Mniejsza reakcja jest w przypadku cen gazu, który jest bliżej poziomów z początku roku niż marcowych szczytów. Obaw nie widać z kolei po indeksach akcji, które są na rekordowych poziomach. Ogólnie rynek zakłada, że trwałe porozumienie zostanie osiągnięte w najbliższych tygodniach. Jeśli ten scenariusz bazowy się zrealizuje, inwestorzy zajmą się kolejnymi tematami, a tych na drugą połowę roku jest przynajmniej kilka.

Wyniki firm amerykańskich są ciągle na pierwszym planie. Zyski spółek z indeksu S&P 500 mają wzrosnąć o 15,1 proc. w I kwartale, w ujęciu rok do roku. Biorąc pod uwagę, że wstępne prognozy są zazwyczaj zaniżone, aby osiągnąć efekt pozytywnego zaskoczenia, szósty kwartał z rzędu z dwucyfrową dynamiką jest praktycznie pewny. W całym 2026 r. zyski mogą urosnąć jeszcze bardziej, bo o 18,6 proc. Przy płaskim zachowaniu indeksu w ostatnich sześciu miesiącach, implikuje to zejście wycen w okolice 20 dla wskaźnika ceny do przyszłych zysków. Relacja wycen do dynamiki zysków była w tym roku tarczą, chroniącą rynek przed głębszą przeceną. Warto obserwować, czy na jej powierzchni nie pojawią się jakieś pęknięcia.

W kolejnych miesiącach może wrócić temat ceł. W połowie maja w Pekinie ma się odbyć szczyt Trump – Xi, na którym obaj liderzy mają omówić kwestie bezpieczeństwa oraz tematy gospodarcze. Z kolei na lipiec jest zaplanowany przegląd umowy USMCA, czyli porozumienia o wolnym handlu pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem. Jeszcze wcześniej Mówi się też o rozmowach na linii USA–Chiny.

Rynek będzie też słuchał nowego szefa Fedu Kevina Warsha, który może objąć stanowisko w II połowie maja. W wystąpieniu przed komisją senacką podkreślał cel kotwiczenia inflacji, więc raczej nie należy zakładać powrotu do luzowania polityki monetarnej. Tym bardziej, że osoby, które obejmowały to stanowisko często przyjmowały jastrzębie nastawienie, aby budować zaufanie do misji Fedu i pośrednio podkreślać swoją niezależność.

Jeszcze dalej, bo na początku listopada odbędą się wybory połówkowe w USA. Obecne sondaże wskazują na wyraźne zwycięstwo demokratów w Izbie Reprezentantów oraz lekką przewagę republikanów w wyborach do Senatu. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się więc podzielony Kongres, co już umożliwiłoby większą kontrolę partii demokratycznej nad działaniami administracji Trumpa. Jednak poparcie dla obecnej opozycji wzrosło równie szybko, jak ceny paliwa na stacjach. Razem z nimi zwiększyła się presja na 47. prezydencie Stanów Zjednoczonych, co potencjalnie może wpływać na jego decyzje i formę prowadzonych negocjacji.