Treść porozumienia, które ma obowiązywać przez 60 dni, nie została ujawniona przez żadną ze stron. Widać więc, że wiele spraw pozostaje jeszcze do ustalenia. Na razie z pewnością wiadomo to, że Irańczycy dali amerykańskiemu prezydentowi niezwykły prezent. Bardzo chciał tego porozumienia na swoje 80. urodziny i je ma. Rzeczywiście Cieśnina Ormuz ma zostać ponownie otwarta przez Iran, zniesiona zostanie też blokada przez amerykańską marynarkę irańskich portów. Podpisanie dokumentów potwierdzających 60-dniowego zawieszenia wszelkich działań wojennych zaplanowano na 19 czerwca w Szwajcarii.
Nie wszystko jest jeszcze gotowe
Pozostało jeszcze jednak kilka bardzo ważnych punktów do wyjaśnienia i wynegocjowania, w tym irański program jądrowy, zniesienie sankcji na Iran oraz przyszłość zmrożonych irańskich pieniędzy na kontach w amerykańskich bankach. Do tego dochodzi jeszcze przyszłość Libanu atakowanego przez Izrael, bardzo niezależny w tym konflikcie.
A Teheran i Waszyngton przedstawiają najbliższą przyszłość w dość rozbieżny sposób. Irańczycy są dalecy od optymizmu. Zresztą sam Donald Trump nie ukrywa, że zamierza używać nacisków w postaci powrotu do działań wojennych, w tym bombardowań, gdyby Iran np. nie zgodził się na rezygnację z wyprodukowania broni atomowej.
Co wiadomo na dzisiaj
„To Wielkie Porozumienie przyniesie pokój i bezpieczeństwo całemu regionowi” – zapewnia prezydent USA. Czy tak się rzeczywiście stanie i na jak długo, okaże się w najbliższych miesiącach.
Na razie wiadomo, że Cieśnina Ormuz zostanie rzeczywiście otwarta, ale dopiero 19 czerwca, ponieważ niezbędny jest czas na jej rozminowanie, a dokumenty muszą być podpisane przez obie strony.
Na możliwość skorzystania z tej drogi transportowej czeka ponad 600 jednostek zablokowanych w Zatoce Perskiej.
Przed blokadą przepływała tamtędy jedna piąta światowej produkcji ropy, czyli ponad 100 mln baryłek oraz paliwa lotniczego i diesla – podała firma analityczna Kpler.
Podpisanie porozumienia oznacza, że Cieśnina Ormuz zostanie otwarta po 111 dniach blokady tego szlaku. I mimo entuzjastycznego zawołania Donalda Trumpa „Niech popłynie ropa”, analitycy i dealerzy są bardzo sceptyczni. Czekają na to, co w porozumieniu zostanie zapisane „drobnym drukiem”. Wskazują, że kłopoty przeżywa teraz morska branża transportowa, która musi przygotować się do wznowienia tranzytu Ormuzem. Nie mówiąc o tym, że i pola naftowe muszą ponownie ruszyć z wydobyciem. A część infrastruktury została zniszczona.
To nie Donald Trump podał długo oczekiwaną informację o zatrzymaniu działań wojennych w krajach Zatoki. Ogłoszenie chwilowego pokoju pochodziło od pakistańskiego premiera Szehbaza Szarifa, dopiero po nim odezwał się prezydent USA i irańskie media.
Przy tym Irańczycy przedstawili porozumienie jako kapitulację Amerykanów. „Iran oficjalnie zmusił amerykańsko-izraelskiego wroga do zakończenia wojny na wszystkich frontach” – podała irańska telewizja. Treść porozumienia zostanie podana publicznie dopiero po jego podpisaniu.
Ceny ropy spadają
Dla rynków jednak obojętne, która strona poniosła porażkę. Ważne jest, że jest wynegocjowane porozumienie i ceny ropy, kluczowego surowca w tym konflikcie. Ceny surowca gatunku Brent zareagowały natychmiastowym spadkiem, ponieważ rynek szybko zaczął redukować premię za ryzyko geopolityczne, która wcześniej podbijała ceny. Analitycy cytowani przez Reutersa wskazują jednocześnie, że dla powrotu rynku do wcześniejszych oczekiwań nadpodaży wystarczyłoby przywrócenie przepływu przez cieśninę Ormuz do około 60-70 proc. poziomu sprzed wojny. Zdaniem ekspertów, mimo końca konfliktu skutki zniszczeń infrastruktury i podwyższonych przez ponad trzy miesiące kosztów energii nie znikną od razu.
W każdym razie od poniedziałkowego poranka notowania ropy Brent spadły o 4,08 dol., czyli 4,7 proc., do 83,25 dol. za baryłkę. Amerykańska ropa WTI potaniała o 4,35 dol., czyli 5,1 proc., do 80,53 dol. To najtaniej od 10 marca 2026 r.
Jak rozwinie się dalej sytuacja? Ceny ropy z pewnością na jakiś czas utrzymają się znacznie poniżej psychologicznej granicy 90 dol. za baryłkę. Rynek chociaż trochę się uspokoi. W każdym razie do czasu, kiedy zostaną podane szczegóły porozumienia, zwłaszcza to, ile jeszcze Irańczycy będą chcieli ugrać, zdając sobie sprawę, że wojna w Zatoce jest bardzo niepopularna w samych Stanach Zjednoczonych.
Iran sugeruje również, że wspólnie z Omanem zamierza choć w części kontrolować ruch w cieśninie Ormuz. A w ciągu tych 60 dni obowiązywania obecnego porozumienia będzie się domagał się zdjęcia wszystkich sankcji. Taki wpis musi zostać zatwierdzony przez Kongres USA, ponieważ właśnie ta instytucja zatwierdziła ich wprowadzenie. Kraje europejskie, w tym Niemcy, Szwajcaria, Francja, Włochy, Wielka Brytania, które przyłączyły się do antyirańskich sankcji w ostatnią niedzielę, poinformowały, że zniosą je w momencie podpisania dokumentów.
Niejasne jest, jakie zachęty finansowe otrzyma Iran
Anonimowe oficjalne źródło amerykańskie podało w ostatni piątek mediom, że Iran otrzyma zwolnienie z kolejnego pakietu sankcji wówczas, gdy spełni warunki postawione przez USA. Nie jest również wykluczone, że Irańczycy dodatkowo dążą do uzyskania wsparcia finansowego Amerykanów w odbudowie zniszczeń wojennych, i to nie tylko w samym Teheranie, ale też na terenie całego kraju.
Pozostaje jeszcze głęboka nieufność po obu stronach i gotowość tak USA jak i Iranu do osiągnięcia rzeczywiście trwałego pokoju. No i wreszcie kolejna niewiadoma: postawa Izraela. Premier tego kraju Benjamin Netanjahu może choćby w najbliższy piątek, tuż przed podpisaniem formalnego porozumienia wydać rozkaz zaatakowania Libanu.
– Nadal musimy zrozumieć, co to porozumienie w rzeczywistości oznacza, zanim naprawdę zaczniemy się cieszyć. Nawet jeśli rzeczywiście cieśnina zostanie otwarta w najbliższy piątek, to tam nadal mogą być jeszcze miny, a firmy ubezpieczeniowe nadal będą pobierać wysokie stawki – mówił Bloombergowi Chris Weston, szef działu prognoz i badań w firmie analitycznej Pepperstone Group Ltd.