Wojna w Iranie trwa od końca lutego. Jest rozejm, ale, jak słyszymy, wisi on na włosku. Atak USA i Izraela na Iran oraz zablokowanie cieśniny Ormuz doprowadziły do skoku cen ropy z około 60 dol. za baryłkę do ponad 100 dol. Czy z wysoką ceną ropy pozostaniemy na dłużej?

Foto: Parkiet

Patrząc długoterminowo, nawet po rozwiązaniu konfliktu w Zatoce Perskiej raczej tych 60 dol. za baryłkę w tym roku nie zobaczymy. Nawet, jeżeli szybko dostawy ropy byłyby odblokowane, to surowiec zostanie skierowany na obudowę zapasów, które w dosyć dużym stopniu zostały wykorzystane. Naszym zdaniem taka „nowa podłoga”, jeśli chodzi o ceny ropy, to jest poziom 70, czy nawet bardziej 80 dol. za baryłkę. Jeśli wojna w Iranie się zakończy to raczej te poziomy mogą być widoczne w drugiej połowie roku. W krótkim terminie wydaje się, że rynek dosyć pozytywnie podchodzi do perspektyw zakończenia konfliktu. Od marca cena ropy jest w trendzie bocznym. Jeżeli pojawiają się pozytywne informacje, to cena schodzi w okolice 100 dol. za baryłkę, czy trochę niżej. Jeśli jest odwrotna narracja i są oczekiwania na zaostrzenie konfliktu, to rośnie w kierunku 110 dol. i wyżej. Są też takie czarne scenariusze, że cena ropy może sięgnąć 140, 160 czy nawet 200 dol. za baryłkę. Na razie one się nie realizują. Ale jeśli np. mielibyśmy do czynienia ze status quo w Zatoce Perskiej do końca roku, to, kto wie, może ropa wybije się górą z obecnego trendu bocznego. W perspektywie miesiąca zakładałbym kontynuację konsolidacji, jeśli nie będzie jakiś przełomowych informacji. Ale być może coś się pojawi po rozmowach prezydenta Trumpa z przywódcą Chin.

Reklama
Reklama

Skok cen ropy podbił inflację, zmieniają się oczekiwania inflacyjne i prognozy, co do stóp procentowych. Rentowność amerykańskich dziesięciolatek skoczyła do ponad 4,4 proc., a polskich do blisko 5,8 proc. Co mówi nam zachowanie obligacji?  

Foto: Parkiet

Obligacje w większym stopniu dyskontują obawy związane z wyższą inflacją. Ale te obawy są umiarkowane. O ile ceny ropy dosyć mocno wzrosły, wybiły się z takiej kilkuletniej konsolidacji, to rentowności obligacji jednak w tej konsolidacji się utrzymują. Inflacja wzrosła, ale realna stopa procentowa spada, bo wzrost nominalnych rentowności aż taki duży nie jest. W pewnym sensie rynek obligacji oczekuje, że wyższa inflacja będzie przejściowa. To jest też pozytywna informacja dla rynku akcji. Jeśli rentowność amerykańskich obligacji wybiłaby się na nowe maksima, atakowałaby poziom 5 proc. to pewnie przytłumiłoby to hossę na rynku akcji w Stanach, ale też na innych giełdach.

Czy inwestorzy powinni zapomnieć o cięciach stóp procentowych przez banki centralne?

Foto: Parkiet

Jeszcze pod koniec lutego oczekiwana była jedna obniżka stóp przez Fed do czerwca, dwie obniżki do października i trzy obniżki do kwietnia 2027 r. Teraz mamy zmianę oczekiwań, tych obniżek stóp nie będzie. BNP Paribas prognozuje, że Fed nie zmieni stóp w kolejnym roku. W przypadku EBC widzimy ryzyko wzrostu stóp, może dojść nawet do dwóch podwyżek. Europa jest bardziej eksponowana na import gazu i ropy. Tu wpływ drogich surowców na inflację jest większy. Nasza RPP była na ścieżce obniżek stóp. Inflacja w Polsce przed atakiem na Iran pozytywnie zaskakiwała. Ale oczekiwania też się zmieniły. Rynek kontraktów wycenia nawet podwyżki stóp przez RPP. Ale naszym zdaniem podwyżek nie będzie przy założeniu, że sytuacja na Bliskim Schodzie się unormuje.

Czy przy podwyższonej inflacji złoto może znów zyskiwać? Złoto miało rewelacyjny 2025 r. i początek tego roku, cena sięgała 5,5 tys. dol. za uncję. Po wybuchu wojny w Iranie był mocny spadek do ok. 4,4 tys. dol. Wynikał z takiego poszukiwania płynności…

Foto: Parkiet

W krótkim terminie cena złota może być w konsolidacji. W długim terminie raczej bym zakładał kontynuację hossy. Długoterminowe trendy, takie jak dywersyfikacja portfeli, zakupy przez banki centralne utrzymają się. Liczymy, że cena złota w drugim półroczu powróci do wzrostów w kierunku 5,5 tys. dol., może nawet atakować szczyt.

Rynki akcji zareagowały mocnym spadkiem na wojnę w Iranie. Ale po paru tygodniach odrobiły straty, wyszły na nowe rekordy. S&P 500 pod koniec marca spadł do ok. 6,4 tys. pkt, a w poniedziałek 11 maja po raz pierwszy w historii przebił 7,4 tys. pkt. Znów zaczęły się liczyć wyniki finansowe spółek, tematy związane z AI, a wojna zeszła na drugi plan?

Foto: Parkiet

Od końca marca na S&P 500 widać zmianę trendu, wybicie luką w górę, przebicie dwusesyjnej średniej kroczącej. To jest analogiczna sytuacja jak w maju 2025 r., czyli po cłach Trumpa. Teraz mieliśmy do czynienia z jeszcze szybszym wzrostem. Nowe rekordy świadczą o tym, że sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie liczy, a są dyskontowane inne rzeczy, czyli hossa w sektorach związanych z AI i bardzo dobre wyniki finansowe spółek. Sentyment na rynku pod koniec marca był skrajnie negatywny. Teraz szybko odbił. Inwestorzy odbudowali swoje pozycje i w połączeniu z silnym sezonem wyników było to paliwem do hossy. Oczekiwałbym kontynuacji tych wzrostów. Ale ta sprężyna coraz bardziej się nakręca, więc prędzej czy później z jakąś korektą będziemy mieli do czynienia, czy ze wzrostem zmienności. Jeżeli cena ropy utrzyma się w okolicach 100 dol. za baryłę czy wyżej do końca roku, to pewnie będziemy obserwować spowolnienie wzrostów na giełdzie. Na razie nie ma reakcji na informacje negatywne. Jesteśmy na etapie wspinaczki po ścianie strachu czy „kupowania plotek”.

Czy patrząc na wskaźniki wyceny, rynki akcji są nadal atrakcyjne?   

Foto: Parkiet

To jest właśnie ten fundamentalny motor hossy. Rosnące zyski firm. Sezon wyników za I kw. szczególnie w USA był świetny. Na emerging markets zyski też są mocne, prognozy zysków są rewidowane w górę. Firmy korzystają na hossie AI. Była korekta na rynkach akcji, spadły indeksy, ale wzrosły prognozowane zyski spółek. Wyceny obecnie są niższe, niż na początku roku, nawet, jeżeli uwzględnimy to, że notowania ostatnio wzrosły i są wyżej. Mamy niższe wskaźniki P/E dla  S&P 500, niż mieliśmy przed wojną, mimo że indeks jest wyżej. Rynek akcji jest nadal atrakcyjny.

Warszawska giełda też pokazała siłę. Było tąpniecie po wybuchu wojny w Iranie, ale już 17 kwietnia WIG ustanowił rekord na poziomie ponad 135 tys. pkt. Od początku roku rośnie o ok. 11 proc. Są argumenty za kontynuacją hossy, która trwa już od października 2022 r.?   

Foto: Parkiet

Nasz indeks, jako jeden z pierwszych wspiął się na nowy szczyt. Taka sama sytuacja była rok temu. W 2025 r. po odrobieniu strat, po zmieszaniu z cłami Trumpa i nowym rekordzie, w maju przyszedł okres konsolidacji. Podobne jest teraz. Po szczycie w kwietniu tę relatywną siłę straciliśmy. W ostatnich tygodniach mieliśmy różnych liderów na naszej giełdzie: Orlen, KGHM, czy banki. Te sektory się zamieniały. Była też rotacja kapitału z naszego rynku na rynek węgierski. Teraz jest konsolidacja. Wyceny na GPW może już nie są tak atrakcyjne, tak jak były jakiś czas temu. Nie ma też już aż takiego dużego dyskonta naszego rynku w odniesieniu do historycznej średniej, czy emerging markets. Ale też patrząc historycznie hossę kończyliśmy, kiedy wyceny były raczej z premią, więc jest jeszcze jakiś potencjał do wzrostu. Ewentualny silniejszy trend spadkowy musiałby być związany z tym, co się dzieje w gospodarce. Na razie nasi ekonomiści nie rewidują w dół prognoz wzrostu gospodarczego, nie ma zagrożenia recesji z powodu tego, co dzieje się na rynku ropy. Nie ma więc takich mocno fundamentalnych powodów do spadku naszego indeksu. Giełdzie powinny też pomóc OKI, które mają ruszyć w 2027 r.