Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co sprawia, że na rynkach finansowych strach ustąpił miejsca chciwości i optymizmowi.
  • Na czym polega scenariusz „Goldilocks” i dlaczego jest on idealnym otoczeniem dla inwestorów.
  • W jakich obszarach europejskie giełdy radzą sobie lepiej od amerykańskiego rynku akcji.
  • Dlaczego chińska konkurencja nie stanowi realnego zagrożenia dla kluczowych europejskich branż.
  • Jak Europa, zamiast tworzyć sztuczną inteligencję, może stać się jej największym beneficjentem.

Na amerykański rynek akcji wyraźnie wróciły dobre nastroje. Niższy niż się spodziewano odczyt inflacji konsumenckiej w USA, stał się w czwartek dla indeksu S&P 500 impulsem dla ustanowienia nowego rekordu, na poziomie lekko przekraczającym 7800 pkt. Liczony przez CNN Indeks Chciwości i Strachu wynosił w poniedziałek 65 pkt i sugerował, że na Wall Street panuje „chciwość”. Jest on na poziomie wskazującym „chciwość” od 4 sierpnia, podczas gdy w dołku z 26 czerwca wynosił 25 pkt i wskazywał na „ekstremalny strach”. (W tegorocznym minimum z 30 marca sięgał zaledwie 6 pkt, co również oznaczało „ekstremalny strach”.) Rekordy ustanawiały w sierpniu również m.in. takie indeksy jak: polski WIG, niemiecki DAX czy francuski CAC 40. Fala optymizmu pojawiła się pomimo tego, że ceny ropy wciąż są podwyższone, a wojna USA z Iranem jest nadal daleka od zakończenia. 

Czytaj więcej

Amerykańskie indeksy szturmują nowe szczyty

Czas uspokojenia?

- Otoczenie zaczyna przypominać niemal idealny scenariusz typu „Goldilocks”: wyniki spółek okazały się na tyle dobre, by uspokoić inwestorów co do perspektyw zysków, podczas gdy ostatnie słabsze dane makroekonomiczne i wyhamowująca inflacja zmniejszyły obawy, że Rezerwa Federalna będzie musiała w najbliższym czasie ponownie zaostrzyć politykę pieniężną. Indeks VIX spadł do najniższego poziomu w tym roku, co dobrze pokazuje, jak niewielki poziom krótkoterminowego stresu wycenia obecnie rynek – zauważa  Daniela Hathorn, analityczka z Capital.com. Jej zdaniem, część tego „spokoju” ma charakter sezonowy. Okres publikacji wyników kwartalnych zbliża się bowiem do końca, najważniejsze dane ekonomiczne za ostatnie miesiące zostały już opublikowane, a wakacje przekładają się na mniejsze obroty na giełdach. -  Istnieją jednak również fundamentalne powody, dla których inwestorzy czują się obecnie stosunkowo komfortowo. Gospodarka wydaje się wystarczająco słaba, by Fed mógł zachować cierpliwość, ale jednocześnie nie na tyle słaba, by poważnie zagrozić wynikom spółek. Taka równowaga pozwoliła rynkom stosunkowo spokojnie przejść zarówno przez ostatnie osłabienie części spółek związanych ze sztuczną inteligencją, jak i skoordynowaną interwencję na jenie, bez uruchomienia szerszego procesu redukcji dźwigni – wskazuje Hathorn.

Po ostatnim raporcie o inflacji konsumenckiej w USA, inwestorzy wyraźnie zmniejszyli oczekiwania, co do podwyżek stóp procentowych. Barometr CME FedWatch sugerował w poniedziałek, że jest 69 proc. szans na to, że główna stopa procentowa Fedu, po jego posiedzeniu zaplanowanym na 16 września, pozostanie w przedziale 3,5-3,75 proc. Szansa na utrzymanie jej na takim poziomie na posiedzeniu mającym się odbyć 28 października była natomiast oceniana w poniedziałek na 56 proc. Rynek wycenia więc, że do podwyżki stóp procentowych w USA dojdzie dopiero w grudniu, podczas gdy do niedawna oczekiwał jej we wrześniu.

Czytaj więcej

Rekordowa fala na giełdach. Szczyt MSCI World, Wall Street też blisko szczytów

Europa też przyciąga

Dosyć dobrze radzą sobie też europejskie rynki akcji. Paneuropejski indeks Stoxx 600 wzrósł w 2026 r. o około 10 proc., nieznacznie ustępując indeksowi S&P 500, który w tym samym okresie przyniósł 13,5 proc. zwrotu.

„Wyniki [w Europie] były znacznie bardziej zróżnicowane, niż sugeruje narracja rynkowa lub niż zdaje sobie sprawę większość inwestorów. (...) Od 2022 r. europejskie banki znacznie przewyższyły giełdowe stopy zwrotu Wspaniałej Siódemki. Od początku 2025 r. – mimo zarówno szoku taryfowego, jak i kryzysu dostaw energii – europejski Stoxx przewyższył S&P 500” - wskazują analitycy Goldman Sachs.

Eksperci Goldman Sachs twierdzą także, że mitem jest przekonanie, że chińska konkurencja stanowi poważną przeszkodę dla europejskich firm. „Rynek akcji to nie gospodarka, a największe sektory – finanse, farmacja, technologia, energia, media, telekomunikacja, lotnictwo i obrona – nie są szczególnie narażone na tani import z Chin. (...) Sektor motoryzacyjny stanowi zaledwie 1 proc. kapitalizacji rynkowej Europy" - przypominają analitycy Goldmana. Przyznają oni też jednak, że Europa pozostaje w tyle na kilku frontach, w tym w zakresie wdrażania centrów danych oraz modelowania granicznego, „co wszystko może mieć negatywne skutki dla bezpieczeństwa lub długoterminowej produktywności i wzrostu.”

Eksperci BNP Paribas uważają natomiast, że Europa jest bardziej prawdopodobnym beneficjentem sztucznej inteligencji niż jej twórcą, a sektor motoryzacyjny należy do tych, które mogą na tym skorzystać. - W tym momencie sektor jest tak tani, że nikt tak naprawdę nie myśli o potencjalnym wzroście. Chodzi o to, by zrozumieć, kiedy rynki zaczną o tym mówić, bo można siedzieć na tych sektorach o głębokiej wartości przez rok lub dwa, zanim konsensus rynkowy zda sobie sprawę, że to zadziała – powiedziała w rozmowie z CNBC Sophie Huynh,  strateg w BNP Paribas Asset Management. Dodała, że wiele dobrych wiadomości dotyczących konsumpcji w USA jest już wycenionych, „więc dynamika gospodarki amerykańskiej zwalnia, podczas gdy Europa dopiero zaczyna nabierać tempa.”