Inflacja, którą obserwujemy, jest bezpośrednim następstwem wojny w Zatoce Perskiej i nie zniknie ona jako czynnik, dopóki konflikt nie zostanie zakończony. Jednak sposób, w jaki USA przeprowadziły swoją operację, postawił zarówno USA, jak i cały świat w sytuacji niemal bez wyjścia.

Reżim Iranu, mimo znikomych zdolności do faktycznej redukcji sił USA w regionie, pozostaje przy maksymalistycznych opcjach negocjacji i jest przy tym niemal całkowicie niewrażliwy na straty ludzkie czy materialne. USA natomiast, nawet mimo zdolności i woli do kompromisów, nie mogą pozwolić sobie na legitymizowanie kontroli Iranu nad cieśniną.

O ile USA mają zdolności militarne do zajęcia części terytorium Iranu oraz obalenia reżimu siłą, to wiązałoby się to z szeregiem strat, na które administracja USA nie wydaje się być gotowa, w tym z paniką na rynkach finansowych - mimo że najgorszy możliwy scenariusz dla rynku, czyli długoterminowe zamknięcie cieśniny, jest już faktem.

Scenariusz, jaki rysuje się dla rynku i rejonu, to scenariusz „nowej normalności”, w której wolumen transportu przez cieśninę jest zredukowany do mniej niż połowy poziomów sprzed wojny, a na transfer decydują się podmioty gotowe zaryzykować ataki Iranu oraz podmioty powiązane z Iranem.

Jest to scenariusz bazowy, jednak niejedyny. Iran funkcjonuje w warunkach permanentnego kataklizmu gospodarczego i de facto zaniku systemu finansowego państwa, co może skłonić przedstawicieli rządu do (w zamyśle) tymczasowych ustępstw.

Nie należy też wykluczyć możliwości koncesji ze strony USA, które pod presją inflacji konsumenckiej mogą tymczasowo pójść na dalekie ustępstwa, zakładając jakiś wariant zaadresowania kwestii Iranu i cieśniny, kiedy USA będą na to lepiej przygotowane.

Rynek będzie boleśnie przeciskał się przez kolejne wąskie gardła światowych łańcuchów dostaw. Prawdopodobne jest, że inwestorzy powinni przygotować się na lawinę spadającą w zwolnionym tempie, a nie na widowiskowe załamanie czy kryzys.

Niedobory ropy, benzyny i gazu w długim terminie oznaczają umiarkowaną recesję w Europie - która może mieć daleko idące skutki w obliczu możliwych wyborów w Hiszpanii, we Włoszech i we Francji. USA mogą obserwować kryzys o naturze bardziej inflacyjnej niż recesyjnej, co również będzie miało swoje skutki polityczne.

Niewiadomą jest tutaj Azja. Zarówno Chiny, jak i Japonia posiadają ogromne zapasy węglowodorów (co rozładowuje napięcie w całym regionie), nie są one jednak nieograniczone. Sytuacja państw takich jak Wietnam czy Indonezja już jest zła, a mieszane dane z Indii mogą pogorszyć kondycję dużej, ale i tak już spowolnionej gospodarki.

Jednym ze wskaźników dla tej tezy są ceny m.in. mocznika - kluczowego w produkcji nawozów. Cena towaru znacznie spadła w ostatnich tygodniach, mimo że sytuacja podażowa pozostaje napięta. Za spadkiem cen stoi wzrost eksportu z Chin oraz obserwowana na niespodziewanie niskich poziomach destrukcja popytu. Może być to standard rynkowy na następne kwartały.

Kamil Szczepański Analityk Rynków Finansowych XTB