Złoty w ostatnim miesiącu wahał się w zakresie 4,2350–4,2580 za euro. Z jednej strony polska waluta traci na wartości w związku z pogorszeniem sentymentu inwestycyjnego. Według przekazu medialnego USA i Iran są dalekie od porozumienia, co rodzi ryzyko reeskalacji konfliktu. Prezydent Donald Trump ostrzegł Teheran, by szybko zawarł układ pokojowy, bo w przeciwnym stanie „nic z niego nie zostanie”.
Z drugiej zaś strony – przeciwwagą dla osłabienia złotego – jest wycenianie coraz bardziej agresywnego scenariusza polityki pieniężnej w Polsce. Rynki finansowe zakładają, iż stopy procentowe wzrosną o 100 bp w perspektywie 12 miesięcy. Mimo iż takie oczekiwania uważam za zbyt agresywne, to bez zakończenia konfliktu USA–Iran pozostaną one aktualne.
Wspomniane jastrzębie oczekiwania rynku sprawiły, że dochodowość polskiej 10-latki sięgnęła poziomu 5,95 proc., tj. tegorocznego maksimum. W takim środowisku Ministerstwo Finansów zamierza przeprowadzić w czwartek przetarg obligacji skarbowych, który prawdopodobnie będzie uszczuplony po stronie podaży maksymalnej.
W najbliższych dniach wrażliwość polskich aktywów koncentrować się będzie na wydarzeniach międzynarodowych. Mimo iż w tym tygodniu poznamy szereg danych (płace, zatrudnienie, produkcja przemysłowa i budowlano-montażowa, inflacja PPI oraz bazowa), to publikacje te nie powinny w istotny sposób wpływać na perspektywy polityki pieniężnej, które są zdominowane przez sytuację na rynkach surowców energetycznych.