Fifty–fifty – takie były w piątek rano szanse na to, że amerykańska Rezerwa Federalna podniesie stopy procentowe na posiedzeniu 16 września. Tydzień temu po „jastrzębich” słowach przewodniczącego Kevina Warsha nagle skoczyły z 30 proc. do ponad 60 proc. W ostatnich dniach jego koledzy z zarządu Fed zdawali się jednak mniej przejmować podwyższoną inflacją, skłaniając się bardziej do utrzymania obecnego status quo na stopach procentowych.
Rynki uzależniły jednak prawdopodobieństwo zmian od bieżących danych makro, ale czy dzięki temu wiedzą więcej? Dane Departamentu Pracy Stanów Zjednoczonych wypadły zaskakująco dobrze – raport o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym NFP skoczył do 162 tys., znacznie przekraczając oczekiwania na poziomie 55 tys. Prawdopodobieństwo wrześniowej podwyżki skoczyło do 60 proc. Po tygodniu jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie. Bardziej niż rynek pracy będzie jednak liczyć się inflacja CPI, a tę poznamy dopiero 11 września. Teoretycznie czeka nas kolejny tydzień niepewności i zwrotów akcji. Wydaje się jednak, że zwycięży wariant, w którym szef Fed nie „odważy się” dokonać podwyżki stóp procentowych przed listopadowymi wyborami połówkowymi w USA. To złe dla dolara, ale dobre dla złotego, który w nadchodzącym tygodniu będzie śledził doniesienia z posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Wbrew temu, co mówił w lipcu prezes NBP Adam Glapiński, realne szanse na cięcie stóp są niskie ze względu m.in. na drogie paliwa.