Inwestycje w sztuczną inteligencję budzą skrajne emocje. Z jednej strony mamy liczne grono inwestorów, którzy już zarobili na tym trendzie, więc przemawia przez nich optymizm. Z drugiej są inwestorzy, którzy ulegli FOMO i weszli na tegorocznym szczycie, a dziś są około 30 proc. pod kreską. Powodów do zadowolenia z pewnością nie mają. Jest też trzecia grupa – malkontenci, którzy stoją z boku, obawiając się, że mamy do czynienia ze szczytem podobnym do tego z czasów bańki internetowej. Kto tak naprawdę ma rację?
Warto wyjaśnić, czym obecnie jest „AI play”. Kapitał płynie do firm dostarczających infrastrukturę niezbędną do rozwoju AI. Nie chodzi przy tym o hyperscalerów, którzy ponoszą ogromne nakłady inwestycyjne ani o spółki rozwijające same modele AI. Kupowane są firmy produkujące komponenty potrzebne do budowy i rozbudowy centrów danych – od energii, przez chipy, sieci i optykę, po pamięć i systemy chłodzenia. Inaczej mówiąc, kapitał płynie do spółek, do których trafiają wydatki hyperscalerów. To właśnie one pokazują dziś rekordowe marże i dynamiczny wzrost przychodów. Zakład z rynkiem dotyczy przede wszystkim tego, jak długo potrwa obecna fala wydatków.
Patrząc na przyszłe zamówienia i przedstawiane przez hyperscalerów plany inwestycyjne, obecny trend może spokojnie utrzymać się jeszcze przez co najmniej dwa lata. Czy później „AI play” się skończy? Niekoniecznie. Wraz ze zmianą struktury wydatków kapitał może po prostu przepłynąć do kolejnych sektorów, które będą beneficjentami rozwoju sztucznej inteligencji.