Trudno oceniać przebieg dzisiejszej sesji ze względu na jej wyjątkowość.
Fakt wygasania marcowych serii instrumentów pochodnych sprawił, że trzeba
było być przygotowanym na różne dziwactwa. Owszem, w trakcie dnia pojawiło
się kilka informacji, które potencjalnie mogły wpłynąć na poziom notowań,
ale to właśnie wygasanie serii było wydarzeniem dominującym. Dobitnie o
tym świadczy zachowanie rynku. Tuż po rozpoczęciu ostatniej godziny
notowań, wg której później wyznaczało się poziom rozliczenia kontraktów,
ceny dynamicznie skoczyły w górę. Na kasowym pojawiły się kosze zleceń
kupna. Terminowy nie mógł zrobić innego, jak podążyć za rosnącym rynkiem
kasowym.
Na przebieg tej końcówki nie miały wpływu żadne dane makroekonomiczne,
jakie pojawiły się w trakcie dnia. W trakcie ostatniej godziny nie liczyło
się nic poza faktem wygasania marcowych serii kontraktów i opcji. Skoro
tak, to jak można wiarygodnie ocenić tą sesję, gdy jej pozytywny wydźwięk
bierze się wyłącznie z wydarzenia o charakterze czysto technicznym? Czy te
końcowe zakupy mają być sygnałem, że popyt ponownie silnie przeważa na
rynku? Trudno się z taką oceną zgodzić. Zresztą kontrakty właśnie tak do
tego podchodzą. Seria czerwcowa w trakcie tej końcowej zwyżki wprawdzie
zyskiwała na wartości, ale powoli oddalała się od poziomu indeksu
rozciągając bazę do ponad -30 pkt.
W normalnych warunkach taka rezerwa w stosunku do wzrostu indeksu można by
wziąć za dobrą monetę i oczekiwać dalszej zwyżki cen. Tym razem taki
wniosek nie musi być wcale poprawny. Tym razem nie mamy normalnych
warunków. W związku z tym, pozostaje nam odnotować fakt wzrostu cen, ale
nie jest on na razie podstawą do optymistycznych prognoz. Czysto
technicznie, rynek odbił się od poziomu wsparcia pozostawiając za sobą
wyspę. To dobry znak. Teraz przyjdzie czas na jego weryfikację. Ta zwyżka
zaprowadziła nas do poziomu lokalnego szczytu z końca ubiegłego tygodnia.
Skoro popyt jest tak silny, to powinien sobie z tą barierą poradzić.
Przekonamy się o tym w przyszłym tygodniu. KJ