Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego dolar amerykański, wbrew oczekiwaniom, nie umacnia się w obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie.
  • Jak rynki finansowe interpretują eskalację konfliktu i dlaczego mogą traktować go jako „szum tła”.
  • Jaką rolę w obecnym kryzysie odgrywają podaż ropy naftowej i ryzyko zamknięcia kluczowych cieśnin.
  • Co może stać się nowym motorem napędowym dla rynków, jeśli geopolityka zejdzie na dalszy plan.

Jak przypomina Roberto Mialich, globalny strateg walutowy UniCredit, kryzys na Bliskim Wschodzie zaostrzył się w zeszłym tygodniu, gdy USA i Iran rozpoczęły wzajemne ataki o kontrolę nad Cieśniną Ormuz, wciągając w to większość krajów Zatoki Perskiej i Jordanię. Prezydent USA Donald Trump jasno dał do zrozumienia, że memorandum o porozumieniu (MOU) wygasło i poprosił o 60-dniowe przedłużenie Ustawy o ochronie wojny, aby móc kontynuować operacje wojskowe bez zezwolenia Kongresu USA. Iran odpowiedział, że jest zaangażowany w „istotną i egzystencjalną” wojnę z Ameryką, podczas gdy Modżtaba Chamenei, nowy najwyższy przywódca, ogłosił memorandum o porozumieniu za nieważne. Na tym etapie trudno sobie wyobrazić wznowienie nawet wstępnych rozmów między tymi dwoma krajami, chociaż Trump podkreśla, że ​​Iran chce zawrzeć porozumienie, a ataki USA mają na celu jedynie zwiększenie presji na Teheran. Tymczasem rebelianci Huti w Jemenie zagrozili zamknięciem cieśniny Bab el-Mandab, co zakłóciłoby żeglugę przez Morze Czerwone, gdzie ruch nigdy nie powrócił do poziomu sprzed 2023 roku.

Czytaj więcej

Rynek ropy pozostaje mocno rozchwiany

Izrael wznowił ataki na Liban. Spotkanie Trumpa z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu zostało odwołane. W tym kontekście rynki finansowe pozostały stosunkowo odporne. Rynki akcji, zwłaszcza w Azji, gwałtownie spadły w ostatnich tygodniach, choć głównie z powodu szerszej wyprzedaży akcji spółek technologicznych, a nie napięć geopolitycznych. Ropa Brent nadal zyskiwała na wartości, ale pozostała poniżej 100 USD/bbl.

– Na rynku walutowym dolar amerykański nie skorzystał z otoczenia, które powinno wzmocnić jego rolę preferowanej bezpiecznej waluty. Kurs EUR/USD nadal utrzymuje się powyżej 1,14 i pozostaje generalnie „przyciągany” przez krótkoterminowy obszar równowagi na poziomie 1,1450, podczas gdy kurs USD/JPY nie osiągnął nowych wieloletnich maksimów powyżej 162,84. Handel w konsolidacji charakteryzuje również większość głównych par walutowych. Warto zauważyć, że zmienność implikowana głównych kursów walutowych, takich jak EUR-USD, USD-JPY i USD-CHF, również pozostaje niska – stwierdza strateg UniCredit.

Rynki finansowe stosunkowo odporne na bliskowschodni kryzys

Przyczyny tej stłumionej reakcji rynku nie są zdaniem Roberto Mialicha łatwe do zidentyfikowania, ale prawdopodobnie odzwierciedlają oczekiwania dotyczące czasu trwania konfliktu, dostaw ropy naftowej i jej cen. Z jednej strony brak silnych reakcji rynkowych może po prostu odzwierciedlać oczekiwania rynku, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie potrwa długo i że ostatecznie zostanie znalezione akceptowalne rozwiązanie. – W takim przypadku premia za ryzyko wynikająca z wojny uległaby zmniejszeniu, obciążając USD i podnosząc kurs EUR/USD z powrotem do poziomu 1,17, zgodnie z naszym obecnym scenariuszem bazowym – stwierdza strateg UniCredit.

Jak dodaje, trzymiesięczny wskaźnik odwrócenia ryzyka EUR/USD, który można postrzegać jako miernik rynkowych oczekiwań dotyczących ryzyka geopolitycznego, a w tym przypadku również jako pośredni wskaźnik rynkowych oczekiwań co do długości konfliktu, stał się mniej przechylony w stronę opcji put EUR/USD i wynosi obecnie zaledwie -0,50 proc., w porównaniu z -1,25 proc. na początku maja. Sugeruje to, że inwestorzy stopniowo zmniejszają swoje preferencje wobec dolara amerykańskiego, oczekując, że konflikt będzie trwał krócej.

Czytaj więcej

Ropa tanieje, ale Goldman Sachs ostrzega przed skokiem cen

W tym kontekście podaż i ceny ropy odegrałyby kluczową rolę w ustaleniu, która z tych dwóch interpretacji okaże się prawidłowa. Podczas konfliktu rosyjsko–ukraińskiego rosyjska ropa naftowa nadal trafiała na rynki światowe, choć podlegała limitowi cenowemu. W obecnym kryzysie na Bliskim Wschodzie dalsze ograniczenie podaży ropy i wynikający z tego wzrost cen miałyby znacznie większe znaczenie rynkowe. – W końcu wprowadzenie limitu cenowego na rosyjską ropę podczas wojny na Ukrainie pozwoliło na utrzymanie globalnej podaży ropy na niezmienionym poziomie; jeśli Ormuz pozostanie zamknięty, nie będzie rozsądnego sposobu na jego obejście w krótkim okresie bez zniszczenia popytu. Z drugiej strony, w bardziej subtelny sposób, rynki mogły przyzwyczaić się do obecnego konfliktu, traktując go raczej jako szum tła niż kluczowy czynnik napędzający rynek, biorąc pod uwagę, jak trudno byłoby Stanom Zjednoczonym, Izraelowi i Iranowi osiągnąć rozwiązanie, które każda ze stron mogłaby przedstawić jako zwycięstwo – podkreśla Roberto Mialich.

Rośnie obojętność rynku wobec kryzysu na Bliskim Wschodzie

Strateg UniCredit zauważa, że Trump stoi przed trudnym wyzwaniem politycznym w wyborach uzupełniających w USA 3 listopada, biorąc pod uwagę znaczne ryzyko utraty przez Republikanów przynajmniej Senatu. Netanjahu może również przegrać wybory parlamentarne w Izraelu 27 października. Jednak opozycja może nadal nie zdobyć 61 miejsc potrzebnych do uzyskania większości w Knesecie, przedłużając niepewność polityczną, a konflikt z Hamasem i Hezbollahem pozostaje nierozwiązany. W Iranie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) musi skonsolidować swoją rosnącą władzę po osłabieniu religijnego przywództwa ajatollahów po śmierci Alego Chameneiego. Jednocześnie syn Chameneiego musi wzmocnić swoje przywództwo, aby ponownie potwierdzić autorytet religijnego establishmentu. Obraz może przypominać konflikt rosyjsko–ukraiński, gdzie inwestorzy nie widzą już możliwości rozwiązania konfliktu, a w rezultacie przestał on być motorem napędowym rynku, mimo że ataki między tymi dwoma krajami nasiliły się. Podobną obojętność rynku wobec kryzysu na Bliskim Wschodzie może również wspierać słabszy popyt na ropę w Azji, bardziej zdywersyfikowany globalny miks energetyczny oraz pojawienie się Stanów Zjednoczonych jako głównego eksportera ropy.

Jeśli nie konflikt bliskowschodni, to co będzie napędzać rynek?

Jeśli jednak kryzys na Bliskim Wschodzie rzeczywiście stanie się szumem informacyjnym, trudno będzie znaleźć nowy, kluczowy czynnik napędowy. Wzrost gospodarczy i inflacja pozostają dwoma głównymi kandydatami. Wydaje się jednak, że rynki terminowe w dużej mierze uwzględniły już w cenach zacieśnienie polityki pieniężnej, którego można zasadnie oczekiwać od głównych banków centralnych. W związku z tym, aby wygenerować znaczący ruch na głównych walutach w obu kierunkach, konieczna byłaby większa korekta oczekiwań.

Roberto Mialich podsumowuje: Ogólny obraz pozostaje bardzo płynny i niepewny, co oznacza niestabilną równowagę, która w związku z tym może się załamać w każdej chwili. Dolar amerykański może odzyskać swoją ugruntowaną pozycję wiodącej bezpiecznej waluty na świecie. Ceny ropy naftowej mogą dalej rosnąć, a zmienność może gwałtownie wzrosnąć, jeśli konflikt znacząco się zaostrzy.

– Całkowite zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab, a co gorsza, zatonięcie tankowca, mogłoby oznaczać dalszą, znaczącą eskalację i rozszerzenie kryzysu. Mimo to dostrzegamy również ryzyko, że obecny impas może się utrzymać w przypadku braku prawdziwego punktu zwrotnego, niezależnie od tego, czy konflikt ostatecznie ulegnie dalszej eskalacji, czy też zbliży się do rozwiązania. Jeśli tak się stanie, nie można również lekceważyć możliwości, że reszta lata, szczególnie na rynku walutowym, może okazać się mniej gorąca niż początkowo oczekiwano – stwierdza na koniec strateg UniCredit.