Na początku czerwca na Wall Street powraca temat silnej koncentracji hossy wokół szeroko pojętych spółek technologicznych, w szczególności związanych z boomem AI. Podczas gdy np. subindeks sektora półprzewodników jest w chwili pisania tego komentarza fenomenalne 44 proc. na plusie od początku roku, technologiczny Nasdaq 100 – 21 proc. na plusie, a S&P 500 (w którym technologia też ma coraz większą wagę) 11 proc., to wersja tego ostatniego benchmarku odchudzona o sektory IT i communication services jest raptem... 1,5 proc. na plusie w tym roku i w pobliżu półtoramiesięcznego minimum.

Strateg Bank of America M. Hartnett w ubiegłotygodniowej notce zwrócił uwagę, że nowym szczytom S&P 500 towarzyszą maksima notowań zaledwie 21 spośród z nieco ponad 500 spółek z indeksu – dokładnie tak samo wąskie było grono liderów hossy na szczycie tzw. bańki internetowej w marcu 2000 r.

Czy skrajnie wąski charakter ostatniej fali hossy stanowi już ostatni akcent przed kolejną większą korektą na rynkach, czy może hossa ulegnie raczej stopniowemu poszerzeniu o sektory pozostające dotąd w cieniu? W poszukiwaniu odpowiedzi warto obserwować wskaźnik Advance/Decline, pokazujący stosunek liczby akcji drożejących i taniejących. Obecnie tkwi on w trendzie bocznym, poniżej szczytów z lutego i kwietnia. Gdyby udało mu się pokonać te górki, byłby to sygnał, że hossa staje się bardziej „solidarna”.