169 mld zł – na tyle Narodowy Bank Polski, według stanu na 9 kwietnia, szacuje niezrealizowany zysk na rezerwach złota w swoich zasobach. W ciągu miesiąca ta kwota dość wyraźnie się uszczupliła (jeszcze na początku marca NBP mówił o 197 mld zł), co wynikało ze spadku cen kruszcu w związku z wojną w Zatoce Perskiej. Nadal mówimy jednak o bardzo dużej kwocie.
Niezrealizowany zysk wynika z różnic między bieżącą wyceną złota a cenami jego zakupu. Podczas marcowej dyskusji o „polskim SAFE” Narodowy Bank Polski deklarował możliwość zrealizowania tego zysku poprzez zmianę struktury rezerw (sprzedaż części zasobów złota), a w przestrzeni publicznej rozważane były też inne sposoby na „spieniężenie” tych zasobów i wygenerowanie wielomiliardowego zysku banku centralnego. 95 proc. zysku NBP za dany rok, w połowie kolejnego zasila budżet państwa, mowa więc potencjalnie o gigantycznych środkach.
Prezes Glapiński stawiał jednak warunki: środki miałyby zostać przeznaczone na wydatki wojskowe, a nie „łatanie doraźnych dziur”. – Chcemy, żeby ten zysk posłużył wyłącznie wzmocnieniu naszej obronności – podkreślał.
Walka o wpływ na wydatki
Sprawa od początku miała jednak kontekst polityczny. Glapiński wystąpił na wspólnej konferencji z prezydentem Nawrockim, który wyszedł z projektem ustawy zakładającej utworzenie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych w BGK. Zgodnie z dokumentem, to tam, a nie do budżetu, miałaby trafiać lwia część zysku banku centralnego. Problem tylko w tym, że Kancelaria Prezydenta zastawiła „sidła”, bo z projektu wynikało, że PFIO nie mógłby podjąć żadnej decyzji bez zielonego światła z Belwederu. W pięcioosobowych organach zarządzających Funduszem mieliby bowiem zasiadać – obok trojga przedstawicieli rządu, również delegaci prezydenta oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego – a każda decyzja miałaby wymagać zgody przynajmniej czworga członków gremium. „Ta konstrukcja prawna rozszerza uprawnienia prezydenckie na obszar będący dotychczas domeną rządu” – zauważał publicysta „Rzeczpospolitej” Marek Kutarba.
Na to nie mógł się zgodzić rząd, acz premier czy minister finansów zauważali, że skoro NBP ma możliwość realizacji nadzwyczajnego zysku, to wszak może zrobić to w każdej chwili na dotychczasowych zasadach. Z kolei PSL złożyło projekt bliźniaczy do prezydenckiego, ale w którym pełnia decyzji co do wydatków nowego funduszu obronnego byłaby w rękach rządu.
- Widać, że nie szykuje się polityczne porozumienie w kwestii wykorzystania niezrealizowanej nadwyżki wartości złota wynikającej ze zmian cen – kwitował na konferencji prasowej 9 kwietnia prezes Glapiński, dodając , że NBP kontynuuje zakupy złota.
Czytaj więcej
Oczekiwania analityków co do stanu polskiej gospodarki formułowane w konkursie prognoz kwartalnych „Parkietu” są gorsze niż przed trzema miesiącami...
Bez zysku NBP od lat
Zysk z NBP od kilku lat nie wspiera już budżetu kraju. Ostatni raz bank centralny zanotował bowiem zysk w 2021 r., co skutkowało przelewem do centralnej kasy blisko 10,5 mld zł w czerwcu 2022 r. Od tamtego czasu ma już co roku straty, wynikające głównie z kosztów absorpcji nadpłynności w sektorze bankowym (emisji bonów pieniężnych) oraz umocnienia złotego względem walut w rezerwach dewizowych. Prezes Glapiński poinformował, że w 2025 r. wynik finansowy banku centralnego wyniósł –35,7 mld zł, co znów będzie oznaczać okrągłe zero złotych wpłaty do budżetu.
Ukrócić przelewy z NBP?
Dyskusja wokół „polskiego SAFE” uzmysłowiła: zysk banku centralnego może być łakomym kąskiem dla polityków. Jednocześnie fakt, że NBP jasno zasygnalizował, iż może „wygenerować” wysokie wpłaty, o ile zostaną przeznaczone na wskazany przez niego cel (w tym przypadku ważny: obronność) mógł uświadomić ryzyko, że kiedyś bank centralny pod czyjąś władzą mógłby wspierać gigantycznymi kwotami tylko określone rządy i przedsięwzięcia czy obietnice.
W związku z tym w Panelu Ekonomistów „Rzeczpospolitej”, w którym biorą udział naukowcy z uczelni i wydziałów ekonomicznych w Polsce, sformułowaliśmy zapewne kontrowersyjną myśl: być może czas przeciąć tę potencjalną formę zależności pomiędzy NBP a rządem? Nakreślając powyższy kontekst, poprosiliśmy ekonomistów o ocenę następującej tezy: „Należałoby zlikwidować lub zmienić obecne przepisy prawne, zgodnie z którymi zysk NBP w 95 proc. zasila budżet państwa”. Ekonomiści w większości jednak odrzucili tę konkluzję: przeciwnych jej okazało się dwanaścioro badanych (w tym dwoje zdecydowanie), zgodę wyraziło natomiast pięcioro. Troje stwierdziło, że nie ma zdania.
– Nie uważam, że należałoby przeciąć jakąkolwiek formę zależności – komentuje dr Michał Zator, ekonomista z Uniwersytetu Notre Dame w USA. – Warto byłoby jednak rozpocząć dyskusję nad tym, do jakiego poziomu rezerw NBP powinniśmy dążyć. Ewentualna nadwyżka bądź niedobór może trafiać lub pochodzić z budżetu państwa. Rozwiązanie nie jest oczywiste, ponieważ chcemy zachować niezależność banku centralnego, ale jednocześnie faktem jest, że jeśli uznamy, że poziom rezerw jest zbyt duży, to powinna istnieć ścieżka na wykorzystanie ich z zyskiem dla całości społeczeństwa – wyjaśnia swoją opinię.
Inni respondenci zwracają uwagę, że propozycje ustawowe likwidujące możliwość wpłaty zysku NBP do budżetu tylko zaogniłyby polityczny spór. – Obecne regulacje do tej pory nie były nadużywane. Nowe regulacje otworzyłyby tylko jeszcze jeden front sporu bez gwarancji, że będą skutecznie chronić przed różnymi zakusami – ocenia dr Paweł Strzelecki ze Szkoły Głównej Handlowej.
Czytaj więcej
Słabość inwestycji prywatnych, demografia, konkurencja z Chin, ale też polityczny pat – to, obok ryzyka geopolitycznego, podstawowe zagrożenia dla...
W podobnym tonie wyraża się dr hab. Andrzej Rzońca z SGH. – Zamieszanie wokół SAFE zwiększa ryzyko, że jakakolwiek zmiana przepisów raczej zwiększy uwikłanie NBP w politykę niż ją zmniejszy – komentuje.
Na „nie” jest też dr hab. Wojciech Charemza z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, acz zaznacza, że „być może należy przepisy dopracować w taki sposób, aby stały się bardziej odporne na wpływy bieżącej polityki”.
Z tezą zgadza się zaś prof. dr hab. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. – Celem NBP nie jest zasilanie budżetu i to powinno być jasno wyartykułowane – przekonuje.
Kluczowe bezpieczniki
O kwestię ewentualnych zmian w dystrybucji zysku NBP zapytaliśmy też członka Rady Polityki Pieniężnej dra Ludwika Koteckiego. – To chyba nie byłoby dobre rozwiązanie. Wydaje mi się, że społeczeństwo powinno mieć jakieś korzyści z posiadania własnego banku centralnego – ocenia. Dodaje, że zamiast znoszenia przepisu o 95 proc. zysku NBP wpłacanego do budżetu, lepsze byłoby przyjrzenie się przepisom dotyczącym tego, kto może podjąć decyzję o wykorzystaniu rezerw w nadzwyczajnej sytuacji.
Kotecki zauważał przy tym, że NBP jest członkiem Europejskiego Systemu Banków Centralnych, a to ważny bufor. – Scenariusz zaangażowania się politycznego pieniędzmi NBP z pewnością spotkałby się z gwałtowną reakcją ESBC, wszystkich pozostałych jego członków – wskazuje.
Na inny bezpiecznik uwagę zwraca dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku i adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. – W wielu portfelach inwestycyjnych nadal widniejemy jako rynek wschodzący, więc na każdą taką próbę [wykorzystania w konkretnym celu rezerw złota czy walut – red.] rynek zareagowałby niemal automatycznie: skokiem rentowności obligacji. Brak roztropności w przypadku takiego kraju jak Polska ma bardzo krótką ścieżkę weryfikacji – przekonuje. – O ile cele wojskowe to jeszcze coś, czego możemy bronić publicznie, o tyle inne próby, np. wypłacenie wszystkim jednorazowej „dywidendy” z tytułu bycia Polakiem, skończyłyby się fatalnie – dodaje Arak.