Sytuacja inflacyjna w Polsce stopniowo się pogarsza w efekcie przedłużającej się blokady cieśniny Ormuz. Kwietniowy odczyt GUS okazał się wyższy od marcowego (3 proc.), mimo uruchomienia pakietu Ceny Paliw Niżej. Inflacja w Polsce jest najwyższa od blisko roku (wyższą inflację mieliśmy poprzednio w czerwcu 2025 r.: 4,1 proc. r/r). Kryzys w Zatoce Perskiej ponownie wypchnął też dynamikę cen w Polsce powyżej punktowego celu NBP (2,5 proc.), acz wciąż jeszcze znajduje się ona w przedziale wahań wokół celu (tj. do 3,5 proc.).

W ujęciu miesiąc do miesiąca, czyli względem marca, w kwietniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych urosły w Polsce o 0,6 proc. Łącznie w okresie marzec–kwiecień inflacja wyniosła około 1,7 proc., a więc niemal tyle, ile we wcześniejszych dziesięciu miesiącach (od kwietnia 2025 r. do lutego br. włącznie).

Inflacja w Polsce. Co podrożało, co potaniało w kwietniu?

Zgodnie z nowymi danymi GUS, paliwa były w kwietniu o 8,4 proc. droższe niż przed rokiem. Droższy niż przed rokiem jest przede wszystkim diesel (o ponad 21 proc.), benzyna zaś tylko o 1 proc.

To na razie przede wszystkim kanałem paliwowym uderza w polską gospodarkę szok naftowy z Bliskiego Wschodu. W danych zaczyna być jednak widać też wzrost inflacji bazowej (czyli bez cen nośników energii – w tym paliw – oraz żywności i napojów). Według szacunków ekonomistów, mogła ona w kwietniu wzrosnąć w okolice 2,9-3 proc. r/r, z 2,7 proc. w marcu i 2,5 proc. w lutym. Z jednej strony, część przyczyn jest ewidentna, to np. wzrost cen biletów lotniczych w efekcie droższego paliwa lotniczego. Przykładowo, krajowy powietrzny transport pasażerski podrożał przez rok o ponad 54 proc. Z drugiej, nie da się wykluczyć, że część przedsiębiorców próbuje wykorzystać moment do podwyżek. – Można wysnuwać tezę, że firmy – nie odczuwając jeszcze de facto wzrostu kosztów funkcjonowania – już próbują podnosić ceny, aby bronić marż w sytuacji wciąż dość silnego popytu konsumpcyjnego – komentuje Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska.

Może niepokoić też to, że po najniższym odczycie od sześciu lat w lutym (4,8 proc. r/r), znów rośnie inflacja cen usług. W kwietniu wyniosła 5,2 proc. r/r.

Wciąż niska pozostaje inflacja cen żywności i napojów bezalkoholowych, w kwietniu wyniosła 1,9 proc. r/r, niemal najmniej od dwóch lat. Same ceny żywności poszły w górę w jeszcze mniejszym stopniu, o 1,7 proc. Wyraźnie droższe niż rok temu są niektóre warzywa, np. kalafiory i brokuły (o ponad 26 proc., a względem marca br. w kwietniu ceny urosły o ponad 36 proc.) i pomidory (wzrost o 22 proc. r/r i 13 proc. m/m). O blisko 30 proc. droższe niż przed rokiem są owoce jagodowe, a o około 11-12 proc. przez rok podrożały ogórki czy warzywa strączkowe, ale też m.in. kakao i czekolada. Dużo mniej niż przed rokiem płaci się zaś m.in. za oleje, cukier czy ziemniaki (o około 15-25 proc.).

Jeśli chodzi o koszty utrzymania domu, to wyraźnie droższy niż przed rokiem był w kwietniu m.in. prąd (o około 13 proc.), wzrosty w mniejszej skali odnotowały ceny ciepłej wody i centralnego ogrzewania (o 4-5 proc.). Mocno podrożało paliwo drzewne (w tym pelety i brykiety) – o około 18 proc. Więcej niż przed rokiem o ponad 8 proc. płaciliśmy za wywóz śmieci. Mniej z kolei m.in. za gaz (o 9 proc.).

Czytaj więcej

GUS podał szacunek PKB Polski w pierwszym kwartale. Gorzej od średnich prognoz

Co dalej z inflacją w Polsce?

Przyszły poziom inflacji w Polsce będzie oczywiście silnie zależał od sytuacji w cieśninie Ormuz oraz dalszych działań osłonowych na cenach paliw (acz rząd zapowiada ich kontynuację). Coraz więcej wskazuje na to, że przekroczenie górnej granicy odchyleń od celu NBP, czyli 3,5 proc., jest tylko kwestią czasu, i może wydarzyć się już nawet w maju czy czerwcu. Również kolejne prognozy dla inflacji na koniec roku są rewidowane w górę. Przykładowo, ekonomiści Pekao zakładają, że dynamika cen konsumpcyjnych może wtedy wynosić około 4 proc. r/r.

– W naszych prognozach zakładamy, że problemy z transportem ropy z Zatoki Perskiej pozostaną z nami do końca roku, a ceny ropy będą utrzymywać się średnio lekko powyżej 100 dolarów za baryłkę. Nawet jeśli cieśnina Ormuz zostanie otwarta wcześniej, to zakładamy, że minie sporo czasu zanim ceny ropy się ustabilizują – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista Pekao.

Jak wynika z analizy ekspertów banku, przy ich założeniach do końca 2026 r. obecny kryzys paliwowy może podbić inflację o ok. 2 pkt. proc. Około 60 proc. z tego wzrostu (1,2 pkt proc.) wynikać będzie z kanału bezpośredniego wyższych cen paliw, transportu i nośników energii. Jednak pozostałe 40 proc. (ok. 0,8 pkt. proc.) to efekty drugiej rundy, które ujawniać się będą m.in. w cenach transportu, żywności czy części usług. Będzie się to działo stopniowo: w pierwszej kolejności (właściwie już to widać) kanałem cen transportu oraz energii (tu ważna będzie decyzja URE w zakresie nowej taryfy gazowej od lipca), po około 4-7 miesiącach od szoku, czyli mniej więcej latem, w cenach żywności i towarów konsumpcyjnych (szczególnie kluczowa jest kwestia cen nawozów), a jeszcze kilka miesięcy później w cenach usług – acz tutaj efekt dla inflacji powinien być ich zdaniem najmniejszy. „Inflacja bazowa zareaguje głównie poprzez kanał dóbr, a nie usług – co dodatkowo przy obecnej słabnącej kondycji pracownika na rynku pracy – ogranicza ryzyko utrwalenia się wysokiej inflacji na dłużej” – napisano w analizie.

Ceny żywności mogą jednak iść w górę też wcześniej z innych powodów. Jak zauważają ekonomiści PKO BP, kwiecień był trzecim najsuchszym kwietniem od 1951 r., a w zdecydowanej większości stacji synoptycznych sumy opadów nie przekroczyły 30 proc. normy wieloletniej. Jak oceniają, trwająca susza generuje ryzyko niższych zbiorów, a w konsekwencji wyższej ścieżki cen żywności. „W naszej obecnej prognozie inflacji CPI na 2026 (3,3 proc. średniorocznie) uwzględniamy już wpływ czynnika pogodowego (suszy oraz przymrozków)” – piszą.

Jednocześnie swego rodzaju kotwicą dla inflacji powinna być m.in. sytuacja na rynku pracy, czyli hamujące nominalnie i realnie płace, których wyższych podwyżek „rekompensacyjnych” na masową skalę pracownicy w obliczu obniżonego popytu na pracę raczej nie uświadczą. To z kolei z czasem powinno tłumić konsumpcję prywatną. – Uważamy że tempo wzrostu wynagrodzeń nie przyspieszy, pracownicy nie będą w stanie wymóc na firmach większych podwyżek – komentuje Pogorzelski.

Czytaj więcej

Płace w polskiej gospodarce rosną najwolniej od pięciu lat

Inflacja powyżej celu to trudny temat dla RPP. Podniesie stopy procentowe?

Zgodnie z aktualnymi prognozami Pekao, w końcu – jeszcze w tym roku – wojna w Iranie jednak dobiegnie końca i ceny ropy zaczną się normalizować (choć bez powrotu do stanu sprzed wojny). To – od marca 2027 r., ze względu na efekty bazy – znów ściągnęłoby inflację w okolice 3 proc., acz do końca przyszłego roku dynamika cen nie wróciłaby do celu 2,5 proc. (i średniorocznie wyniosłaby 3 proc.).

– To może być dla RPP trudnym tematem, bo inflacja będzie powyżej celu inflacyjnego. Wchodzimy na terytorium, gdy ryzyko podwyżek stóp procentowych jest niezaniedbywalne – mówi Pogorzelski. Uważa, że ważny będzie wydźwięk lipcowej projekcji inflacyjnej NBP. – Wciąż przewidujemy że mimo wszystko podwyżek nie będzie, ale jesteśmy tak naprawdę jedną rewizję prognoz od tego, abyśmy jednak to zakładali. Jeśli sytuacja będzie się więc rozwijać gorzej niż teraz oczekujemy, to będzie mogło to już skłonić Radę do podwyżek – mówi ekonomista Pekao.

W podobnym tonie wyraża się Dybuła. – Wciąż jesteśmy daleko od oceny, że RPP powinna podnosić stopy procentowe. Gdyby jednak miało się okazać, że cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, a sytuacja eskaluje, to spodziewalibyśmy się, że w czerwcu Rada zacznie jaśniej wskazywać na możliwość zacieśnienia polityki pieniężnej – mówi. – Zakładam, że gdyby sytuacja nie wyklarowała się w wakacje, to możliwe, że po nich podwyżki stóp procentowych mogłyby nastąpić – dodaje.

Taka narracja jest zresztą zgodna z tym, co na majowej konferencji po posiedzeniu RPP mówił Adam Glapiński. Oceniał, że ryzyko podwyżek stóp procentowych wzrosło. – Jesteśmy blisko górnego pułapu odchyleń od celu inflacyjnego NBP. Jego przekroczenie z prognozą, że to się będzie utrzymywać, to bezpośredni powód, aby iść w kierunku podwyżek stóp procentowych – mówił. – Nawet gdyby inflacja była poniżej tego górnego pułapu, ale nasze wewnętrzne projekcje wskazywałyby, że jego przekroczenie jest nieuniknione, to natychmiast będą stosowne decyzje – dodawał.

Ekonomiści są na razie raczej wstrzemięźliwi, jeśli chodzi o wizje podwyżek stóp procentowych, ale rynki wyceniają, że za rok Rada Polityki Pieniężnej może być już po podwyżkach stóp łącznie o 75 punktów bazowych.