Przed amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran pod koniec lutego inflacja spadła do 2,4 proc. W marcu gwałtownie wzrosła, a obecnie szok cenowy związany z wojną z Iranem dodatkowo pogłębia długotrwałe obawy Amerykanów o dostępność energii, obciążonych od lat szybkim wzrostem cen.
– Dla konsumentów oznacza to, że koszty utrzymania pozostają niekomfortowe – napisał ekonomista Sung Won Sohn, profesor finansów i ekonomii na Uniwersytecie Loyola Marymount. – Dla Rezerwy Federalnej oznacza to, że obniżki stóp procentowych zostaną przesunięte w dalszą przyszłość.
Roczna średnia stawka godzinowa Amerykanina spadła poniżej zera
Eksplozja inflacyjna po pandemii, kiedy latem 2022 roku roczne tempo wzrostu cen osiągnęło szczyt od czterdziestu lat, sięgając 9,1 proc., drastycznie podniosła ceny w każdym aspekcie. Jednak w ostatnich latach, wraz ze spowolnieniem inflacji, przynajmniej niektórzy Amerykanie mogli sobie pozwolić na wzrost, ponieważ ich płace rosły szybciej niż inflacja.
To zmieniło się w zeszłym miesiącu: roczna, skorygowana o inflację, średnia stawka godzinowa po raz pierwszy od kwietnia 2023 r. spadła poniżej zera. Wynagrodzenia wzrosły średnio o 3,6 proc w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku; ceny wzrosły o 3,8 proc.
– Konsumenci byli już pod presją; zaobserwowaliśmy osłabienie na rynku pracy – powiedział CNN Augustine Faucher, wiceprezes i główny ekonomista PNC Financial Services Group.
Ten niechciany kamień milowy pojawia się w momencie, gdy Amerykanie zmagają się z szokiem cenowym energii, który odbija się na gospodarce i powoduje, że kupowane codziennie towary stają się jeszcze droższe. Wyższe ceny uderzają w konsumentów w najbardziej widocznych miejscach: na stacjach benzynowych, w sklepach spożywczych i na rachunkach za prąd.
Ceny gazu nie wzrosły tak szybko jak w marcu (kiedy podskoczyły o rekordowe 21,2 proc.); jednak wzrost o 5,4 proc. w kwietniu był drugim najszybszym od końca 2023 roku.
Ceny energii elektrycznej – które wzrosły w zeszłym roku z powodu takich czynników, jak popyt na centra danych, pogoda i koszty infrastruktury – obecnie stoją w obliczu dodatkowej presji ze strony globalnego szoku naftowo-gazowego. W kwietniu wzrosły o 2,1 proc., co stanowi najszybszy miesięczny wzrost od ponad czterech lat.
Ceny żywności ogółem wzrosły w zeszłym miesiącu o 0,5 proc. (artykuły spożywcze o 0,7 proc.) i odpowiednio o 3,2 proc. i 3,6 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.
Ceny mięsa, zwłaszcza wołowiny, nadal rosły, ale podobnie jak ceny produktów rolnych. Ceny świeżych owoców i warzyw, często transportowanych chłodniami z silnikiem Diesla, wzrosły o 2,3 proc., co stanowi najwyższy miesięczny wzrost w tej kategorii od 2010 roku, jak wynika z danych BLS. Ceny pomidorów wzrosły o ponad 15 proc. drugi miesiąc z rzędu.
– Wojna weszła do domu, a Amerykanie czują to i widzą w swoich koszykach z zakupami – powiedział CNN Joe Brusuelas, główny ekonomista RSM US.
Choć rosnące ceny energii odpowiadały za 40 proc. miesięcznego wzrostu inflacji w kwietniu, innym czynnikiem przyczyniającym się do tego były wyższe podwyżki cen nieruchomości, na które wpłynęła jednorazowa korekta związana z historycznym zamknięciem rządu w zeszłym roku. Inflacja cen mieszkań, która jest jedną z najistotniejszych kategorii wskaźnika CPI, wzrosła w skali miesiąca o 0,6 proc. (dwa razy szybciej niż w marcu).
Wielu Amerykanów żyje od wypłaty do wypłaty
Jednym z najważniejszych pytań, jakie pojawiają się w kwietniowym raporcie inflacyjnym, jest to, czy dotychczasowy model inflacji uległ trwałej zmianie. Przed pandemią inflacja powyżej 3 proc. zazwyczaj budziła poważne obawy, ponieważ uważano ją za niezwykle wysoką. Obecnie niektórzy ekonomiści obawiają się, że inflacja na poziomie 3 proc. staje się punktem odniesienia, a nie pułapem – pisze The Economic Times.
Ta możliwość niesie ze sobą poważne konsekwencje dla pracowników, przedsiębiorstw i decydentów. Utrzymująca się inflacja na poziomie 3-4 proc. powoli osłabia siłę nabywczą, zwłaszcza w przypadku gospodarstw domowych bez znaczących zysków inwestycyjnych lub szybko rosnących wynagrodzeń.
Zmienia również zachowania finansowe. Konsumenci stają się ostrożniejsi w kwestii wydatków. Firmy częściej podnoszą ceny. Pracownicy domagają się wyższych płac. Inwestorzy poszukują aktywów odpornych na inflację.
Tymczasem Goldman Sachs twierdzi, że 40 proc. Amerykanów zarabiających ponad 300 000 dolarów nadal żyje od wypłaty do wypłaty. Badanie emerytalne Goldman Sachs Asset Management ujawnia, że strukturalna presja kosztowa – wzrost kosztów mieszkaniowych z 21 do 36 proc. dochodów, kosztów opieki nad dziećmi z 10 proc. do 25 proc., kosztów prywatnych uczelni z 9 proc. do 33 proc. i kosztów opieki zdrowotnej z 12 proc. do 33 proc. od 2000 r. – zmniejszyła różnicę między dochodami a wydatkami, pozostawiając niewiele miejsca na oszczędności emerytalne. 67 proc. pracowników podaje zbyt wysokie miesięczne wydatki jako ograniczenie.
Rosnące koszty mieszkalnictwa, opieki zdrowotnej, studiów i opieki nad dziećmi przewyższają inflację i płace i będą się utrzymywać do 2035 r., tworząc trwałe wyzwanie strukturalne, które opóźnia najważniejsze wydarzenia w życiu, takie jak zawarcie związku małżeńskiego, macierzyństwo i posiadanie własnego domu, a jednocześnie powodują poczucie braku równowagi psychologicznej, gdyż 68 proc. pracowników czuje się pewnie na emeryturze, mimo że 58 proc. uważa, że będzie żyła dłużej niż ich oszczędności.