W weekend pojawiły się sprzeczne sygnały o ewentualnym postępie rozmów pokojowych ze Stanów Zjednoczonych i Iranu. Z USA płyną sygnały, że rozmowy trwają w ograniczonym zakresie, a według Iranu - żadne rozmowy nie są prowadzone. Jeszcze w ubiegłym tygodniu sekretarz skarbu Scott Bessent przewidywał, że porozumienie zapewniające swobodną żeglugę przez cieśninę Ormuz zostanie osiągnięte już następnego dnia, a Trump i Marco Rubio sugerowali, że umowa jest bliska. Nic takiego się nie wydarza. Jak pan rozumie tę sytuację?
Od połowy lipca zmieniło się tyle, że znowu zaczęto czekać na porozumienie USA z Iranem, które dla mnie jest już czekaniem na Godota. CNN wiele tygodni temu naliczył Trumpowi 37 zapewnień, że za chwilę będzie zawarte. Chyba już nikt nie wierzy w te słowa, oprócz rynku ropy, która wtedy tanieje, jej cena potrafi spaść w dwa dni nawet o 12 proc., bo za chwilę będzie porozumienie. Na ten bałagan zwraca uwagę także Reuters, który dziś pisze o bagnie w Zatoce Perskiej. W tle jest drugie porozumienie, Iran prowadzi rozmowy z Omanem na temat sposobu przepływu przez Cieśninę Ormuz, szlak północny jest irański, drugi szlak omański, Iran ma kontrolować wpływające tankowce, a Oman, te, które wypływają. I to rzeczywiście chyba jest blisko podpisania, tyle że ta umowa niczego nie rozwiązuje, bo jednocześnie Iran mówi, że nie prowadzi rozmów ze Stanami Zjednoczonymi bezpośrednio. Wymiana informacji zachodzi przez pośredników. Widać wyraźnie u Trumpa, że stracił zainteresowanie tym konfliktem, już nawet nie było w czasie weekendu tych zwyczajowych gróźb, że zrówna Iran z ziemią, jeżeli nie będzie za chwilę porozumienia i nie będzie wolnego przepływu przez Ormuz.
Czytaj więcej
Na rynkach finansowych obserwujemy wyraźną ulgę. Dolar oddaje część swoich ostatnich wzrostów, a złoto notuje najwyższe poziomy od połowy czerwca....
Czy przecieki o tym, że USA kończy się amunicja, mogą skłaniać Trumpa do łagodniejszego podejścia do konfliktu?
Ta sprawa wypłynęła niedawno, jedne głosy mówią o tym, że Stany Zjednoczone wystrzelały się ze swoich pocisków, szczególnie z rakiet dalekiego zasięgu. Inni mówili, że nie mają już celów, do których mogliby strzelać, to akurat wydaje mi się mało prawdopodobne. To doprowadziło do wściekłości Trumpa. Trwają poszukiwania przecieków. I być może to jest główny powód, dla którego prezydent postanowił odpuścić Iranowi. Nikt się specjalnie nie śpieszy, ale bombardowań na razie nie ma. Te dwa porozumienia – Iran–Stany Zjednoczone i Iran–Oman – trzeba rozróżniać. Iran postawił USA takie warunki, których Stany spełnić po prostu nie będą mogły, bo miałyby odblokować porty irańskie i zapłacić odszkodowanie za zniszczenia. Iran twierdzi też, że będzie absolutnie regulował ten przepływ przez Cieśninę Ormuz, a jeśli ktoś się nie podporządkuje, to ma płacić 20 proc. wartości cargo. Te żądania Iranu są w dużej części nie do spełnienia przez Stany Zjednoczone. A żeby jeszcze bardziej sytuację utrudnić, za tydzień mija zakończenie tego Memorandum of Understanding, wstępnej umowy, która dawała czas na wypracowanie trwalszego porozumienia.
Czy spodziewał się pan, że te 60 dni wystarczy na wypracowanie jakiegoś porozumienia?
Widziałem, że świat się tego spodziewał, bo po podpisaniu tego porozumienia cena ropy była nawet 10 dolarów niższa niż obecnie, sięgnęła 68 dolarów , dzisiaj 78. Ja spodziewałem się, że po drodze będą utrudnienia, ale że po tygodniu się już praktycznie załamie, tego się nie spodziewałem. I skoro za tydzień to porozumienie się kończy, to albo trzeba będzie wznowić ataki izraelsko-amerykańskie , albo przedłużyć porozumienie o następne 30 czy 60 dni. Myślę, że Stany Zjednoczone i Iran je przedłużą, ale to nie rozwiązuje sytuacji. Nie wykluczam, że prezydent Trump bardzo chce zakończyć tę wojnę przed wyborami z oczywistych powodów: mniejszość Amerykanów popiera tę wojnę, a ceny paliw wzrosły w USA o jedną trzecią, co dla Amerykanów jest po prostu straszne – i może to się stać powodem jeszcze większej katastrofy przy wyborach w listopadzie.
Jeśli się tak przyjrzeć Cieśninie Ormuz, to aż dziwne, że Iran z Omanem nie porozumiały się do tej pory na temat kontrolowania przepływu. To są nisko wiszące owoce, po które do tej pory się nie schylili. Ale czy jeśli te dwa kraje się porozumieją, to czy to nie oznacza wyższych cen paliw dla reszty świata?
Teoretycznie problem jest taki, że międzynarodowe regulacje mówią, że przepływ przez Ormuz powinien być za darmo. Tak jak przepływ przez podobne cieśniny, kanały. Jednak w ostatnim czasie zaczęły się sygnały o możliwości przymknięcia cieśniny Bab al-Mandab, prowadzącej do Morza Czerwonego. Po polsku nazwa brzmi Brama Łez – i rzeczywiście mogło to się skończyć dużym płaczem na całym świecie, bo jemeńscy Huti powiedzieli, że saudyjskich tankowców nie będą przepuszczali, więc eksport ropy przez Arabię Saudyjską koło 3 mln baryłek dziennie mocno na tym ucierpi. W grze są już więc dwie ważne cieśniny w regionie. Jeżeli chodzi o państwa Zatoki produkujące ropę, to też gmatwa tę sytuację w sposób niezwykły, bo mamy Hutich, którzy są sprzymierzeńcami Iranu, mamy Bramę Łez, cieśninę Ormuz i robi się to wszystko bardzo trudne. Dlatego myślę, że najlepsze byłoby dla całego świata, gdyby to ugrzęzło w rozmowach i nie powodowało wzrostu ceny ropy.
Jemen zacieśnia współpracę wojskową z Iranem, bojownicy Huti zaatakowali saudyjską rafinerię firmy Aramco na Morzu Czerwonym. Arabia Saudyjska zawarła porozumienie z Turcją, Reuters, New York Times i inne światowe media wskazują na narastające napięcie w tamtym rejonie świata, że ta destabilizacja może potrwać dłużej niż aktualny konflikt z Iranem.
Tak, przed pierwszą wojną światową mówiło się o bałkańskim kotle, a w tej chwili temperatura na Bliskim Wschodzie jest bliska wrzenia i bardzo różne rzeczy mogą się dziać. To porozumienie nazywane bliskowschodnim NATO, czyli Turcja, Arabia Saudyjska, Pakistan, wygląda interesująco i niektórzy twierdzą, że to może wyhamować zapędy wobec kontroli Bramy Łez. To jest rzeczywiście odpowiednik bałkańskiego kotła w wydaniu bliskowschodnim.
Media zaczynają dostrzegać brak aktualnego przywódcy Iranu, Modżtaba Chameneiego. Od zamachu na jego ojca, nikt go nie widział i nawet prezydent Iranu po krótkim spotkaniu z nim w samochodzie zgłaszał według Reutersa wątpliwości, z kim on w ogóle rozmawiał. Czy to jest możliwe, że władze Iranu grają na czas, żeby wypracować jakieś nowe rozwiązanie?
Faktycznie pojawiają się głosy, że Modżtaba Chamenei może przebywać w stanie terminalnym, nie wiem, jaka jest prawda, nikt tego nie wie. Oczywiste jest, że nawet jego śmierć nie spowoduje, że Iran się podda i podpisze umowę ze Stanami Zjednoczonymi. Po prostu wybiorą następnego lidera. Być może Chamenei jest tak poraniony, że nie mógłby wystąpić przed kamerą, ale żyje, więc nie można go zastąpić, czyli jest próżnia na tronie. Ale to daje jeszcze większą władzę Korpusowi Strażników Rewolucji, którzy mogą mieć nawet dwie trzecie gospodarki. I teraz oni mogą się bać, że kolejne wybory mogłyby doprowadzić do utraty władzy lub majątków, a drugi punkt widzenia jest taki, że władza cywilna boi się, że Irak i wojsko ogłoszą dyktaturę wojskową i wsadzą swojego lidera religijnego. Nie wykluczam tego, nawet przypuszczam, że duża część Iranu odetchnęłaby z pewnego rodzaju ulgą, gdyby tam zapanowała dyktatura wojskowa zamiast religijnej.
Czytaj więcej
Firma Signum Global Advisors stworzyła, opartą na wskaźnikach rynkowych, formułę pozwalającą przewidzieć, kiedy Trump będzie wycofywał się z konfro...
Czy jeśli Republikanie przegrają wybory do Kongresu, to układ polityczny może się zmienić na tyle, że Trump będzie zmuszony zakończyć tę wojnę?
Odpowiedź na to pytanie jest trudna, wydaje się, że Republikanie utracą Izbę prawie na pewno, bo cała Izba jest wybierana na nowo. Za to w Senacie może to wyglądać zupełnie inaczej, bo bo w tych połówkowych wyborach wybierana jest tylko 1/3 Senatu, a obecnie jest chyba 52 do 48 dla Republikanów. Czy oni utracą władzę? Stawiam tu olbrzymi znak zapytania. Więc gdyby ta władza była podzielona i Izba Reprezentantów byłaby antytrumpowa, a Senat protrumpowy, to bałagan byłby jeszcze większy, ale prezydentowi Trumpowi trudno byłoby przeprowadzić jakąkolwiek swoją agendę bez zgody Demokratów . A Donald Trump, prowadząc dalej tę rozgrywkę z Iranem, utrudnia swoim kolegom z Partii Republikańskiej zadanie przed wyborami.
Od wybuchu wojny indeks S&P500 wzrósł do 7760 punktów. Jak inwestorzy reagują na wojnę?
Wpływ mogły mieć kolejne zapewnienia Trumpa, że za chwilę będą porozumienia, bo na to rynki zawsze dobrze reagowały, ale to uproszczenie, bo po drodze był też sezon raportów kwartalnych w Stanach Zjednoczonych, które absolutnie nie były jednoznaczne, ale zmieniła się narracja o spółkach technologicznych. Na początku roku wydawało się, że te potężne wydatki spółek czołowej siódemki na inwestycje w dziedzinie AI i data center są za duże, że oni nigdy na tym nie zarobią, ja nadal uważam, że tak będzie. To doprowadziło do potężnych przecen sektora półprzewodników. Po czym Microsoft i Amazon pokazały swoje wyniki, w których przychody wzrosły mocniej niż oczekiwano i to doprowadziło do zmiany narracji i wszystko ruszyło do góry. Cała wspaniała siódemka zaczęła drożeć. Dlatego to czekanie na Godota, na porozumienie z Iranem plus zmiana narracji na rynkach doprowadziła do tego, że S&P 500 jest wyżej o 20 proc. od tego, co widzieliśmy na początku wojny.