Co więcej, konsensus rynkowy nie nadąża za tempem poprawy wyników. Prognozy są systematycznie rewidowane w górę, a popyt na rozwiązania związane z AI pozostaje wyjątkowo silny.

To istotna różnica względem wielu historycznych epizodów spekulacyjnych. Dzisiejsze wzrosty nie są oparte wyłącznie na obietnicach odległej przyszłości. Za wycenami stoją realne przepływy pieniężne, rekordowe nakłady inwestycyjne i rosnące zyski przedsiębiorstw. Jeszcze rok temu wiele wycen wydawało się wymagających. Dziś jednak rynek otrzymuje twarde potwierdzenie, że rewolucja związana ze sztuczną inteligencją nie jest jedynie marketingową narracją. To realne zamówienia, rosnące inwestycje i coraz większe strumienie gotówki płynące do firm dostarczających infrastrukturę dla AI.

To właśnie dlatego amerykańskie indeksy tak konsekwentnie wspinają się na nowe historyczne szczyty. W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych epizodów euforii rynkowej obecna fala wzrostów jest w dużej mierze wspierana przez wyniki finansowe. Inwestorzy nie kupują wyłącznie obietnic przyszłości. Kupują spółki, które już dziś pokazują dynamiczny wzrost przychodów i zysków.

Jednocześnie wraz z kolejnymi rekordami coraz częściej powraca pytanie, które towarzyszy każdej wielkiej hossie technologicznej. Czy mamy już do czynienia z bańką?

Historia rynków kapitałowych podpowiada jednak, że bańki rzadko pękają wtedy, gdy wzrosty skupione są wokół niewielkiej grupy liderów generujących ponadprzeciętne wyniki. Znacznie częściej poprzedza je etap szerokiego rozlania optymizmu, kiedy kapitał zaczyna płynąć do coraz większej liczby spółek, często niezależnie od jakości ich fundamentów. To moment, w którym inwestorzy przestają kupować konkretne biznesy, a zaczynają kupować samą historię.

Pierwsze symptomy takiego zjawiska zaczynają być widoczne również dziś.

Paradoksalnie jednego z najciekawszych przykładów dostarczył ostatnio sam Jensen Huang. Podczas jednej z publicznych wypowiedzi szef Nvidii stwierdził, że w sektorze półprzewodników znajduje się jeszcze spółka, która w przyszłości może osiągnąć kapitalizację przekraczającą bilion dolarów. Rynek bardzo szybko uznał, że chodzi o Marvell Technology.

To wystarczyło. W ciągu zaledwie dwóch sesji kurs Marvella wzrósł o około 40%, a kapitalizacja spółki zwiększyła się o dziesiątki miliardów dolarów. Nie pojawił się przełomowy produkt. Nie ogłoszono kontraktu zmieniającego przyszłość firmy. Nie opublikowano wyników, które uzasadniałyby tak gwałtowną zmianę wyceny. Katalizatorem okazały się przede wszystkim słowa człowieka, którego inwestorzy traktują dziś niemal jak główny autorytet całej rewolucji AI.

Nie oznacza to oczywiście, że Marvell jest spółką bez fundamentów. Wręcz przeciwnie. Firma znajduje się w samym centrum boomu na infrastrukturę sztucznej inteligencji, a jej perspektywy pozostają bardzo atrakcyjne. Problemem nie jest jakość biznesu. Problemem jest tempo, w jakim rynek jest gotowy dyskontować nawet najbardziej optymistyczne scenariusze.

To właśnie w takich momentach hossa zaczyna zmieniać swój charakter. Inwestorzy nie kupują już wyłącznie wyników, przychodów czy przepływów pieniężnych. Coraz częściej kupują narrację. Wystarczy sugestia, wskazówka lub pochlebna opinia lidera branży, aby miliardy dolarów kapitału w ciągu kilku godzin popłynęły do wybranej spółki.

Jensen Huang przestał być wyłącznie prezesem Nvidii. Dla części rynku stał się swego rodzaju wyrocznią. Firmy, które zyskują jego uznanie, natychmiast trafiają na radary inwestorów poszukujących kolejnych zwycięzców ery AI. Kapitał przestaje koncentrować się wyłącznie na największych beneficjentach rewolucji technologicznej, a zaczyna rozlewać się szerzej po całym ekosystemie.

Nie jest to jeszcze sygnał alarmowy. Wręcz przeciwnie. Fundamenty pozostają mocne, wyniki finansowe imponujące, a perspektywy rozwoju sztucznej inteligencji nadal wydają się bardzo atrakcyjne. Warto jednak pamiętać, że każda wielka bańka inwestycyjna rodziła się na fundamencie prawdziwej innowacji. Tak było w przypadku kolei żelaznych, elektryfikacji, internetu czy rynku nieruchomości. Najpierw pojawia się przełom technologiczny, później realny wzrost gospodarczy, a dopiero na końcu nadmierny entuzjazm inwestorów.

Dlatego pęknięcie bańki AI nadal nie wydaje się scenariuszem na bliski termin. Rynek zaczyna jednak wysyłać pierwsze sygnały, których nie warto ignorować. Rozlewanie się wzrostów na coraz szerszą grupę spółek oraz rosnąca wrażliwość inwestorów na narrację to elementy, które historycznie pojawiały się w późniejszych etapach hossy.

Największym zagrożeniem dla rynku AI nie są dziś słabe wyniki spółek. Największym zagrożeniem jest rosnące przekonanie inwestorów, że wyceny mogą rosnąć wyłącznie dlatego, że do tej pory rosły.

Mikołaj Sobierajski

Analityk Rynku Akcji XTB