Konflikt na linii USA–Iran trwa już 2,5 miesiąca i mimo co chwilę pojawiających się nowych zapowiedzi porozumienia, to sytuacja cały czas pozostaje nierozwiązana. Od początku marca słowa „ropa” oraz „Cieśnina Ormuz” odmieniane były przez wszystkie przypadki, a narracja o konflikcie oraz jego implikacjach dla światowych gospodarek zdominowała przestrzeń medialną. Wraz z rosnącymi cenami ropy inwestorzy zaczęli obawiać się rosnącej inflacji oraz słabnącego konsumenta.

W marcu zarówno na rynkach akcji , jak i obligacji (szczególnie skarbowych) mogliśmy zaobserwować wyraźne spadki. Jedną z niewielu klas aktywów, na których panował względny spokój, były obligacje korporacyjne.

Przełom marca i kwietnia okazał się punktem zwrotnym, w którym rynki (w szczególności akcji) ruszyły na północ, a tempo tego odbicia okazało się bardzo szybkie. Trzeba również pamiętać, że to wszystko działo się przy utrzymujących się cenach ropy w okolicach 100 USD za baryłkę, a więc argumenty o potencjalnie nadchodzących problemach gospodarczych cały czas pozostawały w mocy.

Ostatnie tygodnie dobrze pokazują, jak duży wpływ na kształtowanie indeksów ma aktualnie panująca narracja, mimo że w warstwie fundamentalnej do żadnych zmian mogło nie dojść. Okazuje się, że pamięć inwestorów jest raczej krótka i da się w krótkim czasie przejść z poczucia strachu do euforii, a strategie momentum, opcje oraz fundusze indeksowe jeszcze te efekty podbijają. Być może wchodzimy w okres, w którym podwyższona zmienność staje się nowym standardem i jako inwestorzy musimy ten fakt po prostu zaakceptować.