie co osiemnasta firma (6 proc.), a cięcia planuje jedynie margines przedsiębiorstw (2 proc.).
To wszystko okoliczności, które nie powinny sprzyjać przyspieszeniu dynamiki płac, a raczej jej stabilizacji (po wyłączeniu jednorazowych zaskoczeń jak to czwartkowe) w przedziale 5-6 proc. r/r. Dość przypomnieć, że raptem nieco ponad tydzień temu GUS zaraportował, że w całej gospodarce narodowej w drugim kwartale średnia płaca urosła tylko o 5,5 proc. r/r, najmniej od ponad pół dekady.
Przy założeniu inflacji na poziomie około 3 proc. wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 5-6 proc. r/r powinien dawać to realny wzrost płac maksymalnie 3 proc. r/r. Można się spodziewać, że do mniej więcej tego poziomu będzie zbiegać dynamika spożycia gospodarstw domowych. Buforem bezpieczeństwa są zgromadzone poduszki oszczędnościowe, które mogą działać w kierunku wypłaszczenia konsumpcji. Te prognozy, wraz z utrzymującą się wysoką skłonnością do oszczędzania, oznaczają, że przynajmniej na razie raczej nie ma co obawiać się rosnącej presji popytowej w gospodarce. Z tego punktu widzenia to dobre wiadomości dla Rady Polityki Pieniężnej, która raczej nie powinna myśleć w najbliższym czasie o zacieśnieniu polityki monetarnej. Z drugiej strony, mimo gołębich ocen prezesa Glapińskiego z lipca, również obniżka stóp przez RPP we wrześniu czy kolejnych miesiącach jest raczej mało prawdopodobna.
Kolejny spadek przeciętnego zatrudnienia
Czwartkowy raport Głównego Urzędu Statystycznego potwierdza też inne sierpniowe trendy na rynku pracy. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o około 53 tys. etatów niższe niż rok wcześniej (spadek o 0,8 proc., dokładnie zgodnie z oczekiwaniami analityków) i wyniosło 6 mln 379 tys.
W porównaniu ze styczniem br. (to lepsze, bo na początku każdego roku zmienia się próba firm analizowanych przez GUS, co zaburza porównywalność w ujęciu rok do roku) zniknęło ponad 22 tys. etatów. Jak zauważają natomiast analitycy PKO BP, w ciągu miesiąca zatrudnienie zwiększyło się o 4 tys. etatów i był to pierwszy miesięczny wzrost od listopada 2025 r.
Kurczące się zatrudnienie w przedsiębiorstwach to zjawisko, które obserwujemy już od trzech lat. Ze względu na czynniki demograficzne staje się ono powoli rynkową codziennością, jednak eksperci wskazują też na inne powody. Do najważniejszych należą migracja z tradycyjnych etatów na elastyczne formy współpracy oraz rosnąca automatyzacja i robotyzacja prostych zadań. Swoje robią również geopolityczna niepewność i skokowy wzrost kosztów pracy z minionych lat, przez co przedsiębiorstwa ostrożniej niż dawniej podchodzą do rekrutacji.