Już przed sesja wiadomo było, że dzisiejsze notowania nie będą należeć do
zbyt porywających. Te przypuszczenia się sprawdziły, choć nie było
zupełnie tragicznie. Na szczęście pojawił się popyt, który nieco rozruszał
rynek. Ceny wzrosły. Co nie mniej ważne, tej zwyżce towarzyszył większy od
ostatnio obserwowanego obrót. Z tego właśnie względu sesja wydaje się
ważniejsza niż pozostałe.
Wygląda na to, że obrót przekroczy poziom 1 mld złotych. Daleko to od
rekordu, ale jak na ostatnie dni, jest to wartość przyzwoita. Na tyle, by
uznać wzrost cen jako istotny. To sprawia, że popyt ma szansę na
utrzymanie przewagi w najbliższym czasie, a skoro tak, to należy się
liczyć z możliwością próby zbliżenia się do okolic rekordów hossy. Same
rekordy nie są przesądzone.
O przewadze popytu nie świadczy jedynie sam wzrost cen, choć to oczywiście
najważniejszy jej skutek. Przewaga obozu byków jest też sygnalizowana
przez stosunkowo płytkie korekty, z jakimi mamy do czynienia od początku
tej fali wzrostowej. To właśnie głębokość korekty jest jednym z
przydatniejszych wskaźników siły kapitału. Skoro podaż nie jest w stanie
lub nie ma ochoty (co w horyzoncie najbliższych dni na jedno wychodzi)
zaatakować choćby na tyle, by znieść poważną część wcześniejszego wzrostu,
to znaczy, że otwieranie w tym czasie krótkich pozycji obarczone jest
większym prawdopodobieństwem straty niż zysku.