OKI rozpala emocje. To produkt dla każdego czy tylko dla wybranych?

Moim zdaniem dla każdego, kto ma oszczędności i w jakiś sposób je inwestuje. Nawet jeśli ktoś trzyma pieniądze wyłącznie na lokacie, na OKI może uzyskać korzyść podatkową, bo rachunek będzie wyłączony z podatku Belki – oczywiście do określonych limitów i dla określonych instrumentów. Przy OKI na wiele pytań odpowiedź brzmi jednak: „to zależy”. Niuansów jest sporo.

Reklama
Reklama

O czym trzeba pamiętać?

Najprościej podzielić instrumenty na trzy grupy, jak światła drogowe. Zielona daje pełne zwolnienie z podatku Belki do 100 tys. zł. To przede wszystkim akcje z rynku polskiego, obligacje denominowane w złotych i notowane na giełdzie oraz fundusze inwestujące co najmniej 70 proc. w kwalifikowane aktywa. Żółta grupa to obligacje detaliczne i lokaty, dla których obowiązuje sublimit 25 tys. zł. Nie dodajemy 25 tys. i 100 tys. Jeśli mamy 25 tys. zł w obligacjach detalicznych, na akcje zostaje 75 tys. zł zwolnienia. Czerwona grupa to np. akcje zagraniczne i ETF-y na rynki zagraniczne. Będzie można je mieć na OKI, ale nie dadzą zwolnienia – od ich wartości zapłacimy tzw. podatek OKI.

Ten podatek do najłatwiejszych też nie należy...

To prawda. Jest to podatek od średniej wartości aktywów na rachunku, a nie od zysku. Żartobliwie mówię, że to zakład z ministrem finansów: zakładamy się, że osiągniemy stopę zwrotu wyższą od stopy referencyjnej NBP. Przy stawce 4,5 proc. podatek OKI wyniesie w uproszczeniu 0,85 proc. od aktywów ponad limit. Jeśli zarobimy więcej niż 4,5 proc., może to być korzystniejsze niż zwykły podatek Belki. Jeśli stracimy, podatek od aktywów i tak zapłacimy. Dlatego powyżej 100 tys. zł trzeba po prostu zacząć liczyć, co się bardziej opłaca. W przypadku OKI ważny jest też horyzont. OKI nie musi być najlepsze na bardzo długi termin, jeśli płacimy podatek od aktywów. Co roku lekko przycinamy wtedy „kulę śnieżną”, czyli kapitał pracujący dzięki procentowi składanemu. W długim okresie może się okazać, że lepszy był zwykły rachunek i podatek Belki zapłacony dopiero na końcu. Dotyczy to zwłaszcza aktywów ponad limit oraz zagranicznych akcji i ETF-ów. Nie ma też limitów wpłat i wypłat. Można wpłacić milion czy dziesięć milionów i wszystko wypłacić następnego dnia. Nie ma też warunku trzymania środków do określonego wieku, jak przy IKE czy IKZE. Przy lokacie albo obligacjach detalicznych do 25 tys. zł korzyść jest prosta: brak podatku Belki. Dla aktywnych inwestorów w polskie akcje OKI może być wręcz idealne.

Wspomniałeś o IKE i IKZE. OKI będą dla nich konkurencją?

IKE nadal jest bardzo konkurencyjne. Aby skorzystać ze zwolnienia z podatku Belki, trzeba dotrzymać warunków wieku, ale nie ma tam takiego podziału instrumentów jak w OKI, a limity wpłat odnawiają się co roku. Przez lata można więc zgromadzić duży kapitał. Sądzę jednak, że osoby, które nie wykorzystują wszystkich limitów IKE, IKZE i OKI, w pierwszej kolejności mogą wybierać OKI. Część kapitału przepłynie więc z innych rachunków, co utrudni ocenę programu. Warto też pamiętać, że podatek od wartości aktywów nie jest zupełną nowością – przy IKZE na końcu płacimy 10 proc. od wypłacanej kwoty. Jest jeszcze jeden aspekt, na który chciałbym zwrócić szczególną uwagę: OKI to tylko narzędzie i nie powinniśmy do niego dopasowywać strategii inwestycyjnej. Najgorsze, co można zrobić, to zmienić strategię pod preferencję podatkową. Jeśli ktoś wybierze polski rynek tylko dlatego, że OKI daje tam większe zwolnienie, może zaoszczędzić na podatku, ale stracić na strategii. Z otwartością do OKI, ale ostrożnie.

Masz wolną gotówkę. Co zasilasz najpierw: OKI, IKE czy IKZE?

To zależy od strategii. Jeśli inwestuję w polskie akcje, zasilam OKI. Jeśli kupuję obligacje detaliczne, do 25 tys. zł też wybrałbym OKI. Sam mam w portfelu obligacje detaliczne, polskie akcje i zagraniczne ETF-y, więc najpewniej 25 tys. zł przeznaczyłbym na obligacje detaliczne w OKI, 75 tys. zł na akcje z rynku polskiego, a zagraniczne ETF-y kupowałbym na IKE. Oczywiśćie nie jest to porada inwestycyjna ani podatkowa. Każdy musi sam podejmować decyzje.

Czy OKI zaostrzy konkurencję między biurami maklerskimi?

Myślę, że tak, choć biurom nie będzie łatwo. Produkt będą promować także banki, grupy bankowe i fundusze. Fundusze dłużne mogą wejść do wyższego limitu, a Polaków łatwiej przekonać do nich niż do akcji. Możemy więc zobaczyć dużą konkurencję i pakiety, np. lokatę z funduszem. Jeśli w ramach „parasolowego” OKI znajdzie się też oferta biura maklerskiego, będzie to dla brokerów szansa na dotarcie do nowych klientów.

Czy OKI ma sens dla osób odkładających małe kwoty, czy najbardziej skorzystają zamożni?

Największą korzyść w sensie uniknięcia podatku mają osoby z mniejszymi portfelami, bo do limitów po prostu nie zapłacą podatku Belki. Przy małych zyskach oszczędność nominalnie będzie mała. Zamożni mogą ugrać więcej kwotowo, ale dla nich wszystko staje się bardziej skomplikowane, bo wchodzą ponad limity. Nie zgadzam się z hasłem, że OKI jest tylko dla bogatych. Z badań, które widziałem, wynika, że 85 proc. Polaków ma oszczędności do 100 tys. zł. To właśnie dla nich jest ta oferta.

Komu więc OKI opłaca się najbardziej, a komu najmniej?

Najbardziej osobom, które inwestują do limitów i w instrumenty objęte zwolnieniem z podatku Belki. Trudno wskazać grupę, dla której OKI nie ma żadnego sensu. Wyjątkiem są choćby inwestorzy korzystający z instrumentów pochodnych, bo ich na OKI nie będzie. Poza tym niemal każdy może znaleźć tam coś dla siebie.