Na światowych rynkach inwestorzy nadal wyprzedają akcje spółek półprzewodnikowych, przez co koreański KOSPI zaliczył kolejną głęboką przecenę. Od spadków technologicznego Nasdaqa rozpoczęła się także poniedziałkowa sesja w USA, ale na GPW panował zupełny spokój po tym, jak w piątek indeksy wzbiły się na rekordy hossy.

KOSPI w bessie

Zawieszenie broni między USA i Iranem pewnie i tak trwało już dłużej niż początkowo zakładali eksperci, zwłaszcza że każda ze stron stawia warunki nie do zaakceptowania przez drugą. Donald Trump już w połowie poprzedniego tygodnia podczas szczytu NATO stwierdził, że porozumienie z Iranem już nie obowiązuje i zagroził „mocnym atakiem” jeszcze tej samej nocy. 

Z tej perspektywy rynek dość długo wahał się, czy dać wiarę Trumpowi, który sam w ciągu kilku godzin złagodził przekaz. W weekend doszło jednak już do poważnych starć. Amerykańskie Dowództwo Centralne przeprowadziło już czwartą w ciągu ostatnich dni falę uderzeń na cele wojskowe w Iranie, w tym systemy obrony przeciwlotniczej i radary. Z kolei Iran odpowiedział wystrzeleniem dronów i rakiet w kierunku baz i pozycji USA oraz ich bliskowschodnich sojuszników, m.in. w Jordanii, Bahrajnie i Kuwejcie, gdzie stacjonują amerykańskie baterie przeciwlotnicze. Znów bezpośrednim celem ataku staje się infrastruktura naftowa – irański dron uszkodził morską platformę wiertniczą należącą do Kuwait Oil Co.

Czytaj więcej

Zarządzający w lipcu wracają do akcji ze światowych rynków

– Amerykańskie wojsko zintensyfikowało ataki na Iran po tym, jak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ponownie wystrzelił pocisk w kierunku kontenerowca przepływającego przez cieśninę Ormuz. W odpowiedzi na nasilenie amerykańskich ataków IRGC ogłosiło zamknięcie cieśniny – relacjonuje Patryk Pyka z DI Xelion. – Jednak prezydent Donald Trump w niedzielę zakwestionował te twierdzenia, przekonując, że kluczowy szlak wodny pozostaje otwarty dla ruchu komercyjnego – zauważa. Według doniesień Axios w ciągu ostatniej doby, przy koordynacji z wojskiem USA, cieśninę zdołało przekroczyć około 20 statków.

Notowania kontraktów na ropę Brent skoczyły w poniedziałek nawet do 79,8 dolarów za baryłkę, aczkolwiek po południu kurs był o 1 dolara niżej.

- Władze Iranu ogłosiły zamknięcie cieśniny Ormuz „do odwołania”, choć amerykańskie dowództwo wojskowe zakwestionowało tę informację. Dla rynku ważniejsze od samej deklaracji pozostają jednak faktyczne warunki żeglugi. W poniedziałek ruch statków przez cieśninę niemal zamarł, mimo że południowa trasa koordynowana przez Oman pozostawała dostępna – podkreśla Krzysztof Kamiński z Oanda TMS. Jak zauważa, obawy dotyczące dostępności surowców przełożyły się również na europejski rynek gazu. Ceny wzrosły nawet o 3,2 proc., po zwyżce o niemal 8 proc. w poprzednim tygodniu. – Międzynarodowa Agencja Energii ostrzegła, że przedłużający się konflikt może utrudnić odbudowę globalnych zapasów surowców energetycznych. Jednocześnie dalsza eskalacja zmniejsza szanse na szybkie wznowienie rozmów między Waszyngtonem a Teheranem, choć obie strony nadal deklarują gotowość do negocjacji po spełnieniu określonych warunków – podkreśla Kamiński.

Kolejna eskalacja konfliktu psuje nastroje na rynkach, aczkolwiek inwestorzy zdają się już coraz mniej przejmować sytuacją Bliskiego Wschodu. Dużej wyprzedaży nie uniknął jednak najmocniej rozgrzany w tym roku rynek, czyli Korea. Seulski KOSPI zamknął się ze stratą 8,6 proc. i wrócił do poziomu z początku maja. W kilka tygodni indeks stracił jednak już ponad 20 proc. od szczytu, co w praktyce oznacza już wejście w rynek niedźwiedzia. 

Czytaj więcej

Polska i inne rynki wschodzące nadal będą silne. Spadki rentowności obligacji korzystne dla złota

KOSPI co prawda wciąż zachowuje umocnienie o 62 proc. od początku roku, ale w najlepszym dotąd punkcie roku notował grubo ponad 100 proc. wzrostu. W słabszej formie rozpoczął tydzień także japoński Nikkei 225, który stracił na zamknięciu 1,9 proc. Ale i on od początku roku pozostaje silny, notując zwyżkę o 33,6 proc. Część azjatyckich rynków zyskała, natomiast głównie te, które są na minusie po ponad sześciu miesiącach tego roku. Mowa przede wszystkim o giełdzie w Dżakarcie. Tamtejszy JCI pomimo umocnienia o 1,9 proc. w poniedziałek liczy 30,2 proc. straty od początku roku. Nieco lepiej zachowała się też giełda chińska. 

Sesja w Europie także rozpoczęła się od spadków, ale popyt dość szybko się pozbierał. Po południu jednym z najsilniejszych rynków były Niemcy, gdzie DAX rósł o 0,16 proc. Paryski CAC40 zyskiwał natomiast 0,18 proc. Relatywnie silna pozostaje giełda krajowa. WIG20 zaczął dzień od przeceny o 0,4 proc., ale kolor czerwony dość szybko zamienił na zielony, choć przewaga popytu nie była znacząca. Wśród dużych spółek na otwarciu tygodnia największe zainteresowanie budził sektor surowców, z Orlenem na czele. Zyskiwały także PGE, Tauron i większość banków. Na dole tabeli znaleźć można było natomiast KGHM, co można tłumaczyć słabszym zachowaniem metali. 

Przypomnijmy, że w piątek WIG20 Total Return wzbił się na rekord wszech czasów, podobnie jak mWIG40 TR. To oczywiście dało impuls do rekordu także WIG-owi. Poniedziałkowe zwyżki, choć skromne, wyznaczały nowe rekordy.

Tydzień z danymi

Amerykańskie spółki technologiczne zanotowały bardzo słaby start tygodnia. W pierwszej godzinie handlu Nasdaq 100 tracił nawet aż 1,5 proc., aczkolwiek po całkiem niezłym poprzednim tygodniu indeks ten wciąż jest dość wysoko, utrzymując wzrost o 16,3 proc. od początku roku. Co ciekawe, na Wall Street w tym roku lepiej zaczynają wyglądać już średnie i małe spółki. 

Ten tydzień może przynieść sporo zmienności nie tylko za sprawą Bliskiego Wschodu, ale też rozkręcającego się na dobre sezonu wyników spółek w USA, szeregu danych z tamtejszej gospodarki, a także wystąpień przewodniczącego Fedu, Kevina Warsha. – Informacje te mogą istotnie zmienić oczekiwania dotyczące przyszłego poziomu stóp procentowych i kierunku notowań akcji oraz obligacji. Największym zagrożeniem dla rynków pozostaje obecnie nie samo formalne ogłoszenie zamknięcia cieśniny Ormuz, lecz rzeczywiste ograniczenie transportu i możliwość kolejnych ataków na infrastrukturę energetyczną. Utrzymanie takiego scenariusza oznaczałoby dalszą presję na wzrost cen ropy i gazu, większą zmienność na giełdach oraz ponowne nasilenie obaw inflacyjnych – twierdzi Kamiński.