Parkiet PLUS

Prezes Erbudu Dariusz Grzeszczak: w czasie spowolnienia dywersyfikacja zdaje egzamin

WYWIAD | DARIUSZ GRZESZCZAK - z prezesem Erbudu rozmawiał Adam Roguski

Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu

Foto: materiały prasowe

Na koniec czerwca wartość portfela zamówień grupy wynosiła 2,35 mld zł, o ponad 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Widać jednak bardzo dużą zmianę struktury, w pewnych miejscach może nawet nieco zaskakującą. Najpierw jednak pytanie ogólne – jak widzi pan perspektywy pozyskiwania kontraktów, biorąc pod uwagę dalsze hamowanie polskiego rynku budowlanego?

Już kilka lat temu przewidywaliśmy, że w latach 2018–2019 na polskim rynku będziemy mieć do czynienia ze szczytem inwestycyjnym, co miało głównie związek z napływem funduszy unijnych, ale też planami inwestorów prywatnych. Dlatego położyliśmy tak duży nacisk na dywersyfikację i poza budownictwem ogólnym rozwijaliśmy się na innych polach, jak drogi, przemysł i energetyka, w tym z odnawialnych źródeł.

Idziemy zgodnie z założeniami, dzięki tak szerokiej dywersyfikacji uważam, że przed nami cały czas dobre perspektywy, jeśli chodzi o możliwości wypełniania portfela i osiągania oczekiwanych przychodów: niższa aktywność w pewnych częściach rynku budowlanego jest kompensowana wzrostem w innych.

Przeglądając portfel, zacznijmy od kwestii, których można się było spodziewać w związku z sytuacją rynkową w dobie pandemii. Mamy skokowy wzrost wartości zleceń na rynku inżynieryjnym: o 141 proc., do 446 mln zł, wciąż duży jest kawałek tortu, jeśli chodzi o drogi: 405 mln zł, o 15 proc. mniej rok do roku.

Budownictwo inżynieryjne to w naszym przypadku także OZE, czyli farmy wiatrowe i fotowoltaiczne. Bardzo nas cieszy, że po pięciu latach dużego spowolnienia zapadły decyzje o zwiększaniu udziału energii ze źródeł odnawialnych w ogólnym miksie. Dziś Polska ma 12-proc. udział, a Niemcy 40-proc., jest więc co nadganiać, a jako firma z doświadczeniem w budowie takich instalacji spodziewamy się trendu wzrostowego przychodów z tego tytułu. W tym roku farmy wiatrowe są absolutnym hitem inwestycyjnym, bardzo dobrze wygląda sytuacja, jeśli chodzi o małą fotowoltaikę, niestety, wciąż słabo jest, jeśli chodzi o dużą.

W przypadku dróg w fazę wykonawczą wchodzi duży kontrakt na odcinek drogi S3, gdzie na naszą grupę przypada prawie 360 mln zł. Będziemy się starali o kolejne zlecenia z rynku drogowego i ogólnie infrastrukturalnego, przesuwając zasoby z tych części rynku, gdzie perspektywy są słabsze.

Na hamującym rynku motorem mają być kontrakty od publicznych zamawiających. Czy nie stwarza to ryzyka dużej konkurencji w przetargach i presji na marże?

Zawsze są obawy, że konkurencja się nasili i dojdzie do psucia cen. Nie warto jednak popadać w skrajny pesymizm, zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Przystąpienie do kontraktu w modelu „zaprojektuj i buduj" wymaga dobrej kalkulacji, cierpliwości, ale też odstąpienia od przetargu, jeśli warunki okażą się niesprzyjające. Kilka lat temu w podobnej sytuacji decydowaliśmy się nie walczyć o kontrakty za wszelką cenę, co nam wyszło na dobre, a firmom, które podpisały umowy, niekoniecznie. Mówimy przecież o kontraktach, gdzie rentowność to często 2–3 proc. i nie ma dużego pola manewru.

Bardzo dobrze, że w nowych umowach zawarte są mechanizmy waloryzacji kosztów.

Mamy też istne tąpnięcie w biurowcach, wartość kontraktów w portfelu skurczyła się o aż 92 proc., do 17 mln zł. Jak ocenia pan perspektywy tego rynku?

Warto pamiętać, że deweloperzy biurowi po boomie w ostatnich pięciu latach zmienili podejście i zamiast zatrudniać generalnych wykonawców decydowali się pakietować roboty budowlane, nie ma więc możliwości złożenia całościowej oferty.

Niewątpliwie czasy są wyjątkowe, rynek biurowy jest w miejscu, w którym trudno przewidywać przyszłość. Wiele firm wciąż pracuje zdalnie, a budynki stoją puste. Myślę, że w najbliższym czasie inwestorzy będą się wstrzymywać z uruchamianiem projektów biurowych, chyba że pozyskają wcześniej kluczowego najemcę.

A jak pracuje wasze biuro?

Teraz normalnie, ale w kwietniu i maju pracowaliśmy zdalnie i było dużo niepokoju, czy w taki sposób da się zarządzać pracami na budowach. Okazało się, że w dużej mierze tak, nie mieliśmy i nie mamy żadnych opóźnień.

Jeśli chodzi o mieszkaniówkę, wartość portfela wzrosła o 37 proc., do 350 mln zł. Kryzysu nie widać...

Wszystko jest jeszcze wciąż świeże i trudno o kategoryczne stwierdzenia, ale owszem, po zauważalnym zmniejszeniu aktywności przez deweloperów w II kwartale znów dostajemy kontrakty. Zgodnie z tym, co mówią deweloperzy, sprzedaż po lockdownie wraca na poprzednie poziomy, spółki uruchamiają nowe projekty, powiększają banki ziemi.

Rzeczywiście z naszej perspektywy dziś sytuacja wygląda tak, jak przed lockdownem.

Zaskoczeniem może być duży spadek, jeśli chodzi o obiekty logistyczno-przemysłowe, o aż 88 proc., do 11,1 mln zł. A przecież magazyny to gorący temat – popyt najemców jest duży, inwestorzy kupują całe portfele.

Tu pojedyncze kontrakty mają taką wartość, że takie zmiany rok do roku mogą się zdarzyć i nie świadczy to o żadnym trendzie.

Udział kontraktów od publicznych zamawiających szacujecie na 40 proc. wobec 43 proc. rok wcześniej. Czy należy się spodziewać wzrostu?

Nie mamy żadnej określonej strategii, 40 proc. to zdrowy udział, moim zdaniem nie będzie przekraczał 50 proc. Zlecenia od publicznych zamawiających pozyskujemy relatywnie od niedawna, ale współpraca z instytucjami czy samorządami wygląda dziś zupełnie inaczej niż jeszcze dekadę temu. Nauczyliśmy się współpracować, a na kontraktach da się zarabiać.

Przejdźmy do bieżących wyników. W I półroczu skonsolidowane przychody skurczyły się o 9,5 proc., do 1 mld zł, tu również struktura rok do roku mocno się zmieniła. Uwagę zwraca m.in. głęboki spadek przychodów z budownictwa kubaturowego w kraju: o blisko jedną trzecią, do 591 mln zł, ale za to wzrost, jeśli chodzi o działalność za granicą na tym polu: o ponad o ponad 180 proc., do niemal 180 mln zł.

Niższe przychody to efekt wysokiej bazy, w skali całego roku wynik będzie wyrównany. Jeśli chodzi o zagranicę, czyli głównie Niemcy i Beneluks, po prostu realizujemy strategię – przychody rosną i będą dalej rosnąć: budujemy mieszkania, domy seniora, ale i biura czy magazyny.

Na tle innych linii biznesowych błyszczy pod względem rentowności niemiecka spółka IVT. Przy 52 mln zł przychodów z budownictwa przemysłowego za granicą marża brutto ze sprzedaży to blisko 19 proc. Jakie są możliwości zwiększenia skali?

Zapytań ofertowych jest mnóstwo, ale główną barierą rozwoju IVT jest proble z pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowników. Możliwości organicznego wzrostu są ograniczone, rozglądamy się za możliwością przejęcia, ale niczego konkretnego nie mamy na celowniku.

W styczniu, przed pandemią, mówił pan, że w najbliższych latach Erbud powinien osiągać 2,1–2,3 mld zł przychodów rocznie. Czy dziś pan to podtrzymuje?

Jak najbardziej.

Skonsolidowana marża operacyjna na koniec czerwca wynosiła 1,94 proc. wobec 2,12 rok wcześniej. Czy podtrzymuje pan, że w skali całego roku to będzie 2–3 proc.?

Tak, na podstawie portfela zamówień mogę powiedzieć, że oczekujemy osiągnięcia 2 mld zł przychodów, około 50 mln zł zysku operacyjnego i przynajmniej 30 mln zysku netto (w 2019 r. przy 2,31 mld zł przychodów grupa miała 58 mln zł zysku operacyjnego

i 35 mln zł zysku netto – red.).

Jak wyglądają dziś koszty wykonawstwa i ceny materiałów?

Nie widać większych zmian, jeśli chodzi o ceny materiałów, jest stabilizacja.

Rynek nie rośnie już tak mocno, jak w poprzednich latach, co oznacza mniejszą presję na koszty, a także uspokojenie sytuacji związanej z dostępnością pracowników.

Czy zauważalna jest zmiana podejścia banków do finansowania inwestycji budowlanych?

My nie mamy jakichkolwiek negatywnych sygnałów, współpracujemy z bankami

długoterminowo. Mamy dobry portfel i wyniki, nie ma powodów, byśmy mieli problemy. Nie widzimy też, by nasi klienci mieli kłopoty z pozyskaniem finansowania na projekty.

W sierpniu świętowaliście 30. urodziny Erbudu – zakładał pan go razem z ojcem. Czy jest pan zadowolony z rozwoju grupy? Jaką wizję ma pan na kolejne lata i dekady?

Jestem bardzo dumny, jesteśmy piątym generalnym wykonawcą w Polsce, przed nami tylko spółki należące do wielkich międzynarodowych koncernów. Największe podziękowania należą się pracownikom, bo to ich wysiłek. Mogę tylko żałować,nże z powodu pandemii nie mogliśmy fetować jubileuszu.

Dariusz Grzeszczak założył Erbud wraz z ojcem Erykiem w 1990 r. Od 1993 r. zasiada w zarządzie firmy. Jest członkiem zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK). Ukończył Politechnikę Gdańską. Zajął drugie miejsce w rankingu najlepiej wynagrodzonych w 2019 r. menedżerów giełdowych spółek budowlanych z kwotą 3,09 mln zł (pierwsze zajął jego emerytowany już kolega z zarządu Adam Zubelewicz).

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.