Obecny rok przyniósł niespotykane od lat ożywienie na polskim rynku fuzji i przejęć (M&A) w sektorze finansowym. Chodzi nie tylko o spektakularny zakup Santander Bank Polska za ok. 7 mld euro przez austriacką grupę Erste. Na liście ważnych transakcji znalazły się również przejęcie przez ING Bank Śląski Goldman Sachs TFI oraz przejęcie przez VeloBank detalicznej części Citi Handlowego, którego finalizacja przypada właśnie na poniedziałek.
VeloBank zapowiada zresztą, że ma apetyt na więcej. Chce awansować do grona sześciu największych banków w Polsce, przygotowuje się do debiutu giełdowego i nie wyklucza kolejnych akwizycji. Pytanie brzmi, czy tegoroczne ożywienie jest jedynie wyjątkowym epizodem, czy raczej początkiem trwałego trendu konsolidacyjnego na polskim rynku bankowym.
Czy będzie fala przejęć?
Tematem tym żywo zainteresowany jest m.in. Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao, który od ponad roku forsuje projekt głębokiej transformacji grupy PZU. Pomysł zakłada utworzenie holdingu bankowo-ubezpieczeniowego, na którego czele stanąłby Bank Pekao. Drugi bank w grupie – Alior Bank – mógłby zostać sprzedany, połączony z większym podmiotem lub funkcjonować samodzielnie. Na razie projekt utknął z powodów politycznych, ale pytanie o przyszłość struktury grupy pozostaje aktualne.
Nie bez przyczyny prezes Stypułkowski poprowadził podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego debatę pod znamiennym tytułem: „Fuzje i przejęcia w sektorze bankowym: strategiczny wybór czy rynkowa konieczność?”.
Dyskusja w Polsce wpisuje się zresztą w szerszy europejski trend. Coraz więcej liderów europejskich rynków finansowych, w tym prezeska Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, opowiada się za większą konsolidacją sektora. Celem miałoby być stworzenie instytucji zdolnych finansować rosnące potrzeby gospodarki i duże projekty inwestycyjne, a także skuteczniej konkurować z największymi graczami ze Stanów Zjednoczonych i Chin.
Czytaj więcej
Choć Polacy ruszyli po kredyty, to zyski netto banków w tym roku mogą skurczyć się do 35 mld zł – prognozuje Związek Banków Polskich. To efekt spad...
Symbolem tego podejścia stał się włoski UniCredit kierowany przez Andreę Orcela. Bank prowadzi dosyć agresywną ofensywę przejęciową zarówno we Włoszech, jak i w Niemczech, gdzie od miesięcy walczy o zwiększenie wpływów w Commerzbanku – właścicielu polskiego mBanku. Orcel wielokrotnie podkreślał, że europejski sektor bankowy pozostaje zbyt rozdrobniony, by skutecznie rywalizować z globalnymi gigantami.
Argument ten nie jest pozbawiony podstaw. Wśród największych banków świata pod względem aktywów dominują instytucje chińskie i amerykańskie. W TOP10 banków pod względem aktywów „łapią” się tylko trzy z Europy – francuski BNP Paribas, brytyjski HSBC i francuski Credit Agricole, w TOP10 pod względem kapitalizacji rynkowej – tylko HSBC. Jednocześnie z perspektywy poszczególnych krajów sprawa nie wygląda już tak jednoznacznie. Okazuje się bowiem, że w większości państw Unii Europejskiej sektor bankowy jest już silnie skoncentrowany. Spośród 27 rynków analizowanych przez Europejski Bank Centralny (według ostatnich badań dotyczących końca 2024 r.) w aż 17 krajach wskaźnik koncentracji CR5 – pokazujący udział pięciu największych banków w aktywach całego sektora – przekoroczył 60 proc. Przy czym w ośmiu państwach był wyższy niż 80 proc., a w Grecji przekraczał nawet 90 proc.
Grupa krajów, gdzie sektor jest bardzo rozdrobniony, a wskaźnik CR5 jest niższy niż 40 proc., jest niewielka, choć mieści się tu największa europejska gospodarka, czyli Niemcy. A także Austria i Luksemburg.
Polska znajduje się pośrodku tej stawki. Koncentracja rynku nie jest szczególnie wysoka, ale trudno również mówić o rozdrobnionym sektorze. Według danych EBC wskaźnik CR5 wynosił na koniec 2024 r. 59,4 proc., a według Komisji Nadzoru Finansowego w marcu 2026 r. spadł do 54,5 proc. Przestrzeń do dalszej konsolidacji teoretycznie więc nadal istnieje.
– Potencjał do przejęć na polskim rynku rzeczywiście jest, ale uważam, że nie jesteśmy w przededniu wielkich transgranicznych fuzji – mówił podczas wspomnianej wyżej debaty EKF Michael Machaj, dyrektor zarządzający w J.P. Morgan. – Nie uważam jednak również, że takie transakcje nie mogą się wydarzyć – dodał.
Machaj zwracał uwagę, że klienci nie mają narodowości, podobnie jak kapitał, a banki coraz częściej konkurują technologią, a nie liczbą oddziałów. Jego zdaniem argumenty za konsolidacją są dziś zupełnie inne niż kilkanaście lat temu. Kluczowe stają się inwestycje technologiczne, cyberbezpieczeństwo i sztuczna inteligencja. To oczywiste, że ich koszty łatwiej rozłożyć na kilkadziesiąt milionów klientów niż na kilka milionów, ale jednocześnie efekt skali można uzyskać w inny sposób niż zakup istniejącego banku.
Podobnego zdania jest Łukasz Jańczak, analityk Erste Securities. – Trend konsolidacyjny jest widoczny zarówno w Polsce, jak i na rynkach europejskich, choć nie przebiega liniowo. W ostatnich latach wysokie stopy procentowe sprawiły, że większość banków osiągała wysoką rentowność, co pozwalało odkładać decyzje o fuzjach i przejęciach. Jeśli jednak spojrzymy na perspektywę pięciu czy dziesięciu lat, trudno oczekiwać, by liczba banków na polskim rynku nie malała – ocenia.
Czytaj więcej
Według prognoz Bain & Company udział tradycyjnych instytucji w globalnych przychodach spadnie do zaledwie 65 proc. już w 2030 r. Coraz większą częś...
Jańczak zwraca uwagę, że w sektorze coraz większe znaczenie ma skala działalności. Mniejszym graczom coraz trudniej będzie utrzymywać udziały w rynku i generować stopy zwrotu satysfakcjonujące akcjonariuszy. Jednocześnie analityk nie spodziewa się gwałtownej fali przejęć. Jego zdaniem będzie to raczej stopniowy proces rozłożony na wiele lat.
Z kolei Michał Sobolewski, analityk BOŚ Banku, podkreśla, że konsolidacja ma również swoje minusy. – Patrząc z punktu widzenia banków przejmujących, konsolidacja niemal zawsze jest korzystna. Z perspektywy klientów sytuacja nie wygląda już tak atrakcyjnie. Mniejsza liczba podmiotów oznacza słabszą konkurencję, a to może przekładać się na mniej atrakcyjne oferty depozytowe czy kredytowe – wskazuje.
Jego zdaniem europejskie banki mogą oczywiście chcieć zwiększać skalę działalności, ale trudno oczekiwać, by były w stanie dorównać największym grupom z USA czy Chin wyłącznie dzięki przejęciom realizowanym na europejskim rynku. Wystarczy porównać sam potencjał amerykańskiego czy chińskiego rynku versus rozmiary gospodarek krajów UE.
– Choć oczywiście nie zmienia to faktu, że konsolidacja na polskim rynku będzie powoli, ale sukcesywnie postępować, co zresztą już się dzieje – ocenia Sobolewski.
Które banki mogą zostać przejęte?
Jeżeli kolejne transakcje typu M&A będą następować, to które instytucje mogą znaleźć się w centrum wydarzeń? Eksperci są zgodni, że największe banki działające w Polsce pozostają przede wszystkim potencjalnymi nabywcami, a nie celami przejęć. Dotyczy to zwłaszcza kontrolowanych przez państwo PKO BP i Banku Pekao. PKO BP jest nawet wymieniany jako potencjalny uczestnik przyszłej konsolidacji sektora bankowego w Ukrainie. W przypadku Pekao najczęściej powraca scenariusz połączenia z Alior Bankiem.
Potencjał do kolejnych przejęć mają również Erste Group (choć pewnie musi teraz chwilę odpocząć) oraz ING Bank Śląski. Interesująca pozostaje sytuacja mBanku, którego właściciel – Commerzbank – sam znalazł się w orbicie zainteresowania UniCreditu. W tym przypadku oznaczałoby to jednak zmianę właściciela, a nie konsolidację polskiego rynku.
Wśród instytucji najczęściej wskazywanych przez analityków jako potencjalne cele przejęć pojawiają się Alior Bank, Bank Millennium oraz VeloBank. Szczególnie ten ostatni budzi zainteresowanie rynku. W spekulacjach pojawia się zarówno jako potencjalny cel przejęcia przez większego gracza, jak i podmiot zdolny do dalszych akwizycji, np. wśród banków spoza pierwszej dziesiątki, np. Nest Banku.