Na środowym przetargu MF sprzedał obligacje za prawie 8 mld zł. Największym zainteresowaniem cieszyły się obligacje stałokuponowe, które dają ekspozycję na spadek stóp procentowych. 5-latka staniała o 4 proc. a 10-latka aż o 7 proc. i część inwestorów postanowiła skorzystać z tej okazji.
W ostatnich 10 latach rentowność obligacji pięcioletniej była wyższa niż stopa referencyjna NBP przeciętnie o około 50 punktów bazowych. Obecnie ta różnica wynosi aż 1,5 pkt. proc., a zatem trzy razy więcej. W reakcji na drożejącą ropę naftową rynek zaczął wyceniać podwyżki stóp procentowych. Czy słusznie? Niekoniecznie. Droższe surowce energetyczne to wzrost ryzyk inflacyjnych. Należy je jednak traktować jako przejściowe i krótkotrwałe. Amerykanie szukają już porozumienia z Iranem, bo ich ostatni wypad w teren stracił dynamikę i wkroczył w impas. Rosnące nadzieje na deeskalację sprowadziły cenę ropy poniżej poziomu 100 dolarów za baryłkę. Rosły też ceny akcji, a rynek kredytowy pozostawał w fazie późnej kompresji marż, relatywnie stabilnego finansowania i solidnej aktywności rynkowej. Nieco gorzej niż tydzień temu wyglądała płynność. Prezes NBP deklarował, że po pokonaniu inflacji chce wspierać gospodarkę. Dynamika płac jest niższa, sprzedaż detaliczna słabsza, a pracy mniej. Ewentualne odbicie inflacji ze względu na wzrost cen paliw na stacjach będzie miało charakter podażowy. Nie ma więc powodu, by dusić gospodarkę. Niemiecki indeks Ifo wskazuje na oczekiwane pogorszenie koniunktury.