Kiedy rozmawia się z szefami domów maklerskich, odnosi się wrażenie, że od co najmniej kilkunastu miesięcy cały świat jest przeciwko nim. Pesymizm, który dało się wyczuć szczególnie w ubiegłym roku, nie dziwi, jeśli przyjrzymy się wynikom branży za ten okres. Część graczy, nawet tych zaliczanych do absolutnego topu, miało problem, by wyjść na plus. Choć w tym roku nastroje w domach maklerskich są nieco lepsze (głównie dzięki poprawiającym się wynikom), to nadal trudno jest znaleźć osobę, która tryskałaby hurraoptymizmem. Pytani o przyszłość, maklerzy jak mantrę powtarzają, że są „umiarkowanymi optymistami". Po wydarzeniach ostatnich dni nawet jednak ten umiarkowany optymizm przygasł. Ledwo bowiem branża zaczęła wychodzić na prostą, a znowu na horyzoncie pojawiło się poważne zagrożenie, któremu trzeba będzie stawić czoła. Maklerzy przyznają, że w tej batalii mogą być ofiary.