CoolCryo, flagowy produkt Medinice, urządzenie do leczenia arytmii serca, pomyślnie przeszło ścieżkę w agencji FDA i zostało dopuszczone na rynek amerykański. Jaki jest jego status w Europie?
Niedawno skończyliśmy badania kliniczne w Europie. W tej chwili organizacja badawcza (CRO) kończy zbieranie danych i przygotowuje ostateczne raporty. Badania zakończyły się bardzo dobrym wynikiem i nie mamy żadnych sygnałów dających powody do zmartwień. Pozostaje nam przygotowanie dokumentacji i zgłoszenie jej do jednostek notyfikacyjnych. Liczę na to, że jeszcze w tym roku uzyskamy certyfikat CE uprawniający do wprowadzenia wyrobu medycznego na rynek w Unii Europejskiej.
W oczekiwaniu na ten certyfikat negocjujecie sprzedaż CoolCryo. W styczniu podpisaliście list intencyjny z globalnym graczem, jednak został on przedłużony do końca czerwca. Potencjalny kupiec potrzebuje więcej czasu na analizę technologii?
Chętni na zakup CoolCryo to wyłącznie duże, międzynarodowe korporacje, gdzie biurokracja naturalnie wydłuża procesy decyzyjne. Stąd wyniknęła konieczność przedłużenia listu intencyjnego. Kupujący nie zgłaszają wymogów przeprowadzania dodatkowych badań. Obecne dane w pełni wystarczają do oceny potencjału i bezpieczeństwa produktu, a sama zgoda FDA to dla nich potężny argument potwierdzający dojrzałość naszej technologii.
Czyli potencjalny kupiec nie uzależnia transakcji od zdobycia przez was certyfikatu europejskiego CE. Zgoda FDA mu wystarcza?
Rynek amerykański jest największy, dopiero po nim jest Europa. Oczekujemy na certyfikat CE do końca roku, jednak w toku negocjacji nie usłyszeliśmy dotąd od kupujących, że wrócą do stołu dopiero, gdy go uzyskamy. Nie obawiam się więc o wpływ braku tego dokumentu na rozmowy.
Czytaj więcej
Dopuszczenie urządzenia CoolCryo na rynek amerykański znacząco zwiększa atrakcyjność produktu w oczach potencjalnych inwestorów.
21 kwietnia poinformowaliście o umowie z drugim chętnym, który też chce kupić CoolCryo. W grze pojawią się również kolejne podmioty?
Mamy obecnie trzech graczy zainteresowanych CoolCryo – to podmioty międzynarodowe, choć głównie nabywcami takich urządzeń są firmy amerykańskie. Z całą trójką podpisaliśmy umowy o poufności. Z drugim partnerem rozpoczęliśmy proces due diligence. Udostępniliśmy pełną dokumentację w wirtualnym pokoju danych i obecnie trwa jej analiza. Liczę, że wkrótce podobny proces ruszy z trzecim podmiotem. Co ważne, ten gracz zna nas najlepiej, bo obserwuje technologię od ponad dwóch lat, więc jego ocena może być bardzo krótka.
Na co będziecie stawiać przy wyborze ostatecznego nabywcy? Najważniejszym kryterium będzie cena?
Nasz produkt technicznie przewyższa istniejące na rynku rozwiązania do krioablacji. Chcemy zoptymalizować transakcję pod kątem ceny, ale też jak najszerszego zastosowania CoolCryo. W USA dopuszczenie FDA obejmuje wszystkie ablacje. W Europie na początku będzie to konkretny zabieg, a rozszerzenie o ablacje komorowe wymaga dodatkowych badań. Zależy nam na jak najszerszym użyciu CoolCryo, bo to powiększa rynek docelowy i podnosi wycenę. Oczekujemy też jasnych i transparentnych warunków samej umowy.
Jakiego rzędu kwoty wchodzą w grę, biorąc pod uwagę, że obecna kapitalizacja Medinice to około 670 mln zł?
Nie mogę ujawnić, o jakich konkretnie liczbach rozmawiamy. Mogę jedynie powiedzieć, że rynkowy benchmark dla tego typu transakcji w kardiologii to zawsze kwoty powyżej 250 mln dol.. Zobaczymy, co uda nam się wynegocjować. Relacja szacowanej wartości CoolCryo do obecnej kapitalizacji Medinice to naturalne zjawisko. W Europie wyceny rozwijanych technologii są na znacznie niższym poziomie. Rynek amerykański patrzy na to zupełnie inaczej, stąd ta dysproporcja zawsze będzie istniała.
Zaskoczeniem mogła być informacja, że będąc w trakcie sprzedaży CoolCryo jednocześnie sami negocjujecie przejęcie innej europejskiej firmy z sektora MedTech. Co to za podmiot i dlaczego zdecydowaliście się na ten ruch właśnie teraz?
Podmiot, który chcemy przejąć, posiada komplementarne do naszych produkty i świadczy usługi w sektorze MedTech. Współpracowaliśmy z nimi wielokrotnie, więc ten mariaż będzie bardzo korzystny. Dlaczego to robimy? Od początku nasza strategia zakładała, że Medinice to firma wieloproduktowa. Jeśli w tym roku uda nam się sprzedać dwa projekty z naszego portfolio, chcemy natychmiast zapełnić tę lukę. Musimy dysponować nowymi produktami do komercjalizacji, by uniknąć czasowej dziury bez przychodów. Ponadto spółka opierająca się na własności intelektualnej musi stale monitorować rynek i nowe technologie, by z niego nie wypaść.
Czytaj więcej
Zarząd podpisał list intencyjny z międzynarodowym podmiotem działającym na rynku kardiochirurgii, dotyczący potencjalnej sprzedaży projektu CoolCry...
Czy spółka, którą chcecie przejąć, ma już za sobą udaną jakąś komercjalizację, czy jej projekty znajdują się w dopiero w różnych fazach rozwoju? Kiedy planujecie zamknąć tę transakcję?
Mogę powiedzieć, że firma ta generuje już przychody i posiada własne, rozwijane produkty, którymi jesteśmy żywo zainteresowani. Przejęcie powinniśmy zamknąć do końca trzeciego kwartału tego roku. Tę operację w pewnym stopniu uzależniamy od sprzedaży naszego projektu, by mieć większy komfort finansowy, ale proces idzie naprzód niezależnie.
Transakcję chcecie sfinansować z nowej emisji akcji, podwyższając kapitał o ponad 12 proc. Nowym znaczącym inwestorem został fundusz Nationale-Nederlanden OFE. Przy cenie emisyjnej akcji 50 zł pozyskacie około 58 mln zł. Czy to wystarczy?
Struktura pozyskania kapitału była złożona: fundacja, którą reprezentuję, sprzedała posiadane akcje Medinice funduszowi NN, a pozyskane środki w całości przeznaczy na objęcie nowych walorów. Dla mnie jest to operacja neutralna, a Medinice pozyska z podwyższenia kapitału 58 mln zł. Te pieniądze wystarczą na przejęcie wspomnianej firmy oraz prawdopodobnie na zakup praw do jeszcze jednego produktu, co zapewni nam spokojny rozwój. Cena emisyjna 50 zł była negocjowana, gdy kurs rynkowy naszych akcji oscylował wokół 52 zł. To było świetne posunięcie dla spółki. Czas pokazał, że była to też doskonała inwestycja dla funduszu NN, bo dziś kurs akcji znacznie przekracza 70 zł.
Liczycie w tym roku na sprzedaż praw do dwóch urządzeń. Drugim produktem jest Pace Press?
Tak. Pace Press posiada certyfikację europejską, którą obecnie rozszerzamy o nowszą generację. Ten proces jest na ukończeniu. Prowadziłem zaawansowane rozmowy z dużym graczem w sprawie komercjalizacji i mam nadzieję na rychły finał. To nasz jedyny produkt w klasie ryzyka II b, znacznie mniej zaawansowany technologicznie niż klasa III. Od początku traktowaliśmy go jako naukowe przetarcie szlaków, a nie projekt, który pozwoli utrzymać spółkę przez wiele lat. Podtrzymujemy dotychczasowe szacunki wyceniające tę transakcję na około 10 mln zł.
Poinformowaliście też o zapytaniach do FDA w sprawie rozpoczęcia badań nad kolejnym waszym produktem. Czym jest AtriClamp i jak wygląda harmonogram prac?
AtriClamp służy do zamykania uszka lewego przedsionka serca. FDA dała nam zgodę na skróconą ścieżkę 510(k). W przyszłym tygodniu spotykamy się z agencją, by omówić start oficjalnych badań przedklinicznych. Projekt otrzymał 8,7 mln zł dofinansowania z unijnego programu FENG, co zobowiązuje nas do uzyskania również europejskiego certyfikatu CE. Dziś skupiamy się na etapie przedklinicznym. Na początku marca z sukcesem zakończyliśmy proof of concept na czterech świniach. Wyniki histopatologii pozwalają iść dalej. Rynek na to urządzenie mocno rośnie, dlatego podpisaliśmy już dwa NDA z potencjalnymi partnerami.
A jak wyglądają perspektywy dla rozwijanej przez was elektrody MiniMax?
Produkt rozwijamy wspólnie z partnerem z USA i Mayo Clinic. Prace idą nieco wolniej, ale prowadzimy obecnie wewnętrzne analizy. Badamy, czy nie moglibyśmy dostosować elektrody MiniMax do jednoczesnego podawania dwóch różnych energii: fali radiowej (RF) oraz niezwykle pożądanej teraz technologii PFA (Pulsed Field Ablation). To mogłoby znacząco podnieść atrakcyjność tego projektu.
Notował Grzegorz Balawender