Z rynku błyskawicznie znika wszystko, mimo że ceny szybują. Deweloperzy przyznają pół żartem, pół serio, że dziś nie opłaca się im sprzedawać, bo jutro mogliby sprzedać drożej. Najmniejsze lokale, na które chętni są niemal zawsze, czasem trafiają do oferty na końcu. Zdążą jeszcze zdrożeć.
– Dzielenie oferty na etapy to powszechna praktyka deweloperów – mówi Jarosław Krawczyk, ekspert portalu Otodom. – Rzadko się zdarza, że wszystkie mieszkania są wystawiane na sprzedaż jednocześnie. Firmy muszą zapewnić sobie płynność i ciągłość sprzedaży, myślą też o długoterminowych planach rozwoju biznesu, dlatego preferują, aby ogłoszenia pojawiały się na rynku stopniowo. Często to właśnie oferty mniejszych mieszkań są wystawiane z opóźnieniem. Zazwyczaj nie ma problemu ze znalezieniem na nie chętnych, nawet na późniejszym etapie inwestycji. Szczególnie widać to dziś, gdy rynek jest rozgrzany, a podaż nie nadąża za popytem.
Szybkie zmiany
Ok. 30 proc. mieszkań, jak podkreśla Jarosław Krawczyk, sprzedaje się jeszcze przed rozpoczęciem budowy. – To, oczywiście, wymaga zaufania do dewelopera. Z drugiej strony rosnące koszty materiałów budowlanych i koszty pracy sprawiają, że także deweloper musi brać pod uwagę niebezpieczeństwo zwiększania się budżetu – zauważa. Bywa, że po ukończeniu budowy osiedla (zwłaszcza bardzo atrakcyjnego, ze stosunkowo niewielką liczbą mieszkań) w ofercie zostają pojedyncze lokale.
O „żonglowaniu ofertą" mówi Marcin Krasoń, ekspert obido.pl. – Pozwala to deweloperowi na bardziej płynną i przewidywalną sprzedaż, co wspiera główny cel, jakim jest długofalowy rozwój biznesu – tłumaczy. – Wszystkiego, co najbardziej chodliwe, sprzedawca nie rzuca od razu na rynek. To normalna praktyka. Tak działa to w sklepie rowerowym, spożywczym, odzieżowym – mówi. – Tam też odpowiednio układa się towary, chowa do magazynów i ponownie wystawia, gdy przyjdzie czas.
Nie jest jednak tak, jak zastrzega Krasoń, że deweloperzy wystawiają najpierw tylko mniej popularne mieszkania, a te najbardziej interesujące – na końcu. – Z punktu widzenia biznesowego byłoby to ryzykowne. Rekordowy wzrost cen nie gwarantuje, że tak samo będzie w kolejnych kwartałach czy miesiącach. Deweloper narażałby się też na utratę części klientów, którzy, przeglądając jego ofertę i nie widząc niczego dla siebie, odrzuciliby ją całkowicie i już do niej nie wrócili – wyjaśnia. – Dlatego deweloper często „miesza" tę sprzedaż, by zapobiec sytuacji, w której szybko zejdą najbardziej popularne lokale, a zostaną tylko mniej atrakcyjne.