W obliczu gasnących nadziei na szybkie rozwiązanie konfliktu w Iranie rentowności obligacji wznoszą się coraz wyżej. Początek tygodnia przynosi pogorszenie nastrojów także i na rynkach akcji, w tym amerykańskim, który ostatnio sprawiał wrażenie będącego nie do pokonania.
Na radarze 6 proc.
Stało się. W poniedziałek rentowności polskich obligacji dziesięcioletnich sięgały nawet 6 proc., będąc powyżej tego poziomu po raz pierwszy od stycznia 2025 r., gdy stopa referencyjna była o 2 pkt. proc. wyżej niż obecnie. Rynkowe wyceny zakładają nadchodzące podwyżki stóp procentowych w reakcji na wyższą inflację, wywołaną głównie wzrostami cen ropy naftowej i innych surowców. To konsekwencje utrzymującej się blokady cieśniny Ormuz przez Iran, zaatakowany 2,5 miesiąca temu przez USA i Izrael. Przecenę obligacji skarbowych (wyższe rentowności) widać nie tylko w Polsce, ale na świecie. Na najważniejszym, tj. amerykańskim rynku oprocentowanie papierów dziesięcioletnich przekraczało w poniedziałek 4,6 proc., także będąc najwyżej od ponad roku oraz około 0,6 pkt. proc. wyżej niż przed atakiem na Iran. Jeszcze bardziej alarmująco zachowują się tamtejsze papiery trzydziestoletnie, których dochodowości na otwarciu tygodnia rosły do blisko 5,16 proc., wyrównując szczyt z jesieni 2023 r. Przypomnijmy, jak podało BLS, indeks CPI w USA wzrósł w kwietniu o 0,6 proc. w ujęciu miesięcznym (po wzroście o 0,9 proc. w marcu), natomiast w ujęciu rocznym dynamika cen wyniosła 3,8 proc., podczas gdy oczekiwania kształtowały się na poziomie 3,7 proc. rok do roku.
Kolejne szczyty – już niemal na poziomie 2,8 proc. – wyznaczają dochodowości papierów dziesięcioletnich Japonii, która już od dłuższego czasu boryka się z rosnącą inflacją. – Wyprzedaż japońskich obligacji skarbowych pogłębiła presję na globalnym rynku długu. Rentowności rosną, ponieważ inwestorzy coraz bardziej obawiają się uporczywej inflacji, drożejącej ropy oraz wzrostu wydatków publicznych, który może oznaczać większą podaż obligacji – relacjonuje Krzysztof Kamiński z Oanda TMS. – W poprzednim tygodniu japoński dług zanotował największy tygodniowy spadek cen obligacji od kwietnia 2025 r. – dodaje.
Czytaj więcej
Dochodowość obligacji USA, Japonii oraz wielu innych krajów wzrosła, gdyż inwestorzy spodziewają się wyższej inflacji po wzroście cen ropy naftowej.
Jak podkreśla, wzrost rentowności japońskich obligacji wpisuje się w szerszą wyprzedaż długu na świecie. – Głównym źródłem obaw pozostaje ryzyko inflacyjne. Rosnące ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo droższego transportu, wyższych kosztów produkcji i utrzymania presji cenowej w gospodarce. W Japonii problem ten wzmacnia słabszy jen, który podnosi koszty importu i może dodatkowo zwiększać inflację. Jednocześnie inwestorzy biorą pod uwagę możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Japonii, co obniża atrakcyjność starszych obligacji – podkreśla Kamiński.
Czy podwyżki stóp procentowych czekają nas także w Polsce? – Wysokie ceny ropy naftowej powodują, że rośnie ryzyko znacznego wzrostu inflacji. Inflacja w Polsce pozostaje relatywnie spokojna, gdyż wzrosła zaledwie do poziomu 3,2 proc. rok do roku w kwietniu, choć wciąż mocniej od oczekiwań. Niższa inflacja w porównaniu z tym, co powinniśmy realnie obserwować, to efekt obniżki opodatkowania cen paliw w Polsce od początku kwietnia – twierdzi Michał Stajniak z XTB. – Niemniej, jeśli inflacja nie miałaby przekroczyć pułapu 5 proc. w tym roku, potrzebny byłby dalszy umiarkowany wzrost o zaledwie 0,2 proc. w ujęciu miesięcznym w najbliższym czasie – przewiduje. Adam Glapiński, prezes NBP po posiedzeniu RPP przyznał, że w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie podwyżki stóp procentowych będą coraz bardziej prawdopodobne, jeśli inflacja wzrośnie ponad górną granicę wahań wokół celu NBP, tj. powyżej 3,5 proc.
Czytaj więcej
Notowania długoterminowych papierów skarbowych pozostają sporo powyżej stopy referencyjnej NBP. Rynek pozostaje w przekonaniu o nadchodzącym zacieś...
Co dalej z WIG i WIG20?
Krajowy rynek akcji rozpoczął tydzień w marnych nastrojach, pogłębiając spadki z piątku, ale atmosfera z czasem poprawiała się. Za tę odmianę odpowiadały głównie banki, które poranne spadki zamieniły na umiarkowane zwyżki. Lepszą kondycję prezentowały także firmy handlowe, które w poprzednim tygodniu miały na ogół pod górkę. Krajowy rynek akcji pozostaje jednak sporo poniżej kwietniowych szczytów, kiedy powrót obaw inflacyjnych dodał na nowo bankom wiatru w żagle. Przy 1-procentowym umocnieniu WIG-banki był o 4,6 proc. poniżej szczytu sprzed miesiąca.
Po odwrocie krajowego rynku w drugiej połowie zeszłego tygodnia wygląda jednak na to, że atak na szczyty WIG i WIG20 oddala się. Przypomnijmy – w czwartek główne indeksy wydostały się na lokalne górki, ale atak podaży sprowadził je poniżej linii oporów. Poniedziałkowe odreagowanie na ten moment możemy traktować tylko w kategorii kontry popytu, a nie zmiany trendu w krótkim terminie. – WIG20 zdołał domknąć lukę hossy, co teoretycznie pozwalałoby uznać temat lokalnej korekty za zamknięty. Odmienny scenariusz zakłada jednak, że rynek zmaga się z czymś więcej niż tylko ruchem korekcyjnym – w tle cały czas utrzymuje się negatywna dywergencja pomiędzy największymi a najmniejszymi spółkami – komentuje Piotr Neidek z BM mBanku. – sWIG80 nie potwierdził szczytów ustanowionych przez WIG, co stanowi podręcznikowy sygnał ostrzegawczy przed możliwą zmianą trendu na krajowym rynku akcji. Co istotne, zjawisko to utrwala się z tygodnia na tydzień – w piątek minął już miesiąc od momentu, gdy benchmark szerokiego rynku wyznaczył nowy rekord, podczas gdy sWIG80 wciąż pozostaje poniżej swoich maksimów – wskazywał Neidek.
Napięcie na Bliskim Wschodzie znów rośnie, a Donald Trump stwierdził, że „zegar tyka na niekorzyść Iranu”. Część mediów spekulowała, że prezydent USA rozważał atak już w miniony weekend, ale nie doszło do niego ze względu na powrót delegacji ze szczytu w Chinach. – To zdaje się wskazywać na to, że scenariusz wojenny jest dość prawdopodobny już w najbliższą sobotę, o ile nie dojdzie do jakiegoś dyplomatycznego przełomu (np. zaangażowania się Chińczyków w rozmowy z Amerykanami, którzy na razie pozostają bierni i szczyt Trump–Xi niewiele zmienił). Dla rynków scenariusz wyraźnej eskalacji może oznaczać jedno – dalsze zwyżki cen ropy i wzrost presji inflacyjnej w największych gospodarkach – komentuje Marek Rogalski z DM BOŚ. – To dobrze widać po rynkach długu, gdzie mamy dalsze wzrosty rentowności. W Japonii zostały spotęgowane doniesieniami o planach premierki Takaichi, co do zwiększenia pakietu stymulacyjnego – wspomina.