Czy w pana relacjach biznesowych z Ukrainą widać echa kryzysu?
Na co dzień mam relacje z ukraińską stroną, mój zespół i moi partnerzy to głównie Ukraińcy. Codziennie rozmawiamy, ten temat przewija się w rozmowach, ale bardziej z jakimś zdziwieniem i niezrozumieniem, dlaczego tak próbujemy niszczyć relacje. Natomiast absolutnie nie, w moim środowisku nie przekłada się to na pogorszenie relacji czy jakieś pretensje do drugiej strony. I taka atmosfera również panowała w Gdańsku na Konferencji na rzecz odbudowy Ukrainy. Rozmawialiśmy o tym w kuluarach, ten temat się przewijał, nawet z pewnym zrozumieniem wrażliwości po obu stronach i z ubolewaniem, że idziemy w złym kierunku. Ale ja chciałbym podkreślić, że biznes patrzy głównie w przyszłość, nie w przeszłość. Gdybyśmy zapatrywali się na wszystkie swoje biznesowe porażki i rozdrapywali te rany, to nie moglibyśmy budować przyszłości. Więc to chyba charakteryzuje biznes, że raczej jesteśmy twórczy i raczej szukamy porozumienia niż konfliktu. Natomiast mnie jako Polaka działającego na Ukrainie od ponad 30 lat bardzo martwi to, bo zgadzam się, że te relacje się psują. Noc z niedzieli na poniedziałek była trudna, Kijów został zbombardowany, zginęli ludzie, a lektura komentarzy w polskich mediach społecznościowych sprawia, że włosy się jeżą. Są rzeczy, które powinny być wyłączone ze sporów, gdy niesprawiedliwie giną ludzie, cywile, to tutaj wrażliwość i sąsiedzkie współczucie powinny zobowiązywać do wsparcia i współczucia.
Czytaj więcej
Ukraińskie siły zbrojne zadają bolesne ciosy Rosji, a prezydent Zełenski ostro gra na arenie międzynarodowej. To jednak nie zmienia faktu, że z obe...
Nastrój solidarności z Ukrainą panował w Polsce od czterech lat, stąd z takim oburzeniem spotkała się decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu nazwy "Bohaterów UPA" jednostce wojskowej.
Nie chcę tutaj usprawiedliwiać tego gestu. Również jestem osobiście oburzony, bo uważam, że powinniśmy unikać takich ostrych krawędzi. Natomiast to nie było też pierwsze tego typu wydarzenie, od dziesięcioleci ulice, place, pomniki są nazywane w ten sposób i nigdy nie dawało to paliwa do takich złych emocji. Być może przelała się miarka, ale uważam, że obie strony powinny patrzeć na siebie z większą wrażliwością. Powinniśmy też mieć świadomość, że jest tam wojna i na potrzeby wojny pewnie trzeba generować nastroje i mobilizować społeczeństwo. Czy to są dobre akcenty? Z pewnością nie. Z pewnością warto szukać innych, ale czy powinniśmy nakręcać tę spiralę do tak wysokich emocji? Mam poważne wątpliwości. Reakcja Polski też była dosyć ostra i historycznie drastyczna. Także apelowałbym do polityków o unikanie tego taniego paliwa w tych warunkach, bo później trzeba będzie to gasić.
Biznesowe relacje polsko-ukraińskie są bardzo intensywne, pewnie najsilniejsze od od wielu lat. Ponad 3,6 tys. firm jest na liście PAIH podmiotów zainteresowanych wejściem na rynek Ukrainy. Oczywiście, głównym warunkiem dla większych projektów jest zawarcie pokoju albo chociaż zawieszenia broni. Gdzie pan widzi teraz krótkoterminowo szanse na inwestycje firm zagranicznych w Ukrainie i gdzie one się pojawią po zawarciu pokoju?
Myślę, że dziś namawianie polskich inwestorów do tego, żeby natychmiast inwestowali w Ukrainie i tam zaczęli działać, może wyglądać absurdalnie. Natomiast my pracujemy cały czas na tym rynku, jesteśmy tam aktywni, pewnie też dlatego jesteśmy cenieni i zachęcałbym, by może nie dużymi krokami, ale jednak by zaczynać tę współpracę. Działają dziś polskie firmy w Ukrainie, działają polsko–ukraińskie firmy, można współpracować w oparciu o te firmy lub w oparciu o organizacje biznesowe, jak Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza, którą tu reprezentuję. To jest pewne ułatwienie, pomaga znaleźć właściwych partnerów, można przeprowadzić nawet jakieś rozmowy wstępne online, spotkać się z dedykowanymi ludźmi przy okazji naszych wydarzeń. Jeśli poczekamy, aż się wszystko uspokoi, aż będą te wielkie obiecywane środki, to wtedy będzie bardzo dużo chętnych do wchodzenia do Ukrainy. A Ukraina ma potrzeby tu i teraz, odbudowa już się odbywa, oczywiście nie w tej skali, w której się będzie odbywała po zawieszeniu broni czy zakończeniu wojny. Z tego sobie wszyscy zdajemy sprawę. Natomiast warto być nie tylko w blokach startowych, a już być w tym środowisku i już działać na miarę swoich możliwości. Być może warto znaleźć przedstawiciela, może zatrudnić człowieka, który będzie monitorował zamówienia publiczne. Być może warto coś dostarczyć w ramach już realizowanych rekonstrukcji. Mój przekaz do polskiego biznesu brzmi dziś „koledzy, nie czekajcie, aż się wojna skończy, zróbcie pierwsze kroki”.
Czytaj więcej
Firmy z Polski chcą zapewnienia bezpieczeństwa pracowników, transparentnych przepisów oraz uczciwego wyboru wykonawców
W Gdańsku była mowa także o prywatyzacji. To będzie wielki proces, ale czy wiadomo już, jakie są atrakcyjne oferty?
Jeśli chodzi o prywatyzację, mieliśmy przyjemność gościć szefa Funduszu Mienia Państwowego przy okazji takiej corocznej konferencji Business Bałtyk Forum, którą Izba organizuje w Świnoujściu. Jestem pod wrażeniem rozmowy z nim, to młody człowiek z otwartą głową, z którym można w każdej chwili się spotkać, porozmawiać. On też wystąpił z taką prezentacją, która jest dostępna na naszej stronie w materiałach z konferencji Business Bałtyk Forum. Prywatyzacja jest podzielona na dwa filary: mały i duży. Mały jest bodajże do 250 mln hrywien, czyli do 5 milionów dolarów. Tam są mniejsze spółki państwowe, budynki, hotele i różne mniejsze komunalne przedsiębiorstwa, które podlegają prywatyzacji. Duża prywatyzacja jest od 250 milionów hrywien. Tam już są duże zakłady, których wartość przekracza 5 milionów. Z listą tych przedsiębiorstw można się zapoznać na stronie Funduszu Mienia Państwowego. Złożyć deklarację, że jest się zainteresowanym udziałem w przetargu. Większość tych przetargów odbywa się na stronie Prozoru. Odbywa się to wszystko w sposób jawny. Polskie firmy jako firmy zagraniczne też po spełnieniu pewnych wytycznych, mogą w tym wszystkim brać udział. Każdy dla siebie musi tę perełkę znaleźć ze swojego obszaru, ze swojego rynku. Z pewnością w tej chwili warunki i ceny na rynku są znacznie bardziej atrakcyjne niż były czy przed wojną, czy będą po wojnie, dlatego, że potencjał Ukrainy jest duży. Ceny nieruchomości przed wojną były porównywalne do cen w Polsce. W tej chwili to wszystko znacznie spadło i można kupić za jedną trzecią wcześniejszej wartości.
W Gdańsku eksperci wskazywali na dwie przeszkody, które muszą być pokonane, zanim te inwestycje rozkręcą się na dobre. Jedna to przesyłanie kapitału za granicę, a druga to korupcja. Jak to wygląda dzisiaj?
W warunkach wojennych Bank Narodowy reguluje przepływ waluty. Są pewne ograniczenia, które uniemożliwiają swobodę wyprowadzenia dywidendy, ale nie sądzę, żeby to było tak znaczącym ograniczeniem, by ograniczało tych, którzy chcą wchodzić na ten rynek. Być może jest to niedogodność dla tych, które tam już istnieją, ale zawsze jest możliwość sprowadzenia towaru, zakupu nowych urządzeń czy materiałów, można reinwestować te środki na rynku wewnętrznym. Jeśli chodzi o korupcję, Ukraina ma taką opinię, że kogo nie zapytać w środku nocy, jaki jest największy problem Ukrainy, to wszyscy powiedzą, że korupcja. I rzeczywiście ten problem jest. Widzimy w mediach co chwilę jakiś skandal korupcyjny, ale z własnego doświadczenia powiem, że można pracować bez udziału w korupcyjnych schematach. My tak pracujemy i większość polskich firm na Ukrainie, które znam, w ogromnej większości pracuje bez wspierania się korupcyjnymi układami. Korupcja się naprawdę nie opłaca. To są jak dwie drogi, można próbować iść na skróty i szukać jakiś korupcyjnych schematów albo pracować normalnie w przeźroczystych warunkach, jak znaczna większość firm. Natomiast dobrą rzeczą jest to, że my widzimy te skandale korupcyjne. Proszę spojrzeć na Rosję czy na Białoruś, przecież tam się o korupcji nie mówi, a to wcale nie znaczy, że jej nie ma. Także to, że o tym mówimy, że te skandale są, to znaczy, że jednak ten kraj się próbuje z tego leczyć.
Wielkie firmy ukraińskie są notowane na giełdzie polskiej, a nie w Kijowie. Jak giełda w Ukrainie funkcjonuje od początku agresji rosyjskiej?
Próby wyprowadzania kapitału z Ukrainy zaczęły się znacznie wcześniej, już po 2014 r. na początku konfliktu, gdy Ukrainie odebrano Krym i zaczęła się wojna na wschodzie Ukrainy. Biznes też tam wiele stracił, wtedy kapitał zaczął już tak powoli patrzeć właśnie na bezpieczne przystanie na rynku kapitałowym, jednym z takich przyczółków jest Warszawska Giełda Papierów Wartościowych. Ten odpływ kapitału przyśpieszył w 2022 r. W Polsce to właśnie holdingi rolnicze, które dysponują ogromnymi gospodarstwami rolnymi i w Ukrainie produkują głównie zboża. Niemal same agroholdingi zbiera indeks WIG-Ukraina. Nie znaczy to, że ukraińska giełda nie pracuje w ogóle, ona działa, ale w dość ograniczonym zakresie i oczywiście bez tych dużych graczy, którzy wyszli z kapitałem i znaleźli się w Polsce czy w Londynie.