– Masowe powroty pracowników na Ukrainę po zakończeniu wojny mogą doprowadzić do istotnego spadku PKB i ograniczenia działalności gospodarczej w Polsce – ocenia prof. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.– Jednak na razie perspektywa końca wojny jest dosyć odległa – zauważa.

Wydaje się, że ta opinia dobrze oddaje obraz zarysowany przez polskich uczestników Panelu Ekonomistów „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”. Tym razem naukowcom z uczelni i wydziałów ekonomicznych w Polsce zadaliśmy do oceny następującą tezę: „W wariancie pokoju w Ukrainie, scenariusz masowego wyjazdu Ukraińców z Polski jest realnym wyzwaniem dla rynku pracy i tempa wzrostu gospodarczego”. Z tą tezą zgodziło się 11 spośród 20 uczestników Panelu (w tym jeden zdecydowanie). Przeciwnego zdania było sześcioro badanych (w tym dwoje zdecydowanie), zdania nie miało troje.

Bezcenni Ukraińcy

– Ukraińcy na polskim rynku pracy to bezcenni pracownicy. Jednakże scenariusz masowego powrotu Ukraińców jest pod każdym możliwym względem nierealistyczny – ocenia dr hab. Łukasz Goczek z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, profesor UW. Jak zauważa, nic nie zapowiada końca wojny ani początku ożywienia gospodarczego w Ukrainie po tym konflikcie, zwłaszcza jeśli ewentualny pokój nie zagwarantuje, że nie dojdzie do kolejnej rosyjskiej napaści.– Nawet jeśli dojdzie do zawarcia pokoju, to przez ostatnie stulecia Rosja zawsze łamała różne pakty, pokoje, sojusze – że wspomnieć o Układzie Warszawskim: jedynym sojuszu wojskowym, który atakował wyłącznie swoich członków. Na uniknięcie zatem kolejnej rosyjskiej agresji szanse są obecnie nikłe – mówi. Dr Goczek ocenia też, że nawet gdyby założyć trwały pokój w Ukrainie, to wówczas jego zdaniem mogłoby dojść wyłącznie do wymiany części pracowników.– W miejsce części kobiet, które wrócą do domu, przyjadą mężczyźni, którzy mają obecnie ograniczone możliwości przyjazdu ze względu na służbę wojskową – przewiduje. Wskazuje też, że różnice w płacach i możliwościach pomiędzy Polską a Ukrainą są olbrzymie.– Różnych deklaracji powrotu nie traktowałbym poważnie. Historycznie takie deklaracje składała również polska emigracja do Europy Zachodniej i pomimo znaczącego dogonienia krajów Zachodu, tych polskich powrotów nie ma wcale zbyt dużo – mówi.

Istotnego wpływu wyjazdów Ukraińców z Polski nie obawia się dr Michał Zator, ekonomista z Uniwersytetu Notre Dame w USA.– Nie wydaje mi się, że do takiego masowego wyjazdu dojdzie nawet gdy wojna się zakończy – uważa.– Możemy obserwować stopniowe powroty, ale możliwe jest, że wracający z frontu żołnierze zdecydują się wyjechać do Polski. Konsekwencje pokoju dla salda migracji nie są oczywiste – dodaje.

Zdecydowanie z naszą tezą nie zgadza się też dr Paweł Strzelecki ze Szkoły Głównej Handlowej, współautor raportu „Sytuacja życiowa i ekonomiczna imigrantów z Ukrainy w Polsce w 2025 r.”, opublikowanego przez Narodowy Bank Polski.– Generalnie zawarcie pokoju ma niewielkie szanse, by coś zmienić od razu. Paradoksalnie może ułatwiać przyjazdy do Polski mężczyznom (łącznie z rodzinami), którzy nie będą już podlegać poborowi – komentuje. Jak dodaje, niewiadoma jest decyzja 30–40 proc. imigrantów, którzy w badaniu ankietowym nie byli w stanie określić, co zrobią.– Czynnikiem ryzyka są za to potencjalnie zmiany regulacyjne w Polsce, jeśli wraz z pokojem na Ukrainie mocno zaostrzone zostałyby przepisy dotyczące pozostawania imigrantów z Ukrainy w Polsce – wskazuje natomiast.

Czytaj więcej

Panel Ekonomistów: nie rezygnujmy z wpłaty zysku NBP do budżetu

Czy Ukraińcy chcą wyjechać

Zgodnie ze wspomnianym badaniem, tylko 14 proc. badanych uchodźców (i raptem 6 proc. imigrantów przedwojennych) jasno deklarowało, że w razie zawarcia pokoju wróci do Ukrainy. Dość podobne odsetki (13 proc. uchodźców i 9 proc. imigrantów przedwojennych) twierdziło wręcz, że wtedy zostaną dłużej w Polsce – autorzy raportu taką deklarację wiązali z oczekiwaniem łatwiejszego łączenia rodzin na emigracji po ustaniu działań wojennych. Ponad połowa imigrantów przedwojennych i co czwarty uchodźca oceniał, że ewentualny pokój nie zmieni jego planów życiowych.

Trochę inne wnioski mogą natomiast płynąć z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego z 2025 r. Wynikało z niego, że tylko dla 40 proc. Ukraińców w Polsce pozostanie w Polsce jest wysoce prawdopodobne. W raporcie Instytutu napisano m.in., że „istnieje niskie i bardzo niskie prawdopodobieństwo, że około 650 tys. pracujących imigrantów pozostanie na polskim rynku pracy”. Zniknąć mogliby m.in. mężczyźni pracujący m.in. w przemyśle, usługach remontowo-wykończeniowych, budownictwie czy transporcie), ale też około 285 tys. relatywnie młodych imigrantek z Ukrainy, pracujących m.in. w usługach (gastronomia, handel, ochrona zdrowia, opieka zdrowotna).

Pytanie tylko, jak wyglądałaby rzeczywistość biorąc pod uwagę przewagi polskiego rynku pracy nad ukraińskim (warunki pracy, wysokość wynagrodzenia) dla wielu osób.

Czytaj więcej

Wiara w polską gospodarkę nie ginie. To tylko chwilowe zachwianie?

Co by to znaczyło dla gospodarki?

Z danych ZUS wynika, że mamy w Polsce niemal 860 tys. ubezpieczonych osób z obywatelstwem ukraińskim. Nieco inna liczba wynika ze statystyk GUS: według nich w październiku 2025 r. mieliśmy około 770 tys. pracujących mających obywatelstwo ukraińskie (dwie trzecie wszystkich). Ekonomiści BNP Paribas Bank Polska, uwzględniając osoby pracujące w oparciu o umowy o dzieło i na czarno szacują, że nad Wisłą może pracować ponad milion obywateli Ukrainy, co odpowiada około 6 proc. ogółu pracujących.

Potencjalny ubytek dla PKB Polski na poziomie 0,8 pkt proc. szacowali pod koniec 2025 r. ekonomiści mBanku w hipotetycznym scenariuszu, gdyby w 2026 r. z dnia na dzień zniknęło z polskiego rynku pracy około 500 tys. pracowników z Ukrainy. Osłabienie nie miałoby tylko charakteru wyłącznie krótkookresowego. Jak wyliczali analitycy banku, model sugeruje, że w latach 2027-2030 tempo polskiego wzrostu gospodarczego byłoby przeciętnie o 0,2 pkt proc. niższe.

Taki odpływ pracowników miałby też charakter proinflacyjny, ze względu na braki pracowników i wzrost presji płacowej ze strony Polaków. Szacunki analityków sugerowały podniesienie wskaźnika cen i usług konsumpcyjnych o 0,5-0,6 pkt proc. w skali roku. To z kolei nie pozostawałoby bez wpływu na politykę pieniężną: Rada Polityki Pieniężnej musiałaby utrzymywać nieco wyższe stopy procentowe (rzędu 0,25-0,50 pkt proc.) względem scenariusza bez ubytku Ukraińców.

– Przyjęta liczba 500 tys. [ubytku Ukraińców z polskiego rynku pracy – red.] wzięła się stąd, że wrzucając do modelu cokolwiek mniejszego bylibyśmy zmuszeni pokazać, że zmiana jest ledwo widoczna na wykresach. Innymi słowy: polska gospodarka potrzebuje naprawdę dużego szoku w postaci zmiany siły roboczej, żeby to było widoczne w agregatach makroekonomicznych – wyjaśniał te wyliczenia na łamach „Rzeczpospolitej” dr Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Jak dodawał, nie wierzy w możliwość odpływu 0,5 mln Ukraińców, ale nawet przy tak drastycznym założeniu nie ocenia szacowanych efektów jako wstrząsających dla tempa naszego wzrostu gospodarczego czy inflacji.– Przynajmniej modelowo to pokazuje, że odporność polskiej gospodarki jest całkiem niezła – zauważał.

Kluczowe pytanie jest jednak też takie, czy na pewno ewentualny pokój to coś, co będzie przyciągać Ukraińców z powrotem do ojczyzny. Dr Mazurek, podobnie jak uczestnicy Panelu Ekonomistów, nie jest tego pewien. – Z badań Ukraińców pracujących w Polsce wynika, że coraz więcej osób deklaruje brak chęci wyjazdu, nawet po zakończeniu wojny. Po drugie, część osób z frontu czy tych, które nie mogły wyjechać z Ukrainy, może dołączyć do rodzin. Po trzecie: czy w wyniku zakończenia wojny wszyscy będą myśleli, że to już naprawdę koniec? Świetnie znamy Rosję: bardzo możliwe, że prędzej czy później doszłoby do „drugiej rundy”. Nie wiem więc, czy powrót na Ukrainę, aby odbudowywać coś, co znowu może zostać zniszczone, to taki oczywisty pomysł – zauważa. Dodaje też, że według niego część Ukraińców zobaczyła, że Polska jako kraj funkcjonuje całkiem nieźle i na zupełnie innym poziomie jakości instytucji niż Ukraina.– Kraj jest mniej skorumpowany, wszystko można załatwić oficjalną drogą – wskazuje.

Należy też zauważyć, że (wątpliwy) silny odpływ Ukraińców z Polski to tylko jeden z kanałów oddziaływania. „Zakończenie wojny w Ukrainie byłoby silnie pozytywnym impulsem dla światowej gospodarki, na czym niewątpliwie skorzystałaby także Polska” – oceniają ekonomiści Banku Millennium. Innym możliwym efektem byłoby zapewne obniżenie rentowności polskich obligacji.