Wśród naszych widzów masz ksywkę „turbooptymista”. Czy mając na uwadze otoczenie rynkowe, w tym przede wszystkim wojnę na Bliskim Wschodzie, ten optymizm nadal jest w trybie turbo?
W dużej mierze tak, choć nie nazwałbym siebie już „turbooptymistą”. Sytuacja się zmieniła – zarówno przez politykę banków centralnych, jak i wydarzenia geopolityczne. Mimo to w długim terminie nadal uważam, że optymizm na rynku się opłaca, o ile inwestor jest w stanie przetrwać okresowe korekty, które są naturalną częścią cyklu.
Warunki wydają się sprzyjać większej korekcie, a tymczasem jej skala jest niewielka. To zaskoczenie?
Tak i jest to pozytywne zaskoczenie. Spodziewałem się głębszej korekty, rzędu 10–15 proc., zwłaszcza w kontekście napięć geopolitycznych. Tymczasem spadki były relatywnie płytkie. To pokazuje, że inwestorzy nie są skłonni do masowej wyprzedaży akcji, co można uznać za sygnał siły rynku.
Czy więc po uspokojeniu sytuacji geopolitycznej wrócimy do mocniejszych wzrostów?
Myślę, że wróćimy do wzrostów, chociaż nie wiem, czy będzie to mocny ruch. Dużo też będzie zależało od tego, o jakim rynku mówimy. W tym roku znów może być rozdźwięk między Stanami Zjednoczonymi, a rynkami wschodzącymi. Duże znaczenie będzie oczywiście miała też polityka pieniężna, a w tym kontekście również sytuacja na rynku surowców, zwłaszcza ropy. Patrząc na rentowności obligacji można dojść do wniosku, że rynek trochę przereagował. Zaczęto przecież mówić o potencjalnych podwyżkach stóp procentowych. Wydaje mi się, że na tym etapie jest to przesadzone. Zakładając nawet, że wzrost cen ropy się utrzyma, to jest argument, by nie obniżać stóp, ale nie by podwyższać. To, co rynkom sprzyjało, również w Polsce, czyli cykl obniżek stóp procentowych jest bliżej końca. Pewnie zostało nam już mniej niż więcej obniżek. Zwróćmy uwagę na Stany Zjednoczone: wszyscy liczyli na kolejne obniżki stóp, ale przy tym otoczeniu stoi to pod znakiem zapytania. Nie można wykluczyć, że Fed się wstrzyma z obniżkami i będzie czekał na to, co się wydarzy. Jest to otoczenie, które akcjom nie przeszkadza, ale też szczególnie jakoś nie pomaga.
Wspomniałeś o przereagowaniu obligacji. Może więc teraz tam są prawdziwe okazje?
Podchodziłbym ostrożnie, zwłaszcza do obligacji o długim terminie zapadalności i stałym kuponie. Oprócz polityki monetarnej duże znaczenie ma polityka fiskalna, która obecnie jest bardzo luźna, co nie sprzyja temu, aby ceny obligacji spadały. Krótkoterminowo mamy przereagowanie, ale ciężko powiedzieć, że jest to okazja życia. Obligacje powinny raczej stabilizować portfel niż być źródłem ponadprzeciętnych zysków.