Przez lata tytułowe hasło było bardziej memem, niż poważnie rozważanym scenariuszem. Ostatni powszechny zryw inwestorów indywidualnych sprzed 20 lat rozbił się o kryzys finansowy. Na powrót WIG na rekordy z połowy 2007 r. czekaliśmy 14 lat. Później przyszła inflacja i wojna w Ukrainie, które sprowadziły 10-letnią stopę zwrotu z polskich akcji do zera. Jednak ostatnie lata dały inwestorom znad Wisły nową nadzieję.

Od dołków z października 2022 r. indeks WIG zyskał około 200 proc. Ten rajd poprawił wyniki historyczne do tego stopnia, że znów można je zestawiać z inflacją, obligacjami, nieruchomościami, a nawet zagranicznymi rynkami akcji. Potwierdzenie zarabiania na giełdzie w praktyce jest o tyle ważne, że w programach PPK jest już 4,2 miliona osób. Niezależnie, czy ktoś do nich trafił na samym początku, w styczniu 2019 r., czy dołączał w kolejnych latach, jego wynik na inwestowaniu na giełdzie może być zdecydowanie wyższy od oczekiwań. Podobnie z 14 milionami osób, które nadal są w OFE. Wraz ze zbliżaniem się do emerytury, ich pieniądze są sukcesywnie przenoszone na subkonta w ZUS po aktualnie wysokich wycenach. Dobre zachowanie rynku przyciąga też inwestorów do funduszy polskich akcji. W ostatnich 12 miesiącach saldo wpłat i umorzeń do funduszy akcji ogólnie wyniosło prawie 2 miliardy złotych na plusie. Z tego ponad 800 mln zł trafiło do rozwiązań opartych o lokalny rynek. Do PPK wpłynęło w tym czasie 7,5 miliarda złotych.

Co najważniejsze, polski rynek ciągle ma potencjał. Zyski spółek nadążały za wzrostem cen akcji i w efekcie cena do prognozowanego zysku dla WIG to obecnie 10,6. Taniej niż na Zachodzie i rynkach wschodzących. To doskonała baza do utrzymania hossy, a wspierać ją może kolejny impuls popytowy w postaci Osobistych Kont Inwestycyjnych (OKI). Projekt Ministerstwa Finansów został po majówce zatwierdzony przez rząd i ruszył w dalszą drogę legislacyjną. Jeśli przebiegnie bez przeszkód, OKI mogą się pojawić w styczniu 2027 r. W obecnej formie mają dać możliwość inwestowania do 100 tys. złotych bez podatku od zysków kapitałowych. Otwieramy się na ryzyko, bo limit dla obligacji oszczędnościowych i lokat wynosi 25 tys. zł. Mamy więc wyraźną preferencję w stronę giełdy, a konkretnie aktywów denominowanych w złotych. Trzeba też pamiętać, że w pewnym momencie wojna na Ukrainie może się zakończyć. To byłby bardzo pozytywny impuls, zarówno pod kątem aktywności gospodarczej w regionie, jak i zmniejszenia ryzyka geopolitycznego. To drugie zmniejszyłoby presję na budżet i w efekcie wspierało złotego.

Podsumowując, popyt na polskie akcje może się utrzymywać, a w przyszłym roku być dodatkowo stymulowany przez OKI. Dobre doświadczenia z inwestowania na giełdzie są jej najlepszą reklamą. Inwestor chce widzieć efekty swoich decyzji na koncie, a dobre długoterminowe wyniki są najlepszym budulcem jego zaufania.