17 deweloperów z rynku kapitałowego w I kwartale 2026 r. sprzedało szacunkowo 6,08 tys. mieszkań, o prawie 20 proc. więcej niż rok wcześniej, ale i o ponad 11 proc. mniej niż w IV kwartale ub.r. Tym samym przerwany został trend poprawy sprzedaży kwartał do kwartału, notowany przez pięć okresów z rzędu. Po części to efekt wysokiej bazy: wiele firm w IV kwartale ub.r. wypracowało ponadprzeciętne rezultaty.
Sezon publikacji danych został przeciągnięty przez Robyga, dużego dewelopera szykującego się do powrotu na warszawską giełdę. Od tego kwartału nasze statystyki uwzględniają wyniki notowanego na Catalyście Budleksu.
Sprzedaż mieszkań przed deweloperów z rynku kapitałowego oraz cele
W ostatniej kolumnie tabeli zgromadziliśmy dane o celach, jakie na ten rok postawiły sobie spółki. Większość spodziewa się wzrostu sprzedaży.
Po schłodzeniu w I kwartale, w II kwartale rynek wszedł w realiach wojny w Zatoce Perskiej i obaw o inflację. W marcu RPP obniżyła jeszcze stopy w Polsce, ale stawki WIBOR poszły w górę. Dane BIK mówią o eksplozji popytu na kredyty mieszkaniowe. Szukający lokum oraz zainteresowani refinansowaniem wcześniej zaciągniętego długu, chcą zdążyć przed pogorszeniem warunków, na jakich można zaciągnąć pożyczkę.
Czytaj więcej
Walne zgromadzenie dewelopera przegłosowało podwyższenie kapitału. Zastrzeżono, że wiążąca decyzja o IPO jeszcze nie zapadła.
Wzrost sprzedaży mieszkań w II kwartale? To możliwe
– Wyniki za I kwartał 2026 r. pokazują, że większość deweloperów odnotowała wzrosty sprzedaży w ujęciu rok do roku. Jest to naturalny efekt, ponieważ na początku 2025 r. rynek pozostawał pod wpływem wysokich stóp procentowych, a popyt zaczął się odbudowywać dopiero w kolejnych miesiącach. W relacji kwartał do kwartału większość firm zanotowała spadki sprzedaży. Wynika to zarówno z sezonowości – początek roku tradycyjnie przynosi mniejszą aktywność nabywców ze względu na przerwę świąteczną i ferie – jak i z wysokiej bazy z końcówki 2025 r., gdy spółki starały się maksymalizować wyniki sprzedaży. Spadki sprzedaży w relacji do poprzedniego kwartału odnotowała większość największych firm na rynku – mówi Aleksandra Gawrońska, dyrektorka działu badań rynku mieszkaniowego w JLL.
Ekspertka wskazuje, że mimo wolniejszego tempa sprzedaży w I kwartale, cele firm na cały rok odzwierciedlają utrzymujący się optymizm. – Najwięksi deweloperzy planują sprzedaż na poziomie porównywalnym lub wyższym niż rok wcześniej. Poprawa dostępności finansowania po obniżkach stóp procentowych z drugiej połowy 2025 r. powinna nadal wspierać popyt. Tam, gdzie oferta się kurczy, pojawia się też ryzyko wzrostu cen, co może przyspieszać decyzje zakupowe klientów. Natomiast w miastach, w których jest duża nadwyżka podaży, niższe ceny mogą sprzyjać dobrym wynikom w najbliższych dwóch kwartałach. Wszystko to przemawia za wzrostem sprzedaży w najbliższych miesiącach. O sytuacji w drugiej połowie roku zadecyduje zapewne to, co będzie się działo w obszarze inflacji, stóp procentowych i nastrojów nabywców – podsumowuje.
Czytaj więcej
We wszystkich siedmiu miastach średnia stawka za metr nowych mieszkań poszła w skali roku w górę. To głównie efekt wprowadzania przez deweloperów d...
Duży może więcej. Prognozy dla deweloperów mieszkaniowych
– Dla deweloperów otoczenie w II kwartale jest mniej sprzyjające niż w I kwartale. Marcowe dane o wnioskach kredytowych – liczba była największa od 18 lat – to nie sygnał siły popytu, lecz raczej „efekt ucieczki” klientów przed podwyżką stawek w kredytach hipotecznych – komentuje Jan Dziekoński, główny ekonomista w portalu Rynekpierwotny.pl. – Wojna w Zatoce Perskiej i blokada Cieśniny Ormuz podniosła oprocentowanie kredytów ze stałą stopą o ok. 70 pkt bazowych czyli wróciliśmy do poziomów z połowy 2025 r. Można powiedzieć, że część popytu z II kwartału została zatem skonsumowana już w marcu i nowego popytu będzie w tym okresie mniej – choć na razie sprzedaż w kwietniu idzie pewną siłą rozpędu i jest zbliżona do całego dobrego stycznia i lutego, ale do marcowego trochę jej brakuje – dodaje.
Dziekoński zaznacza, że pewnym pocieszeniem jest fakt, iż rynek wchodzi w zawirowania z rekordowo wysoką ofertą, niską inflacją i po wcześniejszym mocnym spadku stóp procentowych – inaczej niż w 2022 r. – więc skala wstrząsu na sam popyt może być mniejsza.
– Do tego dochodzi szok surowcowy windujący koszty budowy, który może podobnie jak w 2022 r. zwiększyć ostrożność i selektywność deweloperów – zwłaszcza tych mniejszych – we wprowadzaniu nowych projektów. Dlatego słabszy popyt najpewniej zderzy się z trwającym już rok trendem spadku nowej podaży. W efekcie silna walka konkurencyjna z końca 2025 r. nie musi się ponowić w II kwartale tego roku – mówi Dziekoński.
Czy cele spółek na 2026 r., mówiące o wzroście sprzedaży rok do roku, są realistyczne? – To zależy, o którym deweloperze mówimy. Ogółem spółki giełdowe celują we wzrost sprzedaży o 21 proc. rok do roku – niektórzy celują w ostrożne „plus 10”, inni w „plus 20” i znacznie więcej. Cały rynek w I kwartale ten pułap mniej więcej „dowiózł” – ale sami deweloperzy giełdowi nie do końca, bo sumarycznie odnotowali spadek sprzedaży. Szacunkowo cały I kwartał przyniósł realizację około 22 proc. rocznego celu, a sezonowo ten okres daje 25–27 proc. rocznej sprzedaży – mamy więc lukę – mówi Dziekoński. – Aby zrealizować całoroczne cele, kolejne kwartały muszą być średnio o 20 proc. silniejsze sprzedażowo niż I kwartał, co w warunkach droższego kredytu i wyczerpanego częściowo popytu w marcu może wyglądać ambitnie. Wsparciem dla sukcesu dużych deweloperów paradoksalnie może być właśnie inflacyjne otoczenie – w ich przypadku nie ma takiej potrzeby dla selektywności i ograniczania nowych wprowadzeń. Zapewniając ofertę – mimo nawet przeciętnego popytu – mogą oni zwiększyć udział w rynku. Realnie więc ten scenariusz wolniejszego wzrostu całego rynku jako całości (kilka-kilkanaście procent w skali całego roku) może przynieść niektórym spółkom jeszcze większy wzrost sprzedaży – dodaje.
Ekspert zastrzega, że trzeba pamiętać o różnicach między graczami – podmioty wyeksponowane na tak chłonne rynki jak Warszawa (jedyny rynek, który wszedł w fazę „rynku sprzedającego”) mają realne szanse trafić w prognozy. Reszta, zwłaszcza ci z dużym zapasem gotowych lokali na mniej chłonnych rynkach, będą nadal musieli wspierać ich sprzedaż, korzystając z aktywnego zarządzania cenami – podsumowuje Dziekoński.