Największą zmianą względem prognoz formułowanych przez analityków w styczniu jest oczywiście trajektoria inflacji. Wówczas spodziewano się, że będzie ona oscylowała w okolicach celu NBP 2,5 proc. r/r przez cały rok. Po szoku naftowym z rejonu Zatoki Perskiej, który na razie silnie podbił przede wszystkim ceny paliw, te oczekiwania zostały zrewidowane w górę do ponad 3 proc. Wciąż jednak króluje ocena, że inflacja utrzyma się w przedziale odchyleń wokół celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.).

Czytaj więcej

Adam Glapiński: Ryzyko silnego wzrostu inflacji bardzo ograniczone

Co dalej z inflacją?

Trajektoria inflacji w najbliższych 12 miesiącach będzie oczywiście jednak silnie zależeć od czynników zewnętrznych (losy Cieśniny Ormuz) oraz administracyjnych (co z działaniami osłonowymi na cenach paliw?). Tylko skrajne prognozy na tle rynku zakładają dziś wyjście wskaźnika inflacji poza poziom 3,5 proc. Obawia się jednak tego m.in. Paweł Mizerski z Uniqi, który zakłada, że „bałaganu spowodowanego wojną na Bliskim Wschodzie nie uda się bardzo szybko posprzątać”. - To będzie miało przełożenie nie tylko na ceny paliw, ale również szerzej na ceny energii i w horyzoncie kilku kwartałów na ceny żywności – komentuje. Zaznacza jednak przy tym, że jego prognozy są bardzo wrażliwe na założenia dotyczące działań osłonowych, a ze względu na sytuację fiskalną rząd może nie mieć tu dużego pola manewru.

Zdecydowana większość prognoz zakłada jednak bardziej optymistyczne warianty: inflację w przedziale 2,5-3,5 proc. przez najbliższy rok. - Liczymy, że III kwartał to będzie już uspokojenie sytuacji na międzynarodowych rynkach - mówi Daniel Piekarek z Banku BPS. Nie widzi też istotnego ryzyka w tym, że uszkodzenia infrastruktury przesyłu i przetwarzania ropy naftowej w regionie Zatoki Perskiej mogą podbijać ceny surowców nawet po deeskalacji. - Oceniam, że zniszczenia są ograniczone i nie zakładam, że infrastruktura jeszcze istotnie ucierpi. Uważam też, że już sam fakt udrożnienia cieśniny Ormuz będzie miał wpływ na rynkowe ceny. Pamiętajmy też o globalnych rezerwach surowców, które mogą zostać dodatkowo uwolnione – ocenia. Zaznacza oczywiście przy tym, że jego prognozy znacznie by się zmieniły, gdyby np. za kwartał nadal trwałyby intensywne działania zbrojne i blokada cieśniny Ormuz.

Czytaj więcej

We wzroście produktywności Polacy są „europejskimi Chińczykami"

Stopy bez zmian

W warunkach wyższej inflacji, zdaniem „medianowego” analityka zniknęła przestrzeń do dalszego luzowania polityki pieniężnej przez RPP. Styczniowy konsensus zakładał cięcie głównej stopy NBP w drugim kwartale do 3,50 proc. i jej stabilizację do końca roku. W nowej rundzie obraz jest po prostu taki, że przynajmniej do marca 2027 r. RPP nie ruszy stóp procentowych.

Co jednak warto podkreślić, o ile prognozy obniżek do końca 2026 r. są bardzo nieliczne, o tyle na obniżkę stóp procentowych w I kwartale 2027 r. stawia już aż 14 z 35 uczestników. Wyższych stóp za rok niż dziś spodziewa się zaś tylko troje analityków. Choć więc rynek stóp procentowych (mierzony kontraktami FRA) widzi dziś jedną podwyżkę stóp procentowych w Polsce w horyzoncie najbliższego roku, o tyle wśród ekonomistów to bardzo rzadkie przewidywanie. Bazując na retoryce z RPP, dopiero trwałe wyjście wskaźnika cen ponad ten pułap zapaliło w Radzie czerwone światło. - Gdyby istniało ryzyko, że inflacja wymknie się z przedziału [odchyleń od celu NBP - red.] to wtedy pewnie zareagowalibyśmy – mówi dr Ludwik Kotecki, członek RPP. Z kolei Wiesław Janczyk z RPP wyjaśniał w wypowiedzi dla agencji Bloomberg, że podwyżki byłyby poważnie rozważane, gdyby inflacja utrzymywałaby się powyżej poziomu stopy referencyjnej (czyli 3,75 proc.) przez trzy kolejne miesiące i Rada nie widziałaby argumentów, że to tylko krótkoterminowy wzrost.

Foto: Parkiet

Gospodarka draśnięta

Wiara w deeskalację na Bliskim Wschodzie i stopniowy powrót sytuacji do względnej normy sprawia, że ekonomiści nie oczekują też trwałych konsekwencji dla polskiego wzrostu gospodarczego. Mediana prognoz powędrowała w dół tylko nieznacznie względem styczniowej rundy i wciąż oscyluje w okolicach 3,5 proc.

W porównaniu do prognoz ze stycznia, analitycy spodziewają się teraz nieco niższej dynamiki inwestycji, acz wciąż mowa o wzroście w okolicach 8-10 proc. r/r. Fundament pod ten wynik jest właściwie bowiem niezależny od sytuacji geopolitycznej: są nimi oczywiście duże środki unijne, z KPO i budżetu. Jednocześnie zrewidować nieco prognozy w dół kazały ekonomistom m.in. słabe wyniki produkcji budowlano-montażowej na początku roku (dwucyfrowe spadki rok do roku). Wzrost niepewności i gorsze od wcześniejszych oczekiwań wyniki finansowe mogą zaś zniechęcać część przedsiębiorstw do inwestowania.

Również tylko lekkie przesunięcie w dół – najwyżej o 0,1-0,2 pkt proc., do 3,1-3,4 proc. r/r – odnotowujemy w przypadku prognoz dynamiki konsumpcji prywatnej. Paliwowy szok cenowy z marca został częściowo stłumiony programem Ceny Paliwa Niżej, poza tym realna dynamika wynagrodzeń powinna pozostać dodatnia, a poduszki finansowe gospodarstw domowych są odbudowane po wysokiej inflacji poprzednich lat. – Gospodarstwa domowe będą stosować strategię wygładzania konsumpcji dopóki będą miały przeświadczenie, że to przejściowa sytuacja - mówi Marta Petka-Zagajewska, dyrektorka biura analiz makroekonomicznych w PKO BP.

W górę o 0,2 pkt proc. analitycy zrewidowali prognozy stopy bezrobocia rejestrowanego na najbliższe kwartały. Ta, sezonowo, powinna osunąć się w kierunku 5,7-5,8 proc. z 6,1 proc. obecnie, ale głębszy spadek może być hamowany m.in. przez cięcie środków na programy aktywizacyjne z Funduszu Pracy.

Jak wyłaniamy najlepszego analityka makroekonomicznego?

Konkurs na najlepszego analityka makroekonomicznego jest organizowany przez redakcję „Parkietu” od 2007 r. Jego celem jest weryfikacja trafności prognoz głównych wskaźników dla polskiej gospodarki.

Rywalizacja jest otwarta dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić umiejętności prognostyczne: ekonomistów z ośrodków analitycznych i instytucji finansowych, pracowników naukowych i niezależnych analityków oraz kół studenckich. Uczestnicy konkursu (obecnie jest ich 34) cztery razy do roku przedstawiają prognozy na cztery kolejne kwartały dla ośmiu wskaźników makroekonomicznych i rynkowych. To dynamika roczna PKB, nakłady na środki trwałe i konsumpcji prywatnej, inflacja CPI, stopa bezrobocia rejestrowanego, stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego oraz średni kurs złotego względem euro i dolara amerykańskiego. Każda prognoza jest punktowana zgodnie z regulaminem konkursu, uwzględniającym m.in. wagę wskaźnika (najważniejsze to dynamika PKB i inflacja) oraz trafność prognozy (na tle faktycznego odczytu oraz wskazań innych ekonomistów) i jej horyzont (najwyższą wagę mają trafne prognozy na rok w przód, najniższą na rozpoczynający się kwartał).

Konkurs jest podsumowywany co roku. Zwycięzcami ostatniej zakończonej edycji, za 2024 r., zostali ekonomiści Credit Agricole Bank Polska: Jakub Borowski (główny ekonomista banku) oraz Krystian Jaworski i Jakub Olipra. Triumf zapewniła im między innymi ścieżka inflacji w 2024 r., którą przewidzieli najtrafniej ze wszystkich uczestników. Podium w 2024 r. uzupełniły zespoły analityczne PZU i BGK. W 2023 r. konkurs wygrał Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, rok wcześniej analitycy ING Banku Śląskiego, w 2021 r. triumfował zaś dr Wojciech Zatoń z Uniwersytetu Łódzkiego. Wyróżniamy również ekspertów z najtrafniejszymi prognozami w danej kategorii. Przykładowo, w edycji za 2024 r. dane o PKB najlepiej typowali ekonomiści ING.