Z tego artykułu dowiesz się:
- Co proponuje KNF i jak wyglądałby kredyt hipoteczny oparty na stopie referencyjnej NBP.
- Czy kredyty ze stopą NBP byłyby tańsze od tych opartych na WIBOR-ze lub POLSTR.
- Jak KNF uzasadnia swoją propozycję i jakie korzyści dla klientów.
- Czego obawia się Ministerstwo Finansów i dlaczego pyta o zdanie NBP oraz EBC.
- Dlaczego bankom zależy na takim rozwiązaniu i jak może ono ograniczyć ryzyko prawne związane z WIBOR-em.
Obecnie jedyną dopuszczalną możliwością ustalenia zmiennego oprocentowania kredytu hipotecznego jest oparcie go na wskaźniku referencyjnym powiększonym o marżę banku. Komisja Nadzoru Finansowego chce to jednak zmienić. W ramach publicznych konsultacji projektu nowelizacji ustawy o rozwoju rynku finansowego oraz zwiększeniu stabilności finansowej zaproponowała, by hipoteki mogły być oparte również na stopie referencyjnej banku centralnego.
Stopa referencyjna NBP zamiast wskaźnika. Co zyskają klienci?
Pomysł jest ciekawy i całkiem prosty, a KNF chce przede wszystkim, by klienci mieli większy niż obecnie wybór. Przy kredycie w złotych mogliby zdecydować się na formułę opartą na stopie referencyjnej NBP powiększonej o marżę banku, albo na wskaźniku referencyjnym plus marża, albo na kredyt z okresowo stałą stopą.
Według KNF oprócz szerszej palety produktów, największą korzyścią mogłaby być większa przejrzystość ceny kredytu, a także przesunięcie konkurencji banków na poziom marży.
A co z cenami hipotek? Stopa referencyjna, ustalana przez Radę Polityki Pieniężnej, jest zwykle nieco niższa niż niektóre wskaźniki referencyjne, np. WIBOR 3M albo wyższa niż POLSTR. – Nie spodziewałbym się jednak, że kredyty staną się automatycznie tańsze lub droższe. Różnica zostanie w większym lub mniejszym stopniu skompensowana po stronie marży – ocenia Bartosz Turek, ekspert rynku finansowego.
Jak tłumaczy, jeśli WIBOR jest dziś o 10-20 pkt. bazowych wyższy od stopy referencyjnej NBP, a marża wynosi przykładowo 1,5 proc., po zmianie wskaźnika bank może ustalić ją np. na 1,7 proc.
Reforma wskaźników a nowa propozycja KNF
Ekspertom trudno dziś oszacować, czy i jaką popularnością cieszyłyby się hipoteki oparte na stopie NBP. W tym kontekście warto jednak wspomnieć, że wskaźniki referencyjne mają w Polsce raczej złą passę. WIBOR znalazł się na celowniku części kancelarii prawnych jako stawka ustalana w sposób nieprzejrzysty, a przez to – ich zdaniem – potencjalnie nieuczciwy. Z kolei trwająca reforma wskaźników referencyjnych, zakładająca odejście od WIBOR-u i przejście na nowe indeksy z rodziny POLSTR, trwa już kilka lat, a wciąż nie udało się ustalić wszystkich szczegółów.
Z tego punktu widzenia wprowadzenie do systemu znanej wszystkim stopy referencyjnej banku centralnego może być rozwiązaniem jednocześnie prostym i rewolucyjnym.
Sama Komisja Nadzoru Finansowego, zarówno w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, jak i w pismach wyjaśniających do MF, podkreśla, że jej propozycja nie jest ani rewolucyjna, ani nie oznacza, że obecne wskaźniki są obarczone problemami wymagającymi systemowych zmian. Chodzić ma jedynie o stworzenie kolejnej prawnie dopuszczalnej możliwości przy ustalaniu oprocentowania kredytów mieszkaniowych. To banki i ich klienci mają decydować, z jakich produktów chcą korzystać.
Argumenty za wykorzystaniem stopy NBP w hipotekach
KNF zwraca też uwagę, że o ile stosowanie stopy referencyjnej NBP jest wprost dopuszczone w przypadku kredytów konsumenckich, a podobną konstrukcję wykorzystuje się także przy emisji obligacji Skarbu Państwa, o tyle ustawa o kredycie hipotecznym nie przewiduje dziś takiej możliwości.
Komisja wylicza również, że stopa banku centralnego jako element oprocentowania hipotek jest rozwiązaniem dopuszczalnym w wielu krajach UE, m.in. w Czechach, Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Takie rozwiązanie w Polsce może dodatkowo usprawnić przygotowanie tzw. planu awaryjnego na wypadek zaprzestania opracowywania stosowanego dotąd w umowie kredytu hipotecznego wskaźnika referencyjnego. Stopę referencyjną NBP można bowiem uznać za „trwały zamiennik”.
MF: ryzyko presji na decyzje RPP
Za to Ministerstwo Finansów patrzy na propozycję KNF szerzej i uważa, że zmiana może mieć jednak charakter systemowy i potencjalnie wpływać na politykę pieniężną. Resort zwrócił się o opinię do NBP, poprosił o stanowisko Europejski Bank Centralny i chce, aby temat został omówiony na forum Komitetu Stabilności Finansowej.
Skąd ten pewien niepokój? Polski rynek hipotek jest wciąż w ogromnej części oparty na zmiennym oprocentowaniu. Według MF gdyby stopa NBP szybko zyskała popularność, mogłaby stać się podstawą dużej części portfela kredytowego banków. W takiej sytuacji mogłoby dojść do coraz silniejszego bezpośredniego uzależnienia aktywów i pasywów banków od decyzji banku centralnego.
Jednocześnie mogłoby dojść do osłabienia stosowania i wiarygodności wskaźników referencyjnych, które są wykorzystywane także na rynku instrumentów pochodnych. Resort obawia się również zmniejszenia skłonności banków do udzielania kredytów ze stałą stopą.
Istnieje też inne ryzyko. Im więcej kredytobiorców będzie bezpośrednio odczuwać każdą decyzję Rady Polityki Pieniężnej, tym silniejsze mogą być ich oczekiwania wobec banku centralnego. MF wskazuje, że w dłuższej perspektywie mogłoby to prowadzić do oczekiwania ze strony gospodarstw domowych, iż NBP będzie kształtował politykę pieniężną także z uwzględnieniem ich sytuacji.
Banki popierają. Chodzi także o ryzyko prawne
Same banki popierają propozycję KNF. I nic w tym dziwnego, bo według sektora możliwość stosowania stopy referencyjnej banku centralnego ograniczyłaby ryzyko prawne. Chodzi tu m.in. o głośne próby podważania umów kredytów ze wskaźnikiem WIBOR. Na razie ryzyko to się nie materializuje, ale potencjalne zagrożenie jest ogromne.
– Patrząc z tego punktu widzenia, pomysł KNF może być zmianą systemową, która ma za zadanie wyeliminować obecne niskie ryzyko potencjalnie bardzo wysokich strat dla sektora – komentuje Bartosz Turek. – Może to dobry pomysł, ale jednocześnie warto zwrócić uwagę na argumenty wskazywane przez resort finansów, w tym o ewentualnej nieracjonalności polityki pieniężnej – dodaje ekspert.
Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, ocenia propozycję jako merytorycznie sensowną. Jego zdaniem stopa NBP jest punktem odniesienia dobrze znanym wszystkim uczestnikom rynku i mogłaby ułatwić płynne przejście z WIBOR-u do nowego systemu. Dodaje, że gdyby propozycja KNF weszła w życie, konieczne byłoby stworzenie nowych instrumentów zabezpieczających, a także utrzymanie przez NBP obecnych mechanizmów transakcji z bankami.
– Niemniej im dłużej o tym myślę, tym bardziej podoba mi się ten pomysł. Trzeba go jedynie skonstruować tak, żeby wilk był syty i owca cała – ocenia Sobolewski.