Gdy Wołodymyr Zełenski stwierdził, że państwo ukraińskie nie wysadziło gazociągu Nord Stream, to niewiele mijał się z prawdą. Tego spektakularnego aktu sabotażu nie dokonały bowiem „oficjalne” służby specjalne Ukrainy, takie jak HUR i SBU, tylko organizacja prywatna nazywana „Start-upem”, kierowana przez byłych funkcjonariuszy służb, skłóconych z administracją Zełenskiego. Bojan Pancevski, dziennikarz „The Wall Street Journal” dotarł do tych ludzi i bardzo szczegółowo opisał, jak wyglądała operacja zniszczenia podmorskiego gazociągu łączącego Rosję z Niemcami. Jego książkę czyta się z zapartym tchem. Jest bowiem bardzo „klimatyczna”. M.in. dlatego, że uderzenie w Nord Stream zostało zaplanowane bardzo po amatorsku – bez „planu B”. Amerykanie ponoć sugerowali Ukraińcom, by wykorzystali do tej akcji miniaturowe okręty podwodne i całą masę drogiego sprzętu. Ukraińcy, ze względu na koszty, postawili na grupę nurków-hobbystów i wynajęty jacht. Wyrządzili w ten sposób ogromne straty gospodarce rosyjskiej i niemieckiej. Książka Pancevskiego opisuje też niemieckie śledztwo w sprawie zniszczenia Nord Stream. Jest w niej mocny wątek pokazujący, jak polskie służby i prokuratura chroniły ukraińską ekipę dywersantów.

Z wypowiedzi funkcjonariuszy ukraińskiego wywiadowczo-sabotażowego start-upu wynika natomiast, że darzą oni wielką niechęcią prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Jednoznacznie nazywają go „złodziejem” i „zdrajcą”. W złym świetle jest pokazany też Kyryło Budanow, były szef wywiadu wojskowego HUR, a obecnie szef kancelarii Zełenskiego. Na dosyć pozytywnego bohatera wyrasta natomiast były prezydent Petro Poroszenko. Można uznać, że Ukraina istnieje i prowadzi wojnę wbrew swoim władzom....