To miękkie podbrzusze rosyjskiej gospodarki wzięły na cel siły zbrojne Ukrainy. Kampania ataków na rosyjską infrastrukturę nabiera zupełnie nowego wymiaru w świetle wydarzeń w Zatoce Perskiej i skokowego wzrostu cen ropy. Czy ukraińskie drony okażą się szybsze od wpływów do budżetu Kremla?
Zrozumieć ropę to zrozumieć Rosję
Podobnie jak sama Rosja, przemysł ropy i gazu w Rosji jest zakładnikiem przeszłości kraju. Radziecki przemysł naftowy, który odziedziczyła Federacja Rosyjska, narodził się w Baku, w dzisiejszym Azerbejdżanie. Intensywna eksploatacja tych złóż skutkowała pogorszeniem ich jakości w stopniu, którego radziecki przemysł nie był w stanie zaadresować.
Z czasem środek ciężkości produkcji ropy w ZSRR przeniósł się na Zachodnią Syberię - gdzie pozostaje do dziś. Jest to ważne z uwagi na to, że zasięg ukraińskich dronów jest zoptymalizowany do rażenia właśnie tego regionu.
Złoża Zachodniej Syberii są ogromne, jednak ich wydobycie w wolumenach, które czyniłyby przedsięwzięcie opłacalnym, jest wymagające. Rosyjska ropa jest stosunkowo ciężka (gęsta) i kwaśna; podnosi to zarówno trudność, jak i koszt wydobycia oraz rafinacji. Brak technologii i nieefektywne zarządzanie za czasów radzieckich doprowadziły do degradacji złóż, a gospodarka ZSRR z czasem była coraz mniej zdolna utrzymać to coraz mniej rentowne wydobycie ropy.
Szczyt wydobycia ropy w Rosji przypadł na lata 70., kiedy osiągnęło ono poziom nieco ponad 13 milionów baryłek dziennie. Po upadku Związku Radzieckiego produkcja spadła do ok. 6 milionów baryłek dziennie; dziś ta liczba nie przekracza już 10–11 milionów.
Degradacja złóż w wyniku eksploatacji w czasach ZSRR wymuszała, by Federacja Rosyjska weszła w daleko idącą współpracę z zachodnimi koncernami, które udostępniły zaawansowaną technologię i nauczyły Rosjan zarządzania wydobyciem. Bez firm takich jak SLB, Halliburton, BP, Exxon, Emerson czy Siemens biedny i zacofany kraj taki jak Rosja nigdy nie byłby w stanie odbudować swoją produkcję do dzisiejszych poziomów.
To tworzy wrażliwość, do której Rosjanie nie chcą się przyznać: rosyjska infrastruktura naftowa nie została zbudowana przez Rosjan, lecz przez Europejczyków i Amerykanów. Odcięta od serwisu, oprogramowania i części zamiennych będzie stopniowo degradować. Można było to obserwować m.in. w Wenezueli czy Iranie, choć tam proces ten trwał nie lata, a dekady.
Problemy techniczne rosyjskiego przemysłu naftowego mogą być po części amortyzowane dzięki współpracy z Chinami i Indiami, jednak rosyjski przemysł to de facto przemysł zachodni z przypiętą rosyjską flagą - niekompatybilny z azjatyckimi rozwiązaniami. Kompleksowe zaadresowanie problemu wymagałoby wymiany niemal całego systemu oraz infrastruktury.
Poza procesem technicznej degradacji rosyjski przemysł musi mierzyć się z cyklicznymi atakami ukraińskich dronów, które fizycznie niszczą cenne i trudno zastępowalne maszyny.
Słowo „degradacja” jest tutaj kluczowe. Celem Ukrainy nie jest uderzenie dekapitujące, lecz prowadzenie asymetrycznej kampanii, która będzie zadawać względnie niewielkie, lecz kumulatywne straty.
Jaki jest jednak zamierzony charakter tych strat?
Ponad 30% rosyjskiego eksportu stanowi ropa, a paliwa kopalne lub ich półprodukty to już ponad 50% całości. Jednak to nie ropa jest najbardziej marżowym produktem: najbardziej ekonomicznym produktem wytwarzanym z rosyjskiej ropy jest diesel. Wynika to z lepkości oraz zawartości związków siarki w rosyjskiej ropie. Obserwując produkcję i eksport rosyjskiej ropy, trudno dopatrzyć się na wykresie druzgocącego wpływu sankcji czy zapaści całej branży - to jednak, wbrew powszechnej opinii, nigdy nie było celem sankcji.
Rosja nie miała przestać produkować ropy; Rosja miała na niej mniej zarabiać. Zamiar ten został częściowo osiągnięty, przy jednoczesnym ustabilizowaniu rynku surowca po kryzysie z 2022 roku.
Obserwując dane dotyczące zarówno wpływów do budżetu, jak i wolumenów, można zauważyć, że wydobycie i eksport surowej ropy pozostały w badanym okresie niemal niezmienione. Wolumen wydobycia spadł jedynie o 2–3%, a eksport wzrósł o ok. 3%.
Ukraińska kampania ataków dronami ma zaadresować bardziej marżową i wrażliwą część przemysłu naftowego - rafinację. Ukraina, atakując rosyjską infrastrukturę, zazwyczaj nie uderza w infrastrukturę wydobywczą, bo jest to zwyczajnie nieefektywne. Skupia się na uderzeniach w wąskie gardła rafinacji i eksportu paliw - które łatwiej trafić, trudniej naprawić, a których nawet czasowe wyłączenie jest dużo bardziej kosztowne dla rosyjskiej gospodarki i budżetu.
Z uwagi na optymalizację procesu rafinacji pod konkretne gatunki ropy Rosja ma ogromną nadprodukcję diesla, który eksportuje i którym zasila najbardziej krytyczne gospodarczo pojazdy - w tym wojskowe. Jednocześnie produkcja mniej kluczowej, ale wciąż niezbędnej benzyny jest niemal „na styk”. To jest prawdziwy słaby punkt, w który celuje Ukraina.
W tym samym czasie produkcja w rafineriach spadła o 7%, a eksport o aż 12%.
Tu należy zaadresować bardzo często padające liczby mówiące o tym, że ukraińskie uderzenia wyłączyły z użytku ponad 30% całej mocy przerobowej rosyjskich rafinerii. Jak to możliwe, że produkcja spadła „tylko” o 7%?
Rosja ma ogromne bufory mocy produkcyjnych. Całkowite moce przerobowe rosyjskich rafinerii szacowane są nawet na 6 milionów baryłek ropy dziennie; obecnie Rosja wykorzystuje jednak jedynie ok. 4,5-5 miliona. Wyłączając nawet ⅓ infrastruktury z użytku, Rosja wciąż ma hipotetyczną możliwość przekierowywania produkcji gdzie indziej, podczas gdy w porażonych zakładach trwają remonty i akcje gaśnicze.
Nie oznacza to jednak, że wpływ tych ataków nie jest widoczny. Już na tym poziomie pojawiają się pierwsze przestoje i niedobory, przy brakującej mocy przerobowej rzędu 0,2–0,5 miliona baryłek dziennie.
Ponadto wiele zakładów zostaje uszkodzonych w stopniu, który uniemożliwia naprawę. Przekierowania są czasochłonne i kosztowne, a także nie zawsze fizycznie możliwe. W dodatku rosyjskie rafinerie budowano z myślą o obsłudze w pierwszej kolejności rynku lokalnego - uszkodzona lub zniszczona rafineria paraliżuje lokalny rynek paliw.
Ujęcie budżetow
Wartość rosyjskiego eksportu surowej ropy spadła do poziomów niższych niż przed wojną - o niecałe 10%. Jednak spadek eksportu produktów przetworzonych wynosi już ponad 40%.
Budżet federalny Rosji na 2025 rok to 41,5 biliona rubli (ok. 415 mld USD). Wydatki na wojsko to 13,2 biliona rubli, a bezpieczeństwo wewnętrzne to kolejne ok. 4,5 biliona rubli. Oznacza to, że sama „obrona” i „bezpieczeństwo”, (czyli w ujęciu praktycznym wojna i represje) - kosztują Rosję ponad 40% całego budżetu.
Dochody budżetowe ze sprzedaży ropy i gazu stanowią natomiast ok. 20–30% wpływów budżetu Rosji. Układanka bez tego elementu się rozsypuje. Zakładając, że spadek wartości eksportu przełoży się na w przybliżeniu liniowy spadek wpływów budżetowych, oznacza to spadek dostępnych środków rzędu kilkunastu procent budżetu.
Jeśli Ukraina utrzyma lub eskaluje kampanię przeciwko rosyjskiemu sektorowi naftowemu, realny staje się scenariusz, w którym Rosja będzie zmuszona wybierać między zaspokajaniem potrzeb własnych (w tym frontu) a zaspokajaniem potrzeb klientów, a tym samym - budżetu.
Z każdej tony ropy Rosja jest w stanie wyprodukować ok. 300–400 kg diesla oraz ok. 150 kg benzyny.
Jednocześnie gospodarka rosyjska potrzebuje ok. 130–140 mln ton paliw rocznie, by funkcjonować w warunkach względnej normalności. Mając w pamięci moce przerobowe rafinerii w Rosji, oznacza to że Ukraina musiałaby wyłączyć z użytku 50–60% mocy przerobowych rafinerii w Federacji Rosyjskiej, by postawić Rosję przed wyborem:
- Wstrzymać działania wojenne z powodu braku paliwa w gospodarce i wojsku;
- Zmniejszyć wydatki budżetowe o kilkanaście do kilkudziesięciu procent w wyniku ograniczenia eksportu paliw.
Czy sytuację zmienia konflikt w Iranie? Częściowo
Wzrost cen ropy na światowych rynkach oraz wysoki stopień zależności lokalnych konsumentów w Azji od surowca widać w rosyjskim bilansie. Cena ropy Urals wzrosła z okolic 60 USD za baryłkę do ponad 90 USD - czyli o ponad 50%. Dramatyczna sytuacja na rynku ropy sprawia, że rosyjska ropa staje się dużo bardziej atrakcyjna. Jednak ten wzrost może mieć jedynie charakter cenowy, a nie wolumenowy. Dlaczego?
Rosyjska infrastruktura przesyłowa jest mocno ograniczona. Operator rosyjskich rurociągów, Transnieft - kontroluje ok. 67 tys. km rurociągów, jednak ich przeważająca większość została zbudowana z myślą o eksporcie do Europy i (byłych już) krajów „demokracji ludowej”. Największy popyt na ropę i paliwa jest dziś w Azji, a tamtejsze rurociągi i terminale przeładunkowe już działają na maksimum swoich możliwości.
W obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie i globalnego wzrostu cen surowca celem Ukrainy stało się dodatkowe ograniczenie możliwości eksportu i przesyłu ropy przez Rosję. Częścią tej strategii były duże ataki m.in. na porty i rafinerie w Ust-Łudze oraz Tuapse, które są kluczowymi arteriami nie tylko produkcji, ale też eksportu.
Ogromny wzrost cen ropy jest tylko częściowym wytchnieniem dla rosyjskiego budżetu. Mimo wzrostu wpływów z eksportu w marcu o ok. 40%, wciąż oznaczało to spadek o blisko połowę względem analogicznego okresu rok wcześniej. Lepiej dla Rosji wyglądają wskaźniki za kwiecień: wzrost do 19 mld USD oznacza wzrost o ok. 100%. Biorąc jednak pod uwagę dane historyczne i kontekst, jest to najpewniej wzrost chwilowy, a przychody mają swój „sufit” w postaci zdolności logistycznych do eksportu.
Przychody te dodatkowo, ze swojej natury nie są trwałe. Trwały nie jest również ich wpływ na rosyjski budżet i dług który staje się dla Rosji coraz większym obciążeniem, mimo ogromnych nadmiarowych zysków w 2022 oraz realnie działających schematów omijających sankcje w 2024 roku, koszt obsługi długu rośnie równie wertykalnie co straty na froncie Ukraińskim.
Jednocześnie źródła Reutersa wskazują, że Rosja zaczęła wyraźnie ograniczać zarówno wydobycie, jak i eksport. W kwietniu wydobycie ropy miało spaść do 8,5 mln baryłek dziennie, a eksport do 4,1 mln. Jeśli te szacunki są prawidłowe, oznacza to, że produkcja ropy w Rosji spadła do poziomów niewidzianych od ok. 10 lat - mimo rekordowych cen i wysokiego popytu.
Ponure perspektywy przedstawia nawet rosyjskie Ministerstwo Gospodarki, które szacuje, że eksport ropy ma spaść do okolic 200 mln ton rocznie; samo ministerstwo przyznaje też, że brak perspektyw na odbudowę pozycji rynkowej w tej dekadzie.
Oznacza to, że wojna w Iranie jest potężnym wsparciem dla Rosji, jednak jeśli trendy się utrzymają, to nawet to nie wystarczy, by zahamować uporczywie negatywny trend, w jakim znalazły się gospodarka, przemysł i budżet kraju.
Kamil Szczepański Analityk Rynków Finansowych XTB