Portfel inwestycyjny

Akcje mają w marcu zyskiwać, jednak ostrożnie z zakupami

Po gwałtownych spadkach indeksów giełdowych w końcówce lutego kolejne tygodnie mają przynieść odreagowanie. Napięcie z rynków jednak nie schodzi i trzeba być czujnym.
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Pomysł, aby w lutym liczyć na zwyżki akcji, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, był dobry, jednak nie na cały miesiąc. Giełdy załamały się w ostatnim tygodniu lutego. Tylko trzem ekspertom udało się w tych warunkach wypracować zysk, natomiast średnia strata przekroczyła 1 proc. Duże spadki przyniosły m.in. pozycje długie na ropę naftową oraz wspomniane indeksy akcji. Najlepsze w lutym okazały się propozycje Marcina Kiepasa, analityka Tickmill. Kiepas w wielu poprzednich miesiącach wieszczył spadki na giełdach.

Spokojnie z akcjami

Ostatnie tygodnie na rynkach przyniosły silne wahania nastawienia inwestorów do ryzyka. Początek lutego był dość spokojny i spójny z oczekiwaniami analityków. Indeksy akcji, szczególnie na rynkach rozwiniętych, pięły się do góry. Wszystko zmieniło się przed ostatnim tygodniem ubiegłego miesiąca, gdy okazało się, że pierwsi zakażeni koronawirusem pojawili się we Włoszech, a liczba chorych rosła szybko. Wirus pojawił się w kolejnych krajach. W środę również w Polsce.

Na stygnące po potężnych zniżkach rynki akcji napłynęła zaskakująca wiadomość o decyzji Fedu o cięciu stóp procentowych o 50 pkt baz. W „normalnych" warunkach taka informacja zapewne skłoniłaby inwestorów do zakupów akcji, jednak nagła interwencja Rezerwy Federalnej może być zastanawiająca i budzić większe obawy o sytuację gospodarki USA.

Przy tak dynamicznym rynku założenia wybiegające na cały miesiąc mogą szybko stać się nieaktualne. Warto więc zaznaczyć, że na zajęcie poniższych pozycji analitycy mieli czas do końca lutego, tj. przed cięciem stóp procentowych w USA.

Analitycy są dość zgodni – po tak silnej przecenie akcje mają zakończyć marzec na plusie. Pozycje długie ustawiają jednak dość ostrożnie, licząc na niewielkie zyski i zabezpieczając się zleceniami typu stop loss.

– Obecnie trudno jest określić punkt zwrotny dla rynków akcji, będzie on zależał od tego, czy uda się powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa – przyznaje Przemysław Kwiecień z XTB.

W największe odbicie analitycy wierzą w przypadku akcji amerykańskich. Trzykrotnie pojawiła się pozycja długa na S&P 500. Jak zauważa Rafał Sadoch z DM mBanku, spadki akcji w ostatnim tygodniu lutego można porównywać tylko z czasami kryzysu finansowego.

– Po tak mocnych spadkach przyjdzie choćby korekcyjne odbicie – dodaje Marcin Sulewski z Santandera. Według Kamila Jarosa ostatnie spadki mogą być dobrym miejscem w horyzoncie długoterminowym.

Również na zakupy polskich akcji mają znaleźć się chętni. Liczy na to m.in. Kiepas.

– Koronawirus rozdaje karty. Wciąż jednak tak naprawdę nie wiemy, w którym miejscu jesteśmy. Czy bliżej nam do końca epidemii, czy to dopiero jej początek? – zastanawia się Kiepas. Zwraca uwagę, że inwestorzy ulegają emocjom. – Dlatego obstawianie zachowania w perspektywie miesiąca przypomina rzut monetą. Mnie wypadło „odbicie w marcu". Zobaczymy, czy się sprawdzi – przyznaje Kiepas.

Euro pod presją

Foto: GG Parkiet

Bardziej odważne decyzje inwestorów co do zakupów akcji sugerują, że w marcu może dojść do korekty cen metali szlachetnych. Ale w związku z koronawirusem już doszło do interwencji Fedu. Kwiecień w związku z tym prognozuje zwyżkę srebra. Tradycyjnie pozycję długą na złoto ustawił Łukasz Wardyn z CMC Markets. – Złoto pozostaje w długoterminowym trendzie wzrostowym – przekonuje. – Ostatnie dni lutego pokazały, że nawet panika na rynkach finansowych nie jest już w stanie wydźwignąć notowań złota na nowe ekstrema – zauważa z kolei Sadoch.

Większość ekspertów zakłada, że w marcu euro straci na wartości wobec innych, przecenionych w lutym walut, m.in. złotego czy też korony norweskiej. Jak zauważa Bartosz Sawicki z TMS Brokers, o jej słabości zadecydowała wyprzedaż ropy naftowej. – Przy historycznych szczytach kursu korona jest jednak ekstremalnie niedowartościowana – twierdzi Sawicki.

Pytania do... Kamila Jarosa, analityka rynków finansowych

Foto: materiały prasowe

Zaskoczyła pana szybka interwencja Fedu?

Tak, decyzja była zaskakująca, choć połowicznie. Spodziewałem się i – sądząc po notowaniach kontraktów na główną stopę procentową w USA – nie byłem w tym osamotniony, że stopy zostaną obniżone. Zakładałem jednak, że będzie to dokonane w ramach ustalonego harmonogramu posiedzeń FOMC. Tymczasem decyzję podjęto na posiedzeniu nadzwyczajnym. Taki tryb podejmowania decyzji w ramach polityki pieniężnej zarezerwowany był dotychczas dla szczególnie wyjątkowych sytuacji, jak krach po pęknięciu bańki internetowej, atak na WTC czy krach sprzed dekady. Jeśli zamierzeniem Fedu miało być uspokojenie rynków, to chyba efekt jest odwrotny. Podkreślono wagę zagrożenia, a to nie sprzyja budowaniu zaufania.

Można się teraz spodziewać spadku notowań dolara?

Ostatnia fala osłabienia dolara miała związek m.in. z rozpowszechnianiem się oczekiwań na obniżki stóp procentowych. Do pierwszej już doszło, więc jest całkiem możliwe, że chwilowo amerykańska waluta złapie oddech, ale nie sadzę, by mocno zyskała na sile. Oczekuje się kolejnych decyzji luzujących politykę pieniężną w USA, ale też dolar stracił nieco ze swojej roli ratunkowej. W trakcie przeceny z końca lutego lepiej zachowywały się jen i frank szwajcarski. Paradoksalnie dolar może silnie zyskać w przypadku ostrego kryzysu, gdyż kapitał już nie szuka przystani innej niż amerykańskie obligacje.

Czy inne banki centralne mogą pójść śladem amerykańskiego?

Problem z oceną bieżącej sytuacji i budowaniem oczekiwań co do przyszłości (co w samo sobie jest trudne) jest związany z czynnikiem ryzyka, jakim jest koronawirus i potencjał jego rozprzestrzeniania się. Delikatnie mówiąc, w części krajów podchodzono do tego tematu zbyt łagodnie, co nie ułatwia sprawy. Ostatnia decyzja Fedu pokazuje, że bankierzy centralni traktują to zagrożenie poważnie. Wyceny na rynkach długu wskazują na oczekiwanie, że inne banki centralne pójdą w ślady Amerykanów. Tylko że samymi pieniędzmi wirusa się nie okiełzna. Wydaje się, że inne główne banki będą działać, o ile uznają, że skutki obecności wirusa mogą się odbić znacząco na aktywności poszczególnych gospodarek. To jednak jest trudne do szacowania i pewnie poszczególne decyzje będą zależały od wymowy spływających danych.

Czy koronawirus może wprowadzić globalną gospodarkę w recesję?

Może, ale nie musi. Jak wspomniałem, szacowanie skutków wirusa w takiej skali w chwili obecnej jest mocno utrudnione. Spektrum możliwych scenariuszy jest olbrzymie, a skrajne wersje znacząco od siebie odbiegają, co tylko podkreśla, z jakim poziomem niepewności mamy do czynienia. Szczerze powiedziawszy, dotychczasowe zachowanie rynków akcji przypomina raczej przyjęcie założenia o łagodnym wpływie wirusa na gospodarkę globalną. Stąd też takie działania Fedu jak ostatnio raczej są niepokojące, bo sugerują, że zagrożenie jest porównywalne z tymi, w jakich podejmowano podobne decyzje. Od bankierów centralnych oczekuje się wyważonych decyzji, a aktywnych działań tylko w chwilach wyjątkowych. Skoro działają aktywnie, to znaczy, że według posiadanych przez nich informacji ryzyko osłabienia aktywności globalnej gospodarki jest duże. PAAN

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.