W poprzednim odcinku naszego cyklu poświęconego sprawdzonym strategiom wyboru akcji przyglądaliśmy się szczegółowo systemowi CAN SLIM, stworzonemu przez amerykańskiego eksperta i inwestora Williama O’Neila. Przypomnijmy, że zestawił on siedem kryteriów, które jego zdaniem stanowią cechy wspólne najbardziej perspektywicznych akcji.
Jak pisaliśmy, CAN SLIM to sztandarowy przykład strategii inwestowania we „wzrost” (growth). Cechą charakterystyczną tego typu podejścia do rynku jest praktycznie całkowite ignorowanie poziomu wycen akcji na rzecz poszukiwania najszybciej rozwijających się spółek, które cechują się też zwyżką notowań.
[srodtytul]Kupuj nowe szczyty[/srodtytul]
Postanowiliśmy sprawdzić, jak niektóre z fundamentów systemu CAN SLIM sprawdzają się na polskiej giełdzie. Wybraliśmy i zmodyfikowaliśmy trzy spośród siedmiu kryteriów stworzonych przez O’Neila. Po pierwsze, założyliśmy, że warto inwestować w walory, których kurs ustanawia nowe roczne (52-tygodniowe) maksimum. Jest to prosty sygnał (informacje na ten temat publikujemy codziennie w tabeli notowań) potwierdzający to, że notowania znajdują się w trendzie wzrostowym.
Wprowadzając tego rodzaju wymóg zwolennicy inwestowania we „wzrost” mogą łatwo uniknąć lokowania pieniędzy w papiery, które nie budzą zainteresowania na rynku i nawet przez długie miesiące mogą pozostawać w zapomnieniu.
W odróżnieniu od metodologii przyjętej przy testowaniu strategii przez analityków Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (AAII), przyjęliśmy założenie, że portfel inwestycyjny przebudowujemy nie raz na rok, lecz na bieżąco reagujemy na wydarzenia na rynku, tzn. kiedy kurs jakiejś spółki ustanawia nowe roczne maksimum, dodajemy jej walory do portfela (o ile portfel nie jest już wypełniony innymi akcjami – przyjęliśmy założenie, że maksymalnie mogą się w nim znajdować papiery 5 przedsiębiorstw). Dla uproszczenia sprawdzaliśmy sygnały na koniec każdego tygodnia (a nie każdego dnia).
Taka zasada spowodowała, że trzeba było zastanowić się również nad tym, kiedy sprzedawać akcje. Także tutaj posłużyliśmy się prostym kryterium zainspirowanym analizą techniczną – wprowadziliśmy zasadę, że walorów pozbywamy się jak tylko ich kurs ustanowi półroczne (26-tygodniowe) minimum. Wydarzenie takie z natury świadczy o tym, że akcje przestają cieszyć się wzięciem na rynku, co oznacza, że przestaje być spełniony podstawowy warunek inwestowania we „wzrost”. Dlaczego minimum z 26, a nie z 52 tygodni – tak jak w przypadku sygnału kupna? Na podstawie obserwacji stwierdziliśmy, że taka szybsza reakcja na wydarzenia na rynku lepiej służy ochronie kapitału przed stratami.
[srodtytul]Wzrost nie trwa wiecznie[/srodtytul]
Kwestia cięcia strat i realizacji zysków w odpowiednim momencie jest o tyle istotna przy inwestowaniu we „wzrost”, że zbyt długie trzymanie akcji może okazać się bardzo bolesne. Cechujące się szybkim rozwojem spółki często są bardzo drogie, a to oznacza, że kiedy tylko ten szybki rozwój stanie pod znakiem zapytania (np. z powodu pogorszenia warunków makroekonomicznych), premia w wycenach musi zostać zniwelowana, oczywiście ze szkodą dla posiadaczy akcji.
Inwestując we „wzrost” warto pamiętać, że nie będzie trwał on wiecznie. Na rynkach rozwiniętych już dawno zauważono zjawisko tzw. regresji (powrotu do średniej), polegające na tym, że w długiej perspektywie bardzo trudno jest utrzymać ponadprzeciętne tempo rozwoju lub ponadprzeciętną rentowność.
[srodtytul]Zyski też powinny rosnąć[/srodtytul]
W naszej symulacji nie poprzestaliśmy na tych prostych sygnałach kupna/sprzedaży, i dodaliśmy warunek finansowy, jaki musieli spełnić kandydaci do naszego przykładowego portfela. Podobnie jak O’Neil, dodaliśmy kryterium dotyczące zysków spółek. Aby ułatwić sobie przeprowadzenie symulacji, posłużyliśmy się metodologią, jaką stosujemy m. in. przy okazji podsumowywania wyników finansowych firm (zestawienia dotyczące wyników w III kwartale opublikujemy już jutro i w środę), i która służy też zwykle do obliczania zysków na akcję i wskaźnika C/Z. Polega ona na obliczaniu sumy zysków z czterech kolejnych kwartałów.
Po pierwsze, wprowadziliśmy wymóg, że w ostatnim czasie firmy powinny móc pochwalić się dodatnimi wynikami – krocząca suma zysków za cztery kolejne kwartały powinna być dodatnia w każdym z czterech ostatnich kwartałów. Przykładowo, gdybyśmy obecnie poszukiwali spółek do portfela, sprawdzalibyśmy, czy ich wyniki były dodatnie w każdym z rocznych okresów kończących się odpowiednio na IV kwartale 2009 r. oraz na I, II i III?kwartale bieżącego roku. Gdyby w którymkolwiek z tych rocznych okresów zyski były pod kreską, spółka odpadłaby z dalszej selekcji.
Wyniki na plusie to jeszcze nie wszystko. Zgodnie z filozofią inwestowania we „wzrost” należy szukać firm szybko zwiększających zyski. Zgodnie z tym założeniem poszukiwaliśmy spółek, dla których krocząca suma zysków jest co najmniej 50 proc. większa niż rok wcześniej. Przykładowo, obecnie warunek ten oznaczałby, że?zyski w okresie IV kw. 2009–III kw. 2010 powinny być?przynajmniej o połowę większe niż w okresie I kw. 2009–IV kw. 2009 (to tylko przykładowe kryterium – można by równie dobrze próbować wprowadzić inne warunki).
[srodtytul]Sukces w praktyce[/srodtytul]
Okazuje się, że zestaw tych przykładowych kryteriów inspirowanych CAN SLIM i innymi „wzrostowymi” strategiami, całkiem nieźle sprawdzał się w ostatnich latach w polskich warunkach. Portfel akcji maksymalnie pięciu spółek spełniających te wymogi urósłby od końca 2007 r. o 70 proc., podczas gdy indeks WIG jest w tym samym okresie wciąż pod kreską.Sukces naszego przykładowego portfela wynikał w pierwszej kolejności z uniknięcia drastycznych strat w czasie bessy. W pierwszym etapie rynku niedźwiedzia (początek 2008 r.) udało się nawet „wyłuskać” parę walorów notujących zwyżkę wbrew całej giełdzie.
Portfel w stanie nietkniętym przetrwał najcięższe dla inwestorów chwile kryzysu finansowego na jesieni 2008 r. Nie oznacza to jednak, że zasady te sprawdzały się jedynie jako sposób na ochronę kapitału. Triumfy strategia odnosiła także w trakcie trwającej od wiosny 2009 r. hossy (słabość przeżywała jedynie w pierwszych miesiącach hossy, kiedy potrzeba było czasu na znalezienie odpowiedniej liczby spółek spełniających opisane dość rygorystyczne kryteria).Najwyraźniej więc inwestowanie we „wzrost” – pod warunkiem, że jest poparte zdyscyplinowanym planem ucinania strat – zdaje egzamin także na GPW.
[ramka][b]Mieszanka „wzrostu” i „wartości”[/b]
W naszym cyklu poświęconym sposobom wyboru atrakcyjnych akcji opisaliśmy do tej pory zarówno skuteczne strategie inwestowania we „wzrost” ([link=http://www.parkiet.com/artykul/986292-CAN-SLIM---sztuka-doboru-dynamicznych-akcji.html]CAN SLIM[/link]), jak i w „wartość”([link=http://www.parkiet.com/artykul/979873_W-jaki-sposob-szukac--atrakcyjnych-akcji-.html]m.in. system Benjamina Grahama[/link]). Choć często podejścia te są sobie przeciwstawiane i uznawane są za alternatywne lub konkurujące, to w praktyce możliwe jest tworzenie strategii łączących poszczególne elementy każdego z nich. Wyniki symulacji analityków AAII potwierdzają, że również i takie strategie mogą zdać egzamin. Dobrym przykładem jest system „Tiny Titans” (dosł. „drobne tytany”) stworzony przez Jamesa O’Shaughnessy’ego, który pod koniec lat 90. zasłynął z obszernych badań dotyczących sposobów zarabiania na Wall Street. Według AAII od końca 1997 r. strategia ta przyniosłaby do tej pory łącznie prawie 2400 proc. zysku (wynik porównywalny z CAN SLIM, przy czym korelacja z tym systemem wynosi jedynie 34 proc., jeśli chodzi o miesięczne stopy zwrotu).Jej kryteria łączą w sobie zarówno elementy „wzrostowe” (należy inwestować w najlepsze pod względem rocznej stopy zwrotu walory), jak i „wartościowe” (wskaźnik cena/przychody ze sprzedaży powinien być mniejszy od 1). Cechą charakterystyczną jest też ograniczenie zainteresowania wyłącznie do małych – choć nie najmniejszych – spółek (co w warunkach amerykańskich przekłada się według twórcy strategii na kapitalizację od 25 mln do 250 mln USD), gdyż często cechują się one znacznie większym potencjałem wzrostu niż duże, stabilne firmy. Jak widać, pole do popisu przy tworzeniu zyskownych strategii jest szerokie.
[b]Kupuj drogo, sprzedawaj jeszcze drożej[/b]
Kupowanie walorów ustanawiających 52-tygodniowe maksima może wydawać się taktyką sprzeczną z zasadą mówiącą „kup tanio, sprzedaj drogo”. Tutaj bardziej trafne byłoby powiedzenie „kup drogo, sprzedaj jeszcze drożej”. Dobrze obrazuje to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów z GPW z ostatnich kilkunastu miesięcy – M.W. Trade (walory tej spółki znalazły się w portfelu tworzonym na bazie naszych symulacji). W momencie, kiedy kurs ustanowił po raz pierwszy roczne maksimum (grudzień 2009 r.), miał już za sobą zwyżkę aż o 270 proc. względem dna bessy, co mogło skutecznie odstraszać wielu inwestorów. Paradoksalnie, po ustanowieniu tego szczytu notowania poszły w górę jeszcze o 460 proc. Czy kurs będzie dalej rósł? Tego nigdy nie wiadomo – omawiane przez nas strategie inwestycyjne opierają się nie na wróżeniu przyszłości, lecz na „przesiewaniu” giełdy w poszukiwaniu potencjalnych zwycięzców rynkowej gonitwy[/ramka]