Reklama

Komu bije giełdowy dzwon?

Na rozwiniętych rynkach środek ciężkości finansowania rozwoju przedsiębiorstw nie leży obecnie w ofertach publicznych, ale w transakcjach na rynku prywatnym, a spadek liczby IPO na przestrzeni ostatnich lat nie powinien być postrzegany jako porażka rynku publicznego, ale raczej jako triumf rynku prywatnego.
Komu bije giełdowy dzwon?

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Kondycja warszawskiej giełdy jest kiepska albo, mówiąc wprost, beznadziejna. Jak można bowiem inaczej określić sytuację, gdy w kraju uznawanym w ostatnich latach za jednego z europejskich czempionów pod względem dynamiki wzrostu PKB, którego marsz w kierunku rozwiniętych gospodarek nie został powstrzymany nawet przez globalny kryzys finansowy z 2008 r. tylko jedna spółka zadebiutowała na głównym parkiecie w pierwszym półroczu tego roku (pomijając kilka transferów z NewConnect). Przyczyn tego jest wiele. Można mówić o „płytkości" rodzimego rynku. Szeroko komentowane jest zakończenie ery wielkich prywatyzacji, które bez wątpienia dodawały naszemu parkietowi wigoru i zwracały nań uwagę inwestorów zagranicznych. Oczywiste jest również, że obecne wyceny notowanych spółek nie zachęcają nowych przedsiębiorców do wysłuchania, jak rozbrzmiewa giełdowy dzwon. Nie da się jednak ukryć, że czynniki lokalne to tylko element szerszego kontekstu, a sytuacja na GPW wpisuje się w globalny trend brutalnie obnażający zmniejszającą się atrakcyjność poszukiwania kapitału na rynku publicznym.

Pozostało jeszcze 90% artykułu

Ostatnia szansa na dostęp do NYT w rocznej subskrypcji

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji Parkiet.com oraz e-Prenumeraty Parkiet Inwestor w pakiecie z The New York Times na 12 miesięcy.

Kliknij i poznaj warunki

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama