Budowa elektrowni gazowej w Ostrołęce w opinii publicznej traktowana jest jako symbol porażki. Kiedyś się to zmieni?
Chciałbym odczarować tę perspektywę. Elektrownia w Ostrołęce powinna być przykładem racjonalnych decyzji w obliczu zmieniającego się otoczenia. Jednostka węglowa pierwotnie miała kosztować ok. 5,05 mld zł netto. Elektrownia gazowa, na którą ostatecznie zdecydował się inwestor, będzie kosztować ok. 2,85 mld zł netto. Ten projekt to dobry przykład wspólnego rozwiązania sytuacji trudnej, ale nie bez wyjścia. Jeśli więc zderzymy koszt kontraktu na elektrownię węglową z kontraktem na elektrownię gazową, to nadal będzie to bardzo korzystne i dla systemu, i dla klienta. Co więcej, w przeszłości pojawiały się w przestrzeni publicznej głosy podważające zasadność powstania elektrowni w tym regionie. Z kolei dziś, w 2026 r., energia, jaką Ostrołęka zasili system jest niezwykle istotna z punktu widzenia Polskich Sieci Elektroenergetycznych, by utrzymać bezpieczeństwo dostaw energii w tej części kraju oraz do innych krajów bałtyckich.
Niemniej projekt Elektrownia Ostrołęka będzie miał kilka miesięcy opóźnienia...
Realizujemy ten projekt w nietypowych okolicznościach. Nieco zapomnieliśmy, że po drodze mieliśmy pandemię, wojnę na Ukrainie, zapaść na rynku dostaw. Mimo to projekt jest w 90 proc. ukończony. Przeszliśmy teraz z fazy budowlanej do fazy technologicznych rozruchów. Cały szereg prac jeszcze się toczy. Mamy już podane napięcie rezerwowe 110 kV, które na tym etapie pozwala startować z rozruchami. Gotowa jest już stacja uzdatniania wody, jesteśmy po czyszczeniu chemicznym bloku, prowadzimy testy sieciowe. Jesienią czekają nas finalne rozruchy oraz podanie napięcia na linii docelowej 400 kV. Pozwolę sobie przypomnieć, że na placu budowy zaangażowanych jest ok. 1000 osób, położono ok. 600 kilometrów kabli, dostarczono 5 tys. ton stali i wylano ponad 30 tys. m sześc. betonu. To pokazuje skalę tego projektu.
Jeśli jednak nie uda się w tym roku osiągnąć kamienia milowego, a więc finalnego rozruchu inwestycji, inwestor, a więc Energa będzie płacić kary. Mowa o ok.1,4 mln zł miesięcznie …
Rozpalenie turbiny i synchronizacja z siecią to część warunków niezbędnych do osiągnięcia kamienia milowego. Dokładamy wszelkich starań, by zrealizować prace zgodnie z planem, wedle którego elektrownia zasili polski system w 2027 r.
Kiedy możemy spodziewać się osiągnięcia kamienia milowego projektu?
Planujemy, aby stało się to pod koniec jesieni tego roku. W pierwszym kwartale 2027 r. chcemy zakończyć wszystkie prace, tak aby inwestor mógł ruszyć z komercyjną pracą bloku. Biorąc pod uwagę liczbę „czarnych łabędzi”, z jakimi się spotkaliśmy w czasie realizacji projektu, uważam, że wspólnie z klientem dobrze zarządziliśmy sytuacją. Umowę na budowę bloku węglowego podpisaliśmy w lipcu 2018 r., a w czasie pandemii klient zdecydował o zmianie technologii. W efekcie w czerwcu 2021 r. podpisaliśmy aneks na budowę bloku gazowego. Jednak na drodze stanęła nam nie tylko pandemia, ale również zerwane łańcuchy dostaw czy wojna, która wybuchła na Ukrainie. Dodam też – o czym mało się mówi – że kolejnym czynnikiem, mającym wpływ na nasze prace, był także tzw. „skandal wizowy” – pojawiły się opóźnienia z wydawaniem zezwoleń dla pracowników z zagranicy. Nie da się przejść obok tych wydarzeń, one musiały wpłynąć i wpłynęły na kalendarz naszych prac, ale wszystkie problemy rozwiązaliśmy.
Czy w ramach umowy między GE Vernova, a Energą przewidziano ew. kary dla wykonawcy w sytuacji, kiedy kamienia milowego nie uda się osiągnąć na czas i Energa będzie musiała płacić kary za niedotrzymanie kontraktu mocowego?
Nie komentujemy szczegółów naszych kontraktów, ale mogę zapewnić, że nasz kontrakt przewiduje konkretne rozwiązania. Odpowiadamy na oczekiwania naszych kontrahentów i jeśli pojawiają się sytuacje nadzwyczajne, o których mówiliśmy wcześniej, to one też będą miały odzwierciedlenie w porozumieniu.
GE Vernova zrealizowała także projekt budowy dwóch bloków gazowych Dolna Odra należących do PGE. Czy macie już pierwsze doświadczenia z pracy tych bloków, które mogą usprawnić kolejne inwestycje?
Te bloki były praktycznie pierwszymi instalacjami, które rozpoczęły boom na elektrownie gazowe w naszym kraju. Kontrakt na ich realizację podpisaliśmy w przeddzień pandemii – 30 stycznia 2020 r. – i wówczas wyzwania były nieco inne niż obecnie. Dzisiaj pracują one w rytmie, który wyznacza im wielkość produkcji energii z OZE, mimo że pierwotnie miały pracować w podstawie i dostarczać energię niemal non stop. Mimo to z nowym zadaniem radzą sobie bardzo dobrze. Inwestor wielokrotnie pokazuje prace tych bloków jako papierek lakmusowy polskiej energetyki. Cieszymy się, że ta inwestycja traktowana jest jako jej wizytówka. Wielokrotnie oba te bloki gazowe pozwoliły PSE na odbudowę rezerwy mocy do produkcji energii elektrycznej i pozwoliły nam wszystkim uniknąć ewentualnych problemów z dostawami energii. Są one bardzo intensywnie eksploatowane i chodzą niczym zamek błyskawiczny, mimo tak wymagającej pracy, dobrze się sprawdzają – podobnie jak nasze inne bloki gazowe, które zrealizowaliśmy we Włocławku i Stalowej Woli.
Na początku sierpnia PSE sięgnęły dwa razy po mechanizm przywołania rynku mocy, bo zabrakło rezerwy do produkcji energii elektrycznej. Jak Pan ocenia to zdarzenie?
Oczywiście, każdorazowe przywołanie rynku mocy może wydawać się niepokojące, ale właśnie po to ten mechanizm stworzono. To narzędzie jak każde inne, jak np. import energii, który pozwala na stabilną pracę systemu energetycznego. To naturalny mechanizm działania rynku.
Czy GE Vernova widzi przestrzeń, aby w Polsce budować kolejne bloki gazowe? Czy właściwie to, co już jest zakontraktowane na rynku mocy, to już wystarczy do stabilnej pracy systemu energetycznego po 2030 r.?
Jak patrzymy na strategię Polskich Sieci Elektroenergetycznych, a także plany ogłaszane przez polskie koncerny energetyczne, to nadal jest tam obecny duży komponent nowych projektów gazowych. Chciałbym jednak przypomnieć, że nowe projekty elektrowni gazowych mają szansę na realizację tylko wtedy, kiedy wprowadzony zostanie nowy mechanizm wsparcia w formie rynku mocy, ponieważ zapewnia on finansowanie i bankowalność. Poza planami wielkich spółek jest jeszcze ciepłownictwo z kilkoma-kilkunastoma mniejszymi projektami elektrociepłowni i ciepłowni gazowych. Obserwujemy, że inwestorzy coraz częściej rozważają nieco tańsze technologie OCGT (bloki gazowe w cyklu prostym, bez odzysku ciepła), aniżeli CCGT (bloki gazowo-parowe). Jesteśmy w stanie dostarczyć oba rozwiązania technologiczne. Dostrzegamy także rolę powstających wielkoskalowych magazynów energii, które będą nam stabilizować dostawy energii w krytycznych godzinach wczesnowieczornych, oddając nadwyżki wyprodukowane w ciągu dnia.
Ile trzeba czekać na dostawę turbin gazowych od GE Vernova?
Niewątpliwie kolejka klientów się wydłuża. Obecnie realizujemy w technologiach gazowych projekty o łącznej mocy turbin ok. 20 GW rocznie na całym świecie. Jeśli dziś pojawiłoby się nowe zamówienie, bylibyśmy w stanie je dostarczyć w 2030-2031 r., lecz moce produkcyjne są ograniczone. Spodziewamy się, że do końca tego roku nasz globalny portfel projektów gazowych wyniesie ok. 125 GW. Mamy zatem co robić także w polskich fabrykach we Wrocławiu i Elblągu.
Gdzie GE Vernova widzi swoje największe szanse w dostawie komponentów dla dużego atomu czy dla małego?
Nasze zakłady odegrają kluczową rolę w rozwijającym się łańcuchu wartości energetyki jądrowej. Mamy doświadczenie w dostarczaniu złożonego wyposażenia dla projektów energetycznych, w tym jądrowych, z polskich zakładów GE Vernova. Naszym priorytetem i strategią jest oferowanie technologii BWRX-300, a więc rozwiązań dla małego atomu.
Jednocześnie przyglądamy się postępom na budowie pierwszego SMR-a w Kanadzie. BWRX to nasza sprawdzona technologia z tym, że uproszczona, z możliwością modularyzacji i najwyższym standardem bezpieczeństwa – w czym zespoły GE Vernova mają już doświadczenie. W Warszawie rozwijamy zespół inżynierski odpowiedzialny za technologie gazowe i jądrowe.
W Polsce naszym partnerem jest Orlen Synthos Green Energy, który oferuje naszą technologię w oparciu o wyłączność, planując budowę od 24 do 26 bloków BWRX-300. Poza Włocławkiem i Stawami Monowskimi, a więc najbardziej zaawansowanymi lokalizacjami, są także Dąbrowa Górnicza, Stalowa Wola, Ostrołęka oraz Kraków (Nowa Huta), które mają decyzje zasadnicze. Intensywnie pracujemy nad dostosowaniem projektu do wymaganych w Polsce i Europie parametrów technicznych.
Czy trwające negocjacje między Orlenem a Synthosem dotyczące finalnego porozumienia wpływają na prace GE Vernova?
Pracujemy zgodnie z planem w tempie określonym w umowie i wiemy, że OSGE również intensywnie przygotowuje się do realizacji tych projektów.
A pojawienie się kolejnych partnerów przy projekcie SMR-ów może przyspieszyć inwestycje?
Jesteśmy pewni, że klient będzie gotowy tak szybko, jak to możliwe. Wierzymy, że wszystkie strony niebawem dojdą do porozumienia.
Co powstanie najpierw? Pierwszy SMR we Włocławku czy pierwszy blok dużej elektrowni jądrowej w Choczewie?
Uważamy, że atom w obu wymiarach jest bardzo potrzebny i będzie pełnić funkcję bazową w polskim miksie energetycznym. SMR-y staną się znakomitym komponentem systemu energetycznego w Polsce, zapewniając dostawy zeroemisyjnej, bezpiecznej energii również na potrzeby przemysłu i ciepłownictwa.
Biorąc pod uwagę kryteria local contentu, GE Vernova to w 75 proc. polska firma…
Nie mam wątpliwości – jesteśmy polską firmą. Jak popatrzymy na naszą obecność w kraju, chociażby na obecnie realizowany projekt dwóch bloków CCGT w Kozienicach, to kluczowe komponenty danego projektu elektrowni mogą powstać w Polsce – od zaprojektowania po produkcję komponentów i montaż. Produkty z polskich fabryk trafiają na place budowy na całym świecie. Wykorzystujemy też sytuację rynkową i zwiększamy nasze możliwości produkcyjne we Wrocławiu i Elblągu. Rośnie też nasze zaangażowanie w segment sieciowy – w Katowicach działa nasze centrum inżynieryjne. Realizujemy także dwa duże projekty przyłączenia morskich farm wiatrowych Baltic Power i Baltica 2 do krajowego systemu energetycznego.
Zalecenia, zespół dobrych praktyk, które przygotowało ministerstwo aktywów dla spółek z udziałem Skarbu Państwa to jest dobre narzędzie do tego, żeby ten local content zyskiwał na wartości?
To krok w dobrym kierunku, bo porządkuje pewien obszar. Od pewnych zaklęć przechodzimy do konkretów, którymi staramy się monitorować, sprawdzać, zachęcać inwestorów. Trzeba oczywiście zachować zdrowy rozsądek. Pan postawił pytanie, czy jesteśmy polską firmą – tak, spełniamy kryteria, ale nie ukrywamy, że jesteśmy częścią globalnej struktury, a nasza spółka matka ma siedzibę w USA. Daje nam to dostęp do unikalnego know-how oraz innych rynków. Nie powinno nas to jednak wykluczać z grona polskich firm, ponieważ jesteśmy w Polsce od lat 90. i niezmiennie umacniamy swoją pozycję, rozwijając łańcuch dostaw i inwestując w kompetencje.