Z jednej strony, przeciętne wynagrodzenie w polskiej gospodarce jeszcze nigdy nie było tak wysokie. Z drugiej, tempo jego wzrostu hamuje i w pierwszym kwartale było najniższe od pięciu lat. Poprzednio niższą dynamikę odnotowano w I kw. 2021 r. Dane są także niższe od prognozy z marcowej projekcji inflacyjnej NBP (7,1 proc.).

W ujęciu nominalnym, przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2026 r. było o 600,60 zł brutto wyższe niż rok wcześniej. W ujęciu realnym, tj. po uwzględnieniu inflacji (średnio 2,4 proc. r/r w I kw.), przeciętne wynagrodzenie brutto urosło o około 4,2 proc. To oczywiście wciąż bardzo solidne tempo, acz jednak najniższe od 2,5 roku. Przeciętne wynagrodzenie brutto blisko 9563 zł brutto oznacza na rękę – przy założeniu standardowych kosztów uzyskania przychodu oraz uczestnictwa w PPK - około 6640 zł miesięcznie.

Gwoli uściślenia, dane o przeciętnym wynagrodzeniu w gospodarce narodowej dotyczą blisko 10 mln pracowników i pochodzą nie tylko z sektora przedsiębiorstw (firm zatrudniających minimum 10 pracowników), ale też mniejszych firm oraz z sektora publicznego. Obejmują wyłącznie pracowników z umowami o pracę (oraz pracodawców), nie dotyczą zaś m.in. osób z umowami zlecenia, o dzieło czy na kontraktach.

Normalizacja dynamiki płac

Należy też zauważyć, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce jest zwykle o około 25 proc. wyższe niż mediana płac, a sezonowość wskazuje, że na początku roku ta różnica rośnie nawet w okolice 30 proc. Stąd można szacować, że medianowe wynagrodzenie w gospodarce narodowej w I kw. br. wynosiło około 7,3-7,4 tys. zł brutto.

Najniższy wzrost przeciętnego wynagrodzenia w polskiej gospodarce narodowej od kilku lat nie jest zaskoczeniem. Z małym wyjątkiem w czwartym kwartale ub.r. – gdy dynamika płac została wywindowana do 8,5 proc. r/r z 7,5 proc. kwartał wcześniej ze względu na dość sute nagrody i premie w części branż – dynamika płac jest w trendzie spadkowym od blisko dwóch lat (jeszcze w drugim kwartale 2024 r., ze względu na wysokie podwyżki w sferze budżetowej oraz płacy minimalnej, GUS odnotowywał wzrost przeciętnego wynagrodzenia o blisko 15 proc. r/r).

Czytaj więcej

Długofalowe wyzwania polskich firm. Ścieżki rozwoju rozchodzą się

O dalszej normalizacji tempa wzrostu płac w pobliżu średniej sprzed pandemii – blisko 6 proc. r/r w latach 2016-2019 – świadczą też same dane z sektora przedsiębiorstw (tj. firm z ponad dziewięcioma pracownikami), które są przez GUS ujawniane z mniejszym opóźnieniem. W pierwszym kwartale miesięczne dane wahały się w przedziale 6,1-6,6 proc. r/r i średnio wzrost wyniósł 6,2 proc., najmniej od pięciu lat. Dane z sektora publicznego za pierwszy kwartał nie są jeszcze znane, acz wszystko wskazuje na to, że tam tempo wzrostu przeciętnego wynagrodzenia było nieco wyższe. De facto już od trzech lat płace w sektorze publicznym rosną przeciętnie rzecz biorąc szybciej (lub – w raptem dwóch kwartałach w tym okresie – w porównywalnym tempie) niż w sektorze przedsiębiorstw.

To jeszcze nie koniec hamowania?

Na spadek dynamiki płac w gospodarce wpływają co najmniej dwa czynniki. Po pierwsze, decyzje administracyjne. Płaca minimalna poszła w tym roku w górę „tylko” o 3 proc., najmniej od dwóch dekad. O tyle samo wzrosła kwota bazowa dla wynagrodzeń nauczycieli i pracowników państwowej sfery budżetowej. Po drugie jednak, wzrostowi żądań płacowych nie pomaga sytuacja na rynku pracy. Niższy popyt na pracę, przy jednocześnie rosnącej aktywności zawodowej, sprzyja bowiem większemu zbalansowaniu sił na rynku pracy niż w poprzednich latach, w kierunku rynku pracodawcy. Znakiem zapytania na kolejne miesiące jest ewentualny wpływ zrywu inwestycyjnego na poziom płac, a na przyszły rok (wyborczy) – skala podwyżki płacy minimalnej i wynagrodzeń w budżetówce.

Ekonomiści spodziewają się jednak raczej, że w 2026 r. dynamika wynagrodzeń w Polsce może jeszcze spowalniać, w kierunku nawet około 5 proc. r/r na koniec roku i średniorocznie w okolicach 6 proc. Analitycy PKO Banku Polskiego w scenariuszu bazowym zakładają, że wzrost inflacji na skutek wojny na Bliskim Wschodzie nie wygeneruje znaczącej presji płacowej w obliczu słabszej pozycji negocjacyjnej pracowników (oraz mimo wszystko dalszego – tylko wolniejszego – wzrostu płac w ujęciu realnym).