37 proc. badanych w sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” nie popiera zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w Polsce. Co więcej, respondenci uważają, że jeśli już zrównywać, to raczej w dół: blisko 22 proc. ocenia, że powinno się obniżyć wiek emerytalny dla mężczyzn do 60 lat, przy utrzymaniu takiego samego dla kobiet. Kolejne 18 proc. ocenia, że równy wiek emerytalny powinien wynosić 63 lata, co oznaczałoby obniżenie go o dwa lata dla mężczyzn i wydłużenie o trzy dla kobiet. Zrównania wieku emerytalnego na poziomie 65 lat (czyli podniesienie dla kobiet o pięć lat) popiera tylko 9 proc. ankietowanych, a jeszcze mniej – niespełna 5 proc. – wspiera wiek emerytalny 67 lat dla obu płci.

Generalnie rzec można, że większość badanych (blisko 54 proc.) wręcz popiera równy wiek emerytalny w Polsce. Najchętniej, by jednak polegało to na równaniu w dół

Wyborcy KO i PiS popierają status quo

Schodząc na poziom preferencji politycznych, widać wśród zwolenników PiS i KO chęć utrzymania obecnego wieku emerytalnego (po ok. 45 proc.). Elektoraty Trzeciej Drogi (pytano o wybóry z 2023 r.), Nowej Lewicy i Konfederacji są bardziej skłonne do zmiany status quo – popiera to 23–31 proc. Kierunek pożądanych zmian jest jednak wyraźnie różny. O ile dużą popularność wśród wyborców Konfederacji ma opcja równego wieku emerytalnego 63 lata – aż 47 proc. wskazań, przy 8 proc. dla równego wieku 60 lat – o tyle wśród sympatyków Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy proporcje między opcjami 60 czy 63 lata są wyrównane.

O ile opcje wyższego wieku emerytalnego obu płci 67 lat zyskują małą popularność niezależnie od wieku, wykształcenia czy preferencji politycznych, o tyle te mówiące o wyższym wieku emerytalnym tylko dla kobiet (63 lub 65 lat, przy takim samym dla mężczyzn) to coś, co wyobraża sobie dużo więcej osób, np. 57 proc. wyborców Konfederacji (przy tylko 21 proc. stronników PiS, co wróży ciekawą dyskusję, gdyby te partie miały współrządzić). Poparcie dla takiego ruchu rośnie z wykształceniem, wspiera go 38 proc. osób z wyższym, 18–24 proc. z podstawowym, średnim czy zawodowym.

Utrzymania obecnego stanu oczekuje większy odsetek kobiet (41 proc.) niż mężczyzn (33 proc.). O ile jednak więcej kobiet oczekiwałoby zrównania wieku emerytalnego w dół (do 60 lat dla wszystkich: 30 proc. kontra 14 proc. mężczyzn), o tyle panowie chętniej widzieliby równanie do góry, do 63, 65 lub 67 lat (39 proc. wobec 25 proc. kobiet).

W badaniu uderza także to, że wraz z wiekiem rośnie poparcie dla obecnego systemu (40–50 proc. w grupach po 40. roku życia, przy 22 proc. w młodszych), a spada poparcie dla równego dla obu płci wieku 60 lat. Chciałaby tego aż połowa osób poniżej 30 lat, 30 proc. 30–49-latków, i tylko kilka procent starszych. – Im jesteśmy młodsi, tym bardziej nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak można pracować tak długo – mówi dr Tomasz Lasocki, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Czytaj więcej

Maklerzy puszczają oko do przyszłych emerytów

„Kwestia cywilizacyjna”

Prof. Marek Góra z SGH zwraca uwagę, że w badaniu nie pytano stricte o podniesienie wieku emerytalnego (choć część opcji to zakładała), ale o jego zrównanie. – To ważne, bo konieczna jest zmiana narracji. Wyrównanie wieku emerytalnego to kwestia cywilizacyjna – mówi. Ten sam wiek dla kobiet i mężczyzn obowiązuje w zdecydowanej większości krajów UE. W żadnym kraju Wspólnoty kobiety nie idą przejść na emeryturę tak wcześnie, jak w Polsce.

Dlaczego zrównywać wiek emerytalny? – Trzeba jasno mówić: nie ma przesłanek dla dyskryminujących dla kobiet regulacji, a niższy wiek emerytalny wbrew pozorom działa na ich niekorzyść – mówi prof. Góra. To m.in. wysokość świadczeń. Kobiety krócej wpłacają składki, a dłużej żyją. Zgodnie z tabelami GUS za 2024 r., kobieta w wieku 60 lat ma przed sobą średnio 24,5 lat (przy niespełna 20 latach u mężczyzny w tym wieku), z kolei 65-letni mężczyzna ma jeszcze nieco ponad 16 lat. Średnia emerytura mężczyzny jest o połowę wyższa niż kobiety. Ale też emerytury nie dożywa co czwarty mężczyzna i 7 proc. kobiet.

Eksperci mówią też, że wiek emerytalny 60 lat dla kobiet to rodzaju ekonomiczna granica starości. Sprawia, że w mężczyzn w wieku 50-55+ jeszcze można inwestować, wysyłać na szkolenia, ale w kobiety – już rzadziej. To może mieć wpływ na poziom dochodów.

Dr Lasocki zwraca uwagę też na inny aspekt: zgodnie z danymi GUS za 2024 r. oczekiwane życie w zdrowiu to już ponad 65 lat dla kobiet i ok. 62 dla mężczyzn. Stąd ekspert wysnuwa wniosek: wysyłamy na emerytury zdrowe osoby. Skoro emerytura to „ubezpieczenie od starości”, rozumianej jako czas, kiedy wiek nie pozwala już na pracę, to wypłacamy je kobietom za wcześnie. – To tak jakby ubezpieczyciel wypłacał świadczenie z tytułu kradzieży auta tylko dlatego, że widziano złodzieja w mieście – mówi dr Lasocki. Długość życia w zdrowiu i długość życia jako takiego rosną, a wiek emerytalny się nie zmienia. – Oderwaliśmy się od realiów. Dziś 60-letnia kobieta statystycznie jest osobą, która jeszcze może pracować, a utrzymujemy wiek emerytalny jak za czasów Bieruta – komentuje naukowiec.

Lasocki wskazuje, że gdy w 2013 r. ruszyła powolna reforma podnosząca wiek emerytalny (wydłużała go co kwartał o miesiąc, 67 lat dla kobiet miało być od 2040 r.), cofnięta w 2017 r., to nie było szturmu na system rentowy osób objętych tą zmianą. – Czyli te osoby już wtedy były zdrowe – komentuje. – Nie ma argumentów merytorycznych, aby odwlekać reformę, chociażby podniesienie wieku emerytalnego kobiet do 63 lat – dodaje.

Czytaj więcej

Czy warto dać zgasnąć OFE? Mają bardzo dobre wyniki inwestycyjne

„Debata jest martwa”

Wysyłanie zdrowych na emerytury zamiast np. wydłużenia wieku emerytalnego to dla dra Lasockiego główny argument. Ale są i inne, w tym dotyczące finansów państwa. – Z moich szacunków wynika, że gdyby wiek emerytalny wynosił dzisiaj po 65 lat dla kobiet i mężczyzn, to Fundusz Emerytalny by się bilansował – mówi ekspert. W ub.r. dotacja dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z budżetu przekroczyła 64 mld zł.

Dodatkową sprawą jest podaż pracowników, choć automatyzacja powinna częściowo rekompensować ubytki. – Czysto ekonomiczne powody związane z konsumpcją będą też powodowały, że duża część społeczeństwa będzie odkładała moment przejścia na emeryturę lub łączyła pracę z pobieraniem świadczenia – mówi dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW.

Większe obawy Tomasza Lasockiego budzi ewentualna niższa konsumpcja. – Gdy przechodzi się na emeryturę, zwłaszcza niewielką, jest się zmuszonym do ograniczenia zdolności konsumpcyjnych. Im wcześniej całe roczniki wyślemy na emerytury, tym bardziej ograniczamy popyt wewnętrzny gospodarki – ocenia.

Zmiana wieku emerytalnego jest jednak wśród polityków tematem tabu. – Ta debata jest martwa i według mnie nie powrócimy do niej w najbliższych latach – mówi dr Arak.