Portfel inwestycyjny

Akcje zabrnęły za daleko – maj przyniesie korektę

Portfel „Parkietu" › Fala optymizmu, która trwa od połowy marca, zbyt wysoko wyniosła ceny akcji. W maju należy się spodziewać korekty – twierdzą eksperci. Drożeć mają ropa i złoto.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Po tąpnięciu rynków w marcu kwiecień był zaskakująco udany dla posiadaczy akcji. Z kolei silne spadki miały miejsce na rynku ropy naftowej. W takich nietypowych warunkach średni wynik w portfelu walut, surowców i indeksów akcji wyniósł 0,7 proc. pod kreską. Część pozycji w ogóle się nie zrealizowała, jednak czterem analitykom udało się pomnożyć kapitał.

Stabilizacja rynku ropy

Miesiąc temu wydawało się, że cena ropy w okolicy 20 dolarów za baryłkę jest nie do utrzymania. Analitycy, którzy zdecydowali się prognozować zachowanie ceny tego surowca, stawiali na odreagowanie w górę. Doszło jednak do kolejnego załamania, które przyniosło anomalie na rynku. Kolejne kraje zaczynają luzować obostrzenia, jakie nałożyły w związku z pandemią koronawirusa, dzięki czemu popyt na ropę się odradza. Jeszcze przed końcem kwietnia cena dotarła w okolice 18 dolarów za baryłkę, a początek maja przyniósł umocnienie w okolicy 25 dolarów. Zdaniem analityków notowania mogą dotrzeć do około 30 dolarów za baryłkę, jednak perspektywy dla ropy wciąż nie wyglądają najlepiej. Rafał Sadoch z DM mBanku przyznaje, że czarne złoto ma za sobą trudny okres i choć nie można wykluczać spadku do 20 dolarów, to w średnim terminie normalizacja zapasów ropy powinna sprzyjać odbiciu. Bardziej optymistyczny jest Marcin Kiepas z Tickmill. – Ogromne wyprzedanie, kapitulacja popytu w momencie wygasania majowych kontraktów, wzrostowe dywergencje na wskaźnikach i oczekiwany wzrost popytu po odmrożeniu gospodarek przy jednoczesnym ograniczeniu podaży sprowokowanym nieopłacalnością produkcji po obecnych cenach – analizuje. Według Kiepasa wszystkie te czynniki wskazują, że ropa średnioterminowy dołek ma już za sobą.

Wraz z ropą naftową zwyżkować ma także złoto. – Powrót obaw o fundamenty, pomimo dostarczania nielimitowanej płynności przez banki centralne, sprzyja bezpiecznym aktywom – argumentuje Sobiesław Kozłowski z Noble Securities. – Również w dalszej perspektywie obawy przed inflacją wydają się uśpione, co przypomina koniec lat 60. XX w. Natomiast w latach 70. notowania złota wzrosły blisko 14,6 razy – wspomina Kozłowski. Optymistyczne nastawienie do złota ma też Andrzej Kiedrowicz. Jego zdaniem konsolidacja wokół 1700 dolarów za uncję może się skończyć kolejną falą wzrostu, jeśli na rynek powróci ryzyko. – Na taki scenariusz zaczynają wskazywać umacniający się jen, spadek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych oraz powrót do spadków amerykańskich indeksów giełdowych – uważa Kiedrowicz.

Spadki akcji

W kwietniu szczególnie mocne były amerykańskie spółki. W maju większość analityków spodziewa się zmiany trendu. Według Marka Rogalskiego z DM BOŚ proces znoszenia blokad gospodarczych nałożonych w związku z pandemią może przynieść sporo rozczarowań, co przełoży się na postrzeganie amerykańskich spółek. – Ciekawym wątkiem znowu mogą się okazać tarcia amerykańsko-chińskie – przypomina Rogalski.

Foto: GG Parkiet

Zniżkować mają nie tylko amerykańskie, ale i europejskie indeksy akcji. W ocenie Kozłowskiego trwające od połowy marca odreagowanie DAX przypomina pięciofalowy impuls z wydłużoną falą pierwszą, a zatem z obecnych poziomów można oczekiwać korekty do rejonu dna fali. W prognozach na maj nie mogło też zabraknąć wspomnienia o tym, że statystycznie to jeden z najgorszych miesięcy dla rynku akcji. – Giełdy zabrnęły zdecydowanie za daleko, jeżeli chodzi o odreagowanie marcowej paniki. Nawet jeśli uwzględnimy niespotykaną dotychczas skalę programów wsparcia uruchomionych przez banki centralne i rządy – twierdzi Kiepas. – Recesja będzie głęboka, a szanse na odbicie typu V w gospodarce są minimalne, stąd też na giełdach powinien nastąpić zwrot w kierunku marcowych dołków – przekonuje analityk Tickmill.

Dolar wciąż mocny

W ostatnich tygodniach silny pozostaje dolar i tu wiele w najbliższym czasie nie powinno się zmienić. Jak przyznaje Sadoch, trudno obecnie szukać argumentów przeciwko amerykańskiej walucie zarówno w przypadku wygaszania pandemii, jak i kolejnej fali zachorowań.

– W pierwszym przypadku to amerykańska gospodarka jako pierwsza może odzyskiwać wigor, a w drugim dolar cały czas będzie uważany za bezpieczną przystań – zauważa.

Pytania do...

Foto: materiały prasowe

Marcina Sulewskiego analityka Santander Bank Polska

Kilka tygodni temu eksperci siłę dolara tłumaczyli tym, że USA będą walczyć ze skutkami koronawirusa efektywniej niż Europa. Dolar utrzymuje się wysokim poziomie także teraz. Czy najświeższe dane gospodarcze rzeczywiście to potwierdzają?

Trudno już teraz mówić o tym, czy USA zwalczą epidemię szybciej niż Europa, skoro w kwietniu poznaliśmy pierwsze twarde dane za marzec. Koniec I kwartału to też czas, kiedy banki centralne podjęły działania w celu ograniczenia skali załamania gospodarczego, jest więc za wcześnie na ocenę skuteczności tych decyzji. Rynek na pewno jednak widzi, że w USA decyzje zapadają szybciej i są bardziej zdecydowane niż w Europie – czy to na froncie polityki fiskalnej czy pieniężnej. Mogło to umocnić dolara w marcu. Warto zauważyć, że zarówno w przypadku indeksu dolara jak i samego EUR/USD od tamtego czasu nie zaszły duże zmiany. Dolar nie zyskuje dalej, ponieważ wszyscy widzieli jak szybko koronawirus rozprzestrzenił się w USA i nie jest przesądzone, że Fed nie będzie dalej luzował polityki pieniężnej, a recesja za oceanem będzie płytsza i krótsza niż w Europie. Konsolidacja jest oznaką wciąż ogromnej niepewności odnośnie do tego, jak szybko uda się skutecznie zgasić epidemię. Biorąc pod uwagę ostrzeżenia WHO, że po wakacjach możliwa jest kolejna fala zachorowań, w najbliższych miesiącach na rynku dolara raczej nie powinny zajść znaczne zmiany.

W kontekście ostatnich obniżek stóp procentowych można się spodziewać, że złoty i waluty regionu pozostaną pod presją? Jeszcze się osłabią?

Kluczowy dla notowań walut naszego regionu będzie globalny nastrój, a poziom i zmiany stóp mogą przesądzić o notowaniach walut CEE względem siebie. Po obcięciu przez RPP stopy referencyjnej o 100 pkt baz., złoty z waluty z jednymi z najwyższych realnych (mierzonych jako różnica głównej stopy banku centralnego i rocznej inflacji) i nominalnych stóp procentowych w regionie, szybko stał się najmniej atrakcyjny według tego kryterium. Według mnie może to spowodować, że złoty w najbliższym czasie będzie sobie radził słabiej niż forint, korona czy rubel – zyskiwał mniej w warunkach dobrego nastroju na świecie i tracił mocniej przy jego pogorszeniu. Myślę, że czeka nas jeszcze jedna fala awersji do ryzyka i zakładam, że waluty regionu mogą jeszcze się osłabić, zanim zaczną na dobre odrabiać straty.

Na fali drożejącej ropy straty starają się odrabiać waluty krajów eksportujących ten surowiec. To bardziej trwały trend?

Wszystko zależy od oceny rynku co do tego, jak szybko uda się pokonać koronawirusa. Według mnie ostatnie odbicie zarówno cen surowców, jak i cen akcji, to tylko korekta przed kolejną falą spadkową. Surowce mocno staniały pod wpływem perspektyw słabszego popytu globalnego i jeśli się okaże, że wychodzenie z recesji nie będzie tak szybkie jak rynek liczy lub będzie ona głębsza, cena ropy czy metali przemysłowych zapewne znowu spadnie. Będzie to niekorzystne dla walut państw eksportujących surowce, które traciły mocniej niż inne w trakcie pierwszej fali awersji do ryzyka w marcu. PAAN

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.