Po kilkunastu miesiącach przerwy krajowe banki komercyjne ponownie zaczęły być aktywnym podmiotem na polskim rynku długu – wynika z ostatnich danych Ministerstwa Finansów. Na koniec października 2023 r. ich zaangażowanie w obligacje Skarbu Państwa sięgnęło rekordowego poziomu ok. 430 mld zł, czyli o niemal 50 mld zł więcej niż rok wcześniej i 69 mld zł więcej niż w lokalnym dołku w styczniu 2023 r.
Rekordowe potrzeby
Taki powrót popytu na obligacje skarbowe banków wynika ze zmiany warunków rynkowych. O ile w 2021 i 2022 r. rosły oczekiwania na podwyżki i same stopy stopy procentowe NBP, co wpływało na przecenę polskiego długu, o tyle w 2023 r. sytuacja się odwróciła. Inwestorzy zaczęli spodziewać się obniżek stóp, RPP zresztą rzeczywiście je ścięła, a rządowe obligacje stały się atrakcyjniejszym instrumentem.
Jednocześnie taki wzrost wartości papierów skarbowych w bilansach banków rodzi pytanie o miejsce do kolejnych zakupów. To istotne w kontekście rekordowo wysokich emisji długu rządowego zaplanowanych na 2024 r. Jak wynika z projektu ustawy budżetowej, w tym roku potrzeby pożyczkowe budżetu państwa netto mają wynieść ok. 252 mld zł (wobec ok. 152 mld zł w 2023 r.), a brutto – aż 450 mld zł (wobec 290 mld zł w 2023 r.).
Czytaj więcej
Po rozczarowującym pierwszym tygodniu roku nastroje na giełdach ulegają niewielkiej poprawie. Sytuacja jest jednak wciąż daleka od rozstrzygnięcia....
Kto finansuje budżet
– Początek roku pokazał, że mimo już dużego zaangażowania, banki wróciły do roli głównego podmiotu finansującego budżet państwa – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK. – Także w kolejnym okresie można spodziewać się sporego popytu – dodaje.
– Banki będą kupować bardzo dużo papierów skarbowych w tym roku – uważa też Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao.
Trudno oszacować, jaką część nowego długu kupią banki, ale warto powiedzieć, że obecnie w ich rękach jest ok. 33 proc. całego zadłużenia Skarbu Państwa (z czego zdecydowaną większość stanowią papiery krajowe). Przy czym skłonność banków komercyjnych do finansowania potrzeb rządu nie wynika z sympatii czy antypatii, ale z prostej przyczyny – nadpłynności sektora, szacowanej na kilkaset miliardów złotych.
Czytaj więcej
Ci, którzy postawili na obligacje indeksowane inflacją, mają powody do zadowolenia. Były to najkorzystniejsze inwestycje spośród tych mało ryzykown...
Nadwyżki w sektorze
Akcja kredytowa mocno kuleje już od jakiegoś czasu, za to depozyty klientów w bankach dynamicznie rosną. Na koniec listopada wartość kredytów dla sektora niefinansowego wyniosła 1,15 bln zł, co oznacza spadek rok do roku o ok. 3 proc., za to wartość depozytów wzrosła o 10 proc., do 1,77 bln zł.
– Jednocześnie spada wskaźnik kredytów do depozytów. Jeśli wynosi on przykładowo 75 proc., to znaczy, że z każdego złotego depozytów tylko 75 groszy jest przekształcanych w kredyt, a 25 groszy „zostaje” w banku i może być wykorzystane np. na zakup obligacji – wyjaśnia Pogorzelski.
– Banki muszą coś z tą nadwyżką depozytów nad kredytami zrobić – mówi też Kamil Stolarski, kierownik zespołu analiz giełdowych w Santander BM. Można je „zainwestować” albo w bony pieniężne NBP, które mają jednak bardzo krótkie, zaledwie kilkudniowe, terminy zapadalności, albo w właśnie w dłuższe instrumenty dłużne.
Czytaj więcej
Dominujący portfel inwestycyjny Polaka ma wartość do 100 tys. zł. Wśród wymienianych aktywów wskazywana jest głównie własna edukacja (50 proc.), kr...
Efekty wypychania
Zdaniem ekonomistów w 2024 r. relacja kredytów do depozytów niewiele się zmieni, na co wpływ będzie miała głównie strona kredytowa. Ze względu na wciąż relatywnie wysokie koszty pożyczania (przykładowo Bank Pekao przedstawił w czwartek prognozę, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie w 2024 r. i 2025 r.) nikt nie przewiduje znaczącego odbicia ani w pożyczkach dla przedsiębiorstw, ani dla klientów indywidualnych (z wyjątkiem kredytów mieszkaniowych w ramach projektowanego rządowego programu „Mieszkania na start”).
– Firmy mają duże potrzeby inwestycyjne, które muszą być w części finansowane przez sektor bankowy. Przykładowo na budowę morskich farm wiatrowych potrzeba ok. 100 mld zł. Nowy rząd zapowiada też odblokowanie funduszy UE z KPO, co powinno przełożyć się na wzrost inwestycji. Ale to wszystko może się zdarzyć dopiero za kilka, kilkanaście miesięcy – zaznacza Pogorzelski.
– Wysoki popyt na obligacje skarbowe może oczywiście cieszyć rząd i ministra finansów, bo to znakomicie ułatwia realizację budżetowych potrzeb pożyczkowych – ocenia Benecki. – Z drugiej strony główną rolą banków jest finansowanie gospodarki, patrząc z tego punktu widzenia, lepiej byłoby, gdyby efekt wypychania kredytów dla klientów przez kredyt dla rządu nie był tak intensywny – zaznacza.
Dobry początek roku na rynku długu
Stopień sfinansowania potrzeb pożyczkowych brutto w 2024 r. według projektu ustawy budżetowej wynosi ok. 31 proc. – poinformowało kilka dni temu Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytania PAP.
Przy potrzebach brutto rzędu 450 mld zł oznacza to, że rządowi udało się już pozyskać z rynku ok. 139 mld zł. Przyczyniły się do tego emisje jeszcze z poprzedniego roku, ale też jak wylicza MF, w ramach przetargu sprzedaży obligacji i sprzedaży dodatkowej zorganizowanym 5 stycznia udało się sprzedać papiery łącznie za ok. 8,8 mld zł. Czwartek zaś 4 stycznia resort finansów uplasował na rynku euro 10- i 20-letnie obligacje benchmarkowe o łącznej wartości nominalnej 3,75 mld euro.
W pierwszej dekadzie stycznia rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych wahała się w przedziale 5,01–5,35 proc. To nieco więcej niż lokalne minima w grudniu 2023 r., ale można też mówić, że od czasu, gdy rynki zaczęły oczekiwać spadku stóp procentowych, a także wyborów parlamentarnych wygranych przez demokratyczną opozycję, polski dług jest wyraźnie lepiej wyceniany. Nie ma już też śladu po swoistym kryzysie z końca 2022 r., gdy rentowności polskich papierów skoczyły nagle powyżej 8 proc. Rekordowo wysokie budżetowe potrzeby pożyczkowe brutto na 2024 r. są pokłosiem zaplanowanego na ten rok wysokiego deficytu w samym budżecie państwa – na ok. 184 mld zł. A także konieczności wykupu dużych transz obligacji, które termin zapadalności przypada na 2024 r.