Odczyt 3,1 proc. to wynik bardzo wyraźnie niższy od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (3,6 proc., mediana 3,7 proc.). Oznacza też, że inflacja w Polsce spadła (z 3,2 proc. r/r w kwietniu), choć powszechnie spodziewano się jej mocnego wzrostu m.in. ze względu na efekt niskiej bazy sprzed roku. Lekko oddaliła się też od górnej granicy przedziału odchyleń wokół celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.).

Jak komentują ekonomiści Pekao, to druga największa pozytywna niespodzianka inflacyjna w historii.

Miesiąc do miesiąca, czyli względem kwietnia, w maju ceny wręcz mocno spadły, o 0,3 proc. Był to pierwszy spadek cen w ujęciu miesięcznym od roku.

Wydaje się, że za dużą pozytywną niespodzianką inflacyjną w maju stoją przede wszystkim ceny żywności i napojów bezalkoholowych. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że spadły one względem kwietnia o 1 proc., wyraźnie silniej niż wskazywałyby na to wzorce sezonowe, a w ujęciu rok do roku inflacja w tej kategorii wynosi już tylko 0,5 proc. (względem 1,9 proc. r/r w kwietniu). To najniższy wynik od dwóch lat i jeden z niższych w ostatnich dziesięciu latach. -Widoczna jest presja na spadek cen produktów mlecznych, zbóż (wysoka podaż), niektórych warzyw, olejów i mięsa drobiowego – komentuje Adam Antoniak, ekonomista ING Banku Śląskiego.

 W maju paliwa podrożały o 12,3 proc. r/r, wobec kwietnia br. potaniały zaś o 0,1 proc. Nośniki energii (prąd, gaz, inne paliwa) są o 5 proc. droższe niż rok temu, względem kwietnia br. ich ceny zaś nie zmieniły się. Więcej szczegółów majowej inflacji poznamy w połowie czerwca.

Co zrobi RPP ze stopami procentowymi?

Już we wtorek 2 czerwca decyzję ws. stóp procentowych podejmie Rada Polityki Pieniężnej. Szybki szacunek inflacji, dużo niższy od prognoz, raczej nie pozostawia wątpliwości: stopy procentowe pozostają bez zmian, na poziomie 3,75 proc. I tak bardzo nikłe ryzyko podwyżki stóp procentowych teraz jest po prostu zerowe.

Zgodnie z tym, co w maju mówił prezes NBP i przewodniczący RPP Adam Glapiński, przesłanką do podwyżek mogą być prognozy trwałego wyjścia inflacji ponad górny pułap odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Na razie inflacja pozostaje jednak w przedziale celu.

Trajektoria inflacji w najbliższych miesiącach będzie oczywiście silnie zależeć od ceny ropy naftowej. Prognozy dla dynamiki cen pod koniec roku zaczynały oscylować w okolicach 3,5-4 proc. (z perspektywą powrotu bliżej 2,5 proc., czyli środka celu inflacyjnego NBP, w 2027 r.), acz można zakładać, że piątkowy odczyt inflacji za maj może skłaniać część zespołów do rewizji prognoz w dół.

Dla RPP kluczowy będzie wydźwięk lipcowej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego. – Szczególnie istotna będzie ocena tego, w jakim stopniu presja inflacyjna rozlewa się na kolejne obszary gospodarki i czy ma charakter bardziej trwały – komentuje Jan Karczewski, dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael/Ström Dom Maklerski.

Odnotować należy wzrost inflacji bazowej (czyli bez cen żywności i nośników energii, w tym paliw) w ostatnich dwóch miesiącach: z 2,5 proc. r/r w lutym do 3 proc. w kwietniu. W górę poszła też dynamika cen usług, z 4,8 proc. w lutym do 5,2 proc. w kwietniu. Spory wpływ na te zmiany mógł mieć drastyczny wzrost cen biletów lotniczych, o ponad 60 proc. m/m w przypadku lotów międzynarodowych. – Wzrost inflacji bazowej nasuwa pytanie, czy w nadchodzących miesiącach nie będziemy obserwować tzw. efektów drugiej rundy i powtórki sytuacji, która miała miejsce np. w latach 2021-2022 – komentował Marcin Kujawski, starszy ekonomista BNP Paribas BP. – W przeciwieństwie do ostatniego inflacyjnego epizodu, póki co ceny frachtu międzynarodowego nie poszybowały jednak w górę, a złoty na przestrzeni ostatniego 1,5 roku umocnił się względem dolara. Nie mamy też obecnie do czynienia z tak silnym skokiem popytu konsumpcyjnego jak przed czterema laty – argumentuje.

Wzrosty płac hamują

Brak warunków do skoku popytu to kolejny argument dla RPP za względnym spokojem w polityce pieniężnej. Dane z gospodarki m.in. o szybko hamującej dynamice wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (w kwietniu tylko 5,4 proc. r/r, poniżej prognoz i najmniej od pięciu lat) sugerują, że ograniczone jest ryzyko pojawienia się efektów drugiej rundy, czyli przekładania się wyższych notowań surowców energetycznych na ceny pozostałych towarów i usług. – Uważamy, że tempo wzrostu wynagrodzeń nie przyspieszy, pracownicy nie będą w stanie wymóc na firmach większych podwyżek – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista banku Pekao. Tak samo sytuację widzi Jakub Szczepaniec, ekonomista Alior Banku. – W tym epizodzie inflacyjnym jest mało prawdopodobne, żeby wraz z wyższą presją cenową podążała presja płacowa. Firmy będą obciążone kosztowo, a dodatkowo obserwujemy fazę lekkiego luzowania na rynku pracy. To nie sprzyja negocjacjom płacowym – komentuje.

Jeszcze przed szybkim szacunkiem inflacji za maj, ekonomiści średnio prognozowali, że w kończącym się miesiącu inflacja bazowa znów urosła, do 3,3 proc. Wszystko wskazuje jednak na to, że w rzeczywistości ta miara dynamiki cen urosła w mniejszym stopniu, albo wręcz wcale.

Dodatkowo, bazując na danych GUS o nastrojach konsumenckich, można wnioskować, że wprowadzony program CPN – obniżający ceny detaliczne paliw o około 1-1,2 zł/l – przytłumił nieco oczekiwania inflacyjne, które tuż po wybuchu konfliktu w Iranie mocno wzrosły. Zgodnie z deklaracjami z rządu, program ma zostać przedłużony przynajmniej do połowy czerwca.

– Po pierwszym szoku, który podbił ceny paliw w marcu, ogólna presja inflacyjna wydaje się ograniczona, a Rada może być bardziej zaniepokojona ewentualnym wpływem wyższych cen ropy naftowej na koniunkturę niż ryzykiem nadmiernego wzrostu inflacji – tak obecny obraz sytuacji opisuje Antoniak z ING. – Oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych wydają się zakotwiczone, a sygnałów efektów drugiej rundy na chwilę obecną nie widać. Podtrzymujemy naszą prognozę, że RPP utrzyma stopy procentowe bez zmian w tym roku – dodaje.