W sferze publicznej od miesięcy trwała dyskusja, co zrobić z nisko zawieszonym na poziomie 120 tys. zł drugim progiem podatkowym 32 proc. W środę premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański poinformowali o planowanych zmianach: podniesieniu drugiego progu podatkowego do 130 tys. zł oraz wprowadzeniu pośredniej stawki 24 proc. dla rocznych dochodów w przedziale 130-150 tys. zł.

Reforma systemu podatku PIT w Polsce, nawet w obliczu trudnej sytuacji fiskalnej kraju, stała się przedmiotem ożywionej debaty. Wszystko dlatego, że liczba podatników „wpadających” w drugi próg bardzo szybko rośnie wraz z podwyżkami płac i w 2025 r. przekroczyła 2,4 mln. W ciągu zaledwie roku przybyło takich osób około pół miliona, w dwa lata – ponad milion. Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFaktu, ocenia, że bez reformy w 2027 r. liczba podatników w drugim progu 120 tys. zł mogłaby przebić trzy miliony. Nawet wyższe predykcje przedstawiał premier. – Zmiany podatkowe oznaczają, że zyska około 3,5 mln podatników w przyszłym roku, a ta grupa będzie rosła – mówił Tusk. Jak szacuje Ministerstwo Finansów, wprowadzenie nowych progów skali podatkowej w 2027 r. sprawi, że odsetek osób rozliczających się według stawki 32 proc. skurczy się o połowę, z 14 proc. do 7,2 proc. podatników.

Ile zyskają podatnicy?

Podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie progu podatkowego 24 proc. dla rocznych dochodów w przedziale od 130 do 150 tys. zł oznaczałoby oszczędność dla wszystkich osób z pensjami brutto na poziomie wyższym niż około 12 tys. zł miesięcznie.

Jak wynika z wyliczeń inFaktu, przy kwocie 12 tys. zł brutto na miesiąc oszczędność na podniesieniu progu podatkowego do 130 tys. zł oraz stawce podatku 24 proc., a nie 32 proc., wyniosłaby około 252 zł w skali roku. Potem korzyść by rosła: do około 2129 zł rocznie przy pensji 13 tys. zł brutto, 2957 zł przy 14 tys. zł i zatrzymałaby się na kwocie 3600 zł rocznie przy wynagrodzeniu miesięcznym nieco poniżej 15 tys. zł (oraz oczywiście wyższym).

Czytaj więcej

Zmiany w podatkach a GPW. Analitycy Trigon DM wskazują, które spółki mogą zyskać

W ocenie Piotra Juszczyka, sam koszt zapowiedzianej reformy to 6-7 mld zł. Jak jednak zaznacza, pozostałe zapowiedziane przez Tuska i Domańskiego działania powinny go z naddatkiem zrekompensować. W środę mowa była o podniesieniu stawki CIT z 19 do 22 proc. dla firm z rocznymi przychodami powyżej 50 mln euro rocznie, podwyżce daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz obniżeniu limitu korzystania z ryczałtu z 2 mln euro do 250 tys. euro

Co na to ekonomiści?

Podejmowanym w przestrzeni publicznej problemem jest nie tylko sam fakt, że lawinowo rośnie liczba osób w drugim progu podatkowym, ale też to, że „przeskok” między stawkami jest zbyt duży. Progresywność systemu podatkowego jest uzasadniona i powszechnie stosowana na świecie, ale niemal trzykrotny wzrost stawki podatku PIT (z 12 do 32 proc.) po przekroczeniu progu to kontrowersja. Pośrednia stawka 24 proc. jest wyjściem naprzeciw temu problemowi.

– Bardziej uzasadniony jest system z większą liczbą progów niż dwa, a nawet trzy – ocenia prof. dr hab. Michał Rubaszek, kierownik Zakładu Modelowania Rynków Finansowych Szkoły Głównej Handlowej. Jak wylicza, skok PIT przy dochodach 120 tys. zł sprawia, że – uwzględniając składki zdrowotne i emerytalne – krańcowy klin podatkowy wynosi aż 58 proc. – Tak wysokie obciążenie krańcowego przychodu z pracy jest bardzo niekorzystne dla osób o niskim bogactwie i wyższych dochodach, w szczególności dla młodszych, pracujących po godzinach, aby odłożyć środki na zakup pierwszego mieszkania – mówi.

– Ten rząd i partie koalicyjne obiecywały w kampanii w 2023 r., że obniżą podatki dla osób fizycznych. Propozycja dodatkowej stawki podatkowej 24 proc. tak ma zadziałać, więc z tego punktu widzenia jest ona zrozumiała – komentuje z kolei Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska. Jak dodaje, zapowiedziane obciążenia – wzrost daniny solidarnościowej i CIT oraz obniżenie limitu ryczałtu – też nie wydają się kontrowersyjne. – Przynajmniej w takim paneuropejskim ujęciu, w strukturze przychodów podatkowych w Polsce rola CIT jest relatywnie mała. Ponadto, musimy się zbroić, więc podniesienie daniny solidarnościowej od najbogatszych – którzy na braku bezpieczeństwa mogliby stracić najwięcej – też jest racjonalne – ocenia.

Dwa progi podatku PIT już od 15 lat

Przypomnijmy: obecnie mamy jeszcze w Polsce dwie główne stawki podatku PIT: 12 i 32 proc. „Główne”, bo formalnie jest jeszcze danina solidarnościowa, czyli dodatkowe 4 proc. od nadwyżki rocznych dochodów ponad milion złotych (acz planowane jest podniesienie go od 2027 r. do 5 proc.). Dla zdecydowanej większości podatników na skali sytuacja jest jednak taka, że do wysokości 120 tys. zł dochodów w ciągu roku płaci się 12 proc. podatku, a od nadwyżki ponad 120 tys. zł – już 32 proc.

Czytaj więcej

Główna ekonomistka Alior Banku: Czeka nas hamujący wzrost

Trzy główne progi podatku PIT funkcjonowały w Polsce do 2008 r. (wówczas 19, 30 i 40 proc.). Od 2009 r. działają już tylko dwie stawki: 18 i 32 proc., a rząd Zjednoczonej Prawicy tę dolną obniżył jeszcze najpierw do 17 proc., a potem do 12 proc.

Warto zresztą przypomnieć, że próg 12 proc. istnieje w Polsce niejako awaryjnie. Chodzi o to, że wprowadzona od początku 2022 r. reforma „Polski Ład” okazała się katastrofą. Zamiast obiecywanych podwyżek wynagrodzeń na rękę, część średnio zamożnych osób wręcz na zmianach traciła. Rząd Mateusza Morawieckiego stanął przed trudnym zadaniem: musiał łatać zdemolowany system, jednocześnie zapewniając, że poprawki będą wyłącznie pozytywne lub neutralne (nie wolno w trakcie roku wprowadzać zmian podatkowych, na których podatnik traci). Uznano, że najprościej będzie obniżyć pierwszy próg podatkowy z 17 do 12 proc. Tak zrobiono i tak zostało – ani poprzedni, ani obecny rząd tego nie modyfikował.

Remont, a nie lifting

Na około tydzień przed pojawieniem się tej propozycji trzeciej stawki podatkowej 150 tys. zł przedstawiliśmy uczestnikom Panelu Ekonomistów następującą tezę: „elementem ewentualnej reformy podatku PIT powinno być wprowadzenie pośredniej stawki pomiędzy obecnymi 12 i 32 proc., gdyż aktualny przeskok jest zbyt duży”. Zgodziła się z nią większość panelistów (ośmiu na piętnastu, w tym dwoje zdecydowanie), ale pięć osób (w tym jedna zdecydowanie) było na „nie”.

Część ekonomistów jest jednak zdania, że polskiemu systemowi podatkowemu przydałby się raczej poważny remont, a nie lifting. – „Pośrednia” stawka miałaby sens, gdybyśmy chcieli tylko lekko zmodyfikować obecny system. Tymczasem uważam, że powinniśmy dążyć do jego uproszczenia, a obszarem wymagającym pilnej reformy jest opodatkowanie jednoosobowych działalności gospodarczych, zwłaszcza podatek ryczałtowy – mówi dr Michał Zator, ekonomista z Uniwersytetu Notre Dame w USA. Można powiedzieć, że i wobec tego oczekiwania rząd chce wyjść naprzeciw, obniżając limit przychodów uprawniający do korzystania z ryczałtu z 2 mln euro do 250 tys. euro.

O opodatkowaniu działalności wspomina też dr Łukasz Rachel z University College London. – Podatek PIT nie działa w próżni, w polskim systemie pracownicy mogą przechodzić na inne formy zatrudnienia. Właśnie to bardzo niejednolite opodatkowanie różnych form jest dużym problemem i powinno być uwzględnione przez reformy podatkowe – przekonuje.

Kompleksowej reformy systemu domaga się też dr Piotr Arak z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Obecny skok między 12 a 32 proc. jest zbyt duży i warto rozważyć stawkę pośrednią – mówi, widzi też konieczność automatycznej waloryzacji progów podatkowych. – Reforma PIT powinna jednak być elementem szerszej debaty o całym systemie podatkowym i finansach publicznych – mówi. Jak zaznacza, zmiany muszą zapewniać progresywność systemu podatkowego, ale także przewidywalność dochodów budżetowych, a także uwzględniać rosnące potrzeby wydatkowe państwa. Sama obniżka przychodów z PIT tylko powiększy tymczasem problem narastającego długu. – Przestańmy wreszcie traktować system podatkowy jako coś, co się da łatwo naprawić prostymi mechanizmami – apeluje. – Potrzeba nam dyskusji, a ona może prowadzić do wniosków, przy których przeciętne obciążenia będą musiały wzrosnąć, a nie spaść ze względu na trwale niezrównoważone przychody państwa – dodaje.

Opinie

Zdecydowanie się zgadzam

prof. Michał Rubaszek kierownik Zakładu Modelowania Rynków Finansowych SGH

W porównaniu z obecnym systemem gwałtownego skoku stawki PIT przy kwocie 120 tys. zł, bardziej uzasadniony jest szeroko na świecie stosowany system z większą liczbą progów niż dwie, a nawet trzy. Skok PIT przy dochodach 120 tys. sprawia, że uwzględniając składki zdrowotne i emerytalne, krańcowy klin podatkowy wynosi aż 58 proc. Tak wysokie obciążenia krańcowego przychodu z pracy jest bardzo niekorzystny dla osób o niskim bogactwie i wyższych dochodach, w szczególności dla młodszych osób pracujących po godzinach, aby odłożyć środki na zakup pierwszego mieszkania.

Nie zgadzam się

dr Piotr Arak Wydział Nauk Ekonomicznych UW

Obecny skok między 12 a 32 proc. jest zbyt duży i warto rozważyć stawkę pośrednią, ale reforma PIT powinna być elementem szerszej debaty o całym systemie podatkowym i finansach publicznych. VAT jest największym źródłem dochodów podatkowych, PIT ma duże znaczenie dla państwa i samorządów, jak opodatkowujemy JDG (co z ryczałtem?) a CIT dla opodatkowania zysków przedsiębiorstw. Zmiany muszą także uwzględniać stabilność dochodów publicznych i rosnące potrzeby wydatkowe państwa, sama obniżka przychodów z PIT to powiększanie problemu narastającego długu. Przestańmy wreszcie traktować system podatkowy jako coś, co się da łatwo naprawić prostymi mechanizmami. Potrzeba nam dyskusji, ktora może prowadzić do wniosków, w których przeciętne obciążenia będą musiały wzrosnąć, a nie spaść ze względu na trwale niezrównoważone przychody państwa. Tym niemniej moim zdaniem konieczny jest mechanizm automatycznej waloryzacji progów podatkowych. Wynagrodzenia w Polsce będą konwergować do poziomu Europy Zachodniej, więc bez waloryzacji coraz więcej osób będzie wpadało w wyższe stawki tylko z powodu wzrostu nominalnych płac. Reforma powinna jednocześnie zapewniać progresywność, przewidywalność dochodów budżetowych.

Rekompensata 41 proc. strat

Paweł Majtkowski analityk etoro w Polsce

Proponowana przez rząd zmiana skali podatkowej rekompensuje tylko 41 proc. utraty realnej wartości progu PIT, która nastąpiła od końca 2021 roku. Gdyby próg 120 tys. zł był na bieżąco waloryzowany, to jego obecna wartość wynosiłaby 163,5 tys. zł. Nowa skala ma zakładać stawki 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. między 130 a 150 tys. zł oraz 32 proc. powyżej 150 tys. zł. To ulga, ale trudno nazwać ją pełną waloryzacją. Maksymalna korzyść dla podatników wyniesie 3 600 zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie. Zmiany obejmą tylko osoby zarabiające powyżej 11,9 tys. zł brutto miesięcznie. Osoby zarabiające mniej nie odczują zmian.